Już od 10 dni trwa zabawa "PZPN zmienia selekcjonera". Dlaczego Kulesza gra włoskimi kartami, choć te nie są biorące? [KOMENTARZ]

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Cezary Kulesza to wytrawny biznesmen. Zna się na ludziach (w każdym razie ma niesamowite wyczucie), a jeszcze lepiej na prowadzeniu negocjacji na własnych warunkach. Właśnie z tego powodu na 3 stycznia zaordynował nowy początek operacji „PZPN zmienia selekcjonera”...
Cezary Kulesza to wytrawny biznesmen. Zna się na ludziach (w każdym razie ma niesamowite wyczucie), a jeszcze lepiej na prowadzeniu negocjacji na własnych warunkach. Właśnie z tego powodu na 3 stycznia zaordynował nowy początek operacji „PZPN zmienia selekcjonera”... fot. szymon starnawski / polska press
Udostępnij:
Patrząc na wszystkie wygibasy wokół wyboru selekcjonera reprezentacji Polski można odnieść wrażenie, że prezes PZPN Cezary Kulesza nie tylko ociepla wizerunek i wzmacnia markę związku, ale próbuje także wywrzeć presję na głównym faworycie, którego nazwisko wszyscy już poznali. I tylko temu służy festiwal włoskich kandydatur, których nikt nie bierze pod uwagę...

Mamy już dziesiąty dzień operacji „PZPN zmienia selekcjonera”. Jako kandydaci (rzekomo) na trenera reprezentacji Polski przewinęli się już bodaj wszyscy bezrobotni w tym momencie włoscy szkoleniowcy. A ostatnio mający nawet niebotyczny – z puntu widzenia kasy naszego związku – kontrakt w Genui Andrij Szewczenko. O którym z góry wiadomo, że pozostanie poza finansowym zasięgiem...

Widać, że Kulesza ma świetny PR. Lepszy od Bońka

Jeśli natomiast chodzi o konkrety, to cała akcja przeprowadzana jest w formule: tajne/poufne. Otoczenie Cezarego Kuleszy poinformowało już co prawda o premierowym 3-godzinnym spotkaniu z pierwszym pretendentem. Powiadomiono, że w mityngu, do którego miało dojść przedwczoraj, uczestniczył szkoleniowiec z Polski. A teraz przygotowywane mają być („intensywnie”, jak słychać w kuluarach), trzy kolejne przesłuchania (w tym jedno Włocha), co ma „zajmować sporo czasu”…

Jaki z tego wniosek? Ano przede wszystkim taki, że Kulesza ma… znacznie lepszą komórkę PR niż posiadał jego poprzednik w PZPN, choć powszechnie – i nawet zasadnie – oceniano, że ten aspekt jest najmocniejszą stroną działalności ekipy Zbigniewa Bońka. Tyle że wszystkie ówczesne siły – z Departamentu Komunikacji i zaciężne – nie byłyby w stanie utrzymywać „w trendach” wymiany Paulo Sousy na polskiego selekcjonera przez 10 kolejnych dni! A przecież finał tych wszystkich hopsztosów zapowiedziano dopiero na 19 stycznia. Zatem PR-owców Kuleszy – nawet jeśli rekrutują się z absolutnego krajowego topu – czeka nie lada wyzwanie.

Dlaczego nie wierzę we Włochów, Michniewicza i Szewczenkę?

Zwłaszcza że wysyp nazwisk z Italii można skwitować jedynie uśmiechem. Ekipa Kuleszy od pierwszego dnia urzędowania w PZPN sprząta bardzo skrupulatnie po Bońku. To znaczy stara się neutralizować, minimalizować, a najlepiej eliminować wpływy Zibiego w zakamarkach, w których się jeszcze ostały. Zatem tylko ktoś kompletnie niezorientowany w nowej związkowej sytuacji może „kupić” informację, że po Sousie – którego pożegnano nie tylko bez żalu, ale i z odczuwalną ulgą - ktokolwiek chciałby w naszej reprezentacji innego porozumiewającego się po włosku kandydata. Przecież to ściema szyta tak grubymi nićmi, że aż dziw bierze, że media przyjęły zaproszenie do tej zabawy. OK., klikalność się zgadza, ale publiczności nie przybliża to nawet o krok do poznania nazwiska nowego selekcjonera.

Podobnie rzecz ma się w przypadku mocnego (rzekomo) krajowego kandydata. Nie trzeba mieć mojego peselu, aby pamiętać, iż Czesława Michniewicza Kulesza pożegnał w Jagiellonii po zaledwie pięciu miesiącach współpracy. A skoro wówczas nie było chemii między prezesem i trenerem, to teraz nagle obaj zaryzykowaliby i zaczęli wszystko od nowa, jak upierają się dziennikarze rosyjskiego portalu MatchTV? Kto chce, niech oczywiście wierzy. Ja przypominam sobie, że prawnicy Jagiellonii - gdy Michniewicz był jeszcze pod kontraktem w Białymstoku, a pozwoliłem sobie na zacytowanie (nawet nie bardzo krytycznej) opinii trenera o tym klubie – badali, czy aby na pewno wypowiedź była nieautoryzowana. Bynajmniej nie mając przyjaznych wobec mego interlokutora zamiarów…

Nawałka w parze z Piszczkiem biją konkurentów na głowę

Po prawdzie zresztą, trudno oprzeć się wrażeniu, że nazwisko następcy Sousy poznaliśmy na samym początku tej zabawy, i jest nim Adam Nawałka. Wedle moich źródeł prezes Kulesza sondował go na okoliczność przejęcia – awaryjnego, barażowego – reprezentacji już przed wigilią. A gdyby te informacje polegały na prawdzie, oznaczałoby to, iż miał solidne przecieki ze sztabu Sousy, że Portugalczyk za chwilę wywinie numer, który ostatecznie wywinął. I trochę więcej czasu, niż powszechnie nam się wydaje na mistrzowską – bo taka w istocie była – negocjacyjną rozgrywkę z prawnikami szkoleniowca okrzykniętego u nas powszechnie Siwym Bajerantem.

Nazwisko Nawałki na selekcjonerskiej karuzeli pojawiło się najpierw samodzielnie, a chwilę później w asyście Łukasza Piszczka. To znów PR-owo dobre zagranie, ale niegłupie także z praktycznego punktu widzenia. Nawałka zna przecież szatnię na wylot od strony szkoleniowca. Natomiast Piszczu – jeszcze lepiej; łącznie z siatką frakcyjnych podziałów, których mimo nieobecności Kuby Błaszczykowskiego wciąż ma nie brakować w drużynie narodowej. Lepszego duetu "ratowników" nikt nie znajdzie. Dlaczego zatem jesteśmy świadkami teatrzyku wokół wyboru następcy Sousy? Czy tylko z tego względu, że PR-owcy Kuleszy ogarnęli, że dzięki przedłużonemu spektaklowi można wzmocnić rozpoznawalność marki PZPN, a nawet znacząco ocieplić wizerunek związku?

Kulesza to wytrawny negocjator. Czyżby zmiękczał faworyta?

Otóż – wydaje się, że jednak nie. Gdzieś w kuluarach pojawiła się informacja, że Nawałka może być drogi; nawet na poziomie gaży (zapowiedzianej, ale jeszcze nieskonsumowanej) Marka Papszuna w Legii Warszawa. Co przy oczekiwanym, podobno, przez szkoleniowca co najmniej półrocznym kontrakcie stanowiłoby nie lada wydatek. Nawet dla tak bogatego związku jakim jest ten nasz piłkarski…

Kulesza to wytrawny – i niech nikt nie da się zwieść ewentualnymi pozorami z branży disco polo – biznesmen. Zna się na ludziach (w każdym razie ma niesamowite wyczucie), a jeszcze lepiej na prowadzeniu negocjacji na własnych warunkach. Właśnie z tego powodu na 3 stycznia zaordynował nowy początek operacji „PZPN zmienia selekcjonera”. I upublicznienie wiadomości o pierwszym tajnym przesłuchaniu (jakiegoś, nie Nawałki) szkoleniowca. W efekcie, jak można usłyszeć w jego otoczeniu, rynek od razu się... ożywił.

Należy zatem zakładać, iż teraz prezes związku zacznie grać kilkoma „poważnymi kandydaturami”, aby wywrzeć presję na faworytach. A po prawdzie to na głównym faworycie. Dotyczącą wysokości kontraktu/i lub jego długości. I tylko ewentualna duża rozbieżność finansowa (lub formalna) może sprawić, iż ostatecznie Kulesza wybierze kogoś innego niż z góry sobie upatrzył. Mogę oczywiście się mylić, ale właśnie tak to widzę…

Adam Godlewski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Już od 10 dni trwa zabawa "PZPN zmienia selekcjonera". Dlaczego Kulesza gra włoskimi kartami, choć te nie są biorące? [KOMENTARZ] - Polska Times

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie