Jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy, gdy trzeba, są tam, gdzie być powinni...

Partnerem cyklu jest Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
16 Dolnośląska Brygada Obrony Terytorialnej - plut. Mateusz Wójcicki
Rozmowa z plut. Mateuszem Wójcickim, wychowawcą w Zakładzie Poprawczym w Jerzmanicach-Zdroju oraz w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Szklarskiej Porębie, nauczycielem edukacji dla bezpieczeństwa, ratownikiem i instruktorem w jednostce poszukiwawczo-ratowniczej Bazy Lotniczej Baryt w Stanisławowie, żołnierzem 16 Dolnośląskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Jest pan nauczycielem, wychowawcą, pedagogiem. Skąd pomysł, żeby wstąpić do terytorialsów?

Zawsze miałem zainteresowania proobronne, byłem instruktorem harcerskim, żołnierzem rezerwy. Do tego tradycje rodzinne - poczynając od mojego pradziadka, który walczył w obronie Lwowa. Więc, kiedy pojawiła się możliwość wstąpienia do 16 Dolnośląskiej Brygady OT, nie wahałem się ani chwili. Moi najbliżsi powiedzą: nie dość, że ma mnóstwo zajęć, to jeszcze służy w WOT. Tak, służę mojej ojczyźnie, mojej społeczności lokalnej, to jest dla mnie bardzo ważne. Poza tym ja nie potrafię odpoczywać inaczej niż poprzez pracę.

Jak się zaczęła pana przygoda z Wojskami Obrony Terytorialnej?

Akces przystąpienia do WOT złożyłem trzy lata temu, kiedy zaczęły formować się Wojska Obrony Terytorialnej, kiedy zaczęły powstawać pierwsze brygady na wschodzie Polski. Myślałem, że równocześnie powstanie taka na Dolnym Śląsku. Musiałem jednak zaczekać, ponieważ nasza brygada na zachodzie Polski powstała w IV etapie, czyli we wrześniu ubiegłego roku, ale byłem jednym z pierwszych jej żołnierzy i jednym z pierwszych instruktorów. Cieszę się, że oprócz batalionu, który powstaje we Wrocławiu, Głogowie, będzie też kolejny w Wałbrzychu, bliżej mojego miejsca zamieszkania. Dzięki temu będę służył i szkolił się bliżej mojego rodzinnego domu oraz będę mógł szybciej reagować w sytuacjach kryzysowych, np. w razie podtopień, które mieliśmy ostatnio czy niszczycielskich huraganów w Karkonoszach.

Działać społecznie można na wiele sposobów, dlaczego wybrał pan akurat służbę w WOT?

Misją żołnierzy Obrony Terytorialnej jest wspieranie lokalnych społeczności, szczególnie w sytuacjach kryzysowych m.in. takich jak obecna - pandemia koronawirusa. „Zawsze gotowi, zawsze blisko” to hasło, które mówi o nas wszystko. Służymy w swojej małej ojczyźnie, znamy nasz teren, znamy mieszkających tu ludzi.

Kto może zostać żołnierzem WOT? Jakie predyspozycje, umiejętności trzeba mieć, żeby poradzić sobie podczas szkolenia, a potem na służbie?

Trzeba mieć przekonanie do działania, od tego zależy wszystko, co chcemy osiągnąć. Reszty można się nauczyć, a nad sprawnością fizyczną popracować. Ja, przed wstąpieniem do terytorialsów, byłem żołnierzem rezerwy, miałem za sobą przeszkolenie wojskowe, obycie z bronią. Skierowano mnie więc na szkolenie wyrównawcze. Odbywało się ono na poligonie w Nowej Dębie na Podkarpaciu. Tam razem z 36 kolegami dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami, uczyliśmy się założeń nowej dla nas formacji. Inaczej jest z osobami, które wcześniej nie miały styczności z wojskiem. One kierowane są na 16-dniowe szkolenie podstawowe, gdzie my - starsi żołnierze, instruktorzy - przekazujemy im swoją wiedzę, dzielimy się doświadczeniem. Podczas szkolenia nosimy przy sobie broń - to jest nauka nieznanej dotąd odpowiedzialności za sprzęt i życie drugiego człowieka.

Do służby zgłaszają się osoby w różnym wieku, takie które niedawno uzyskały pełnoletność, ale i starsze, w wieku 50+. Wśród nas są prawnicy, lekarze, górnicy, pracownicy firm budowlanych, elektrycy, nauczyciele, przedszkolanki, sprzedawcy, marynarze. Ta różnorodność przydaje się na służbie. Świetnie się uzupełniamy.

Terytorialsi - to brzmi dumnie. Jak reagują ci, którym pomagacie, gdy usłyszą, że jesteście żołnierzami WOT?

Większość ludzi już wie, kim są żołnierze Obrony Terytorialnej. Nie trzeba każdemu z osobna tłumaczyć, co robimy, czym się zajmujemy. Jesteśmy postrzegani pozytywnie, szczególnie gdy ludzie widzą, jak odpowiedzialnie i fachowo pomagamy. Jako nauczyciel przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa tłumaczę swoim uczniom, na czym polega służba w WOT. Wiedzą to moi sąsiedzi i osoby, które mnie znają. Odbierają nas pozytywnie, są z nas dumni i cieszą się, że służymy w swojej małej ojczyźnie.

Czy pamięta pan szczególne momenty swojej służby?

Pamiętam rozmowę ze starszą, samotną osobą, która w związku z pandemią przebywała na kwarantannie. Bardzo ciężko znosiła odosobnienie. Podczas naszej wizyty wysłuchaliśmy jej historii życia, uspokoiliśmy, wsparliśmy. Po powrocie do brygady przekazaliśmy w formie meldunku informację o potrzebie profesjonalnego wsparcia psychologicznego dla tej osoby. W takich przypadkach do potrzebujących przyjeżdża psycholog z miejskiego ośrodka pomocy społecznej. To było wzruszające przeżycie, kształcące i uświadamiające nam, jak ważny jest kontakt z drugim człowiekiem, bliskość i rozmowa.

Nie oczekujemy od osób, którym pomagamy szczególnych podziękowań - wystarczy uśmiech.

Czy żołnierzowi zdarzają się momenty słabości?

Bywa różnie. Zwłaszcza wtedy, gdy przychodzi zmęczenie. Wtedy trzeba sobie powiedzieć: wstawaj i walcz. Przypominam sobie wówczas, po co jesteśmy, po co się szkolimy, dla kogo działamy, kto potrzebuje naszego wsparcia. Nie jesteśmy bohaterami. Jesteśmy jak inni ludzie, każdy ma zadania, które musi wykonać i każdy ma swoje słabości, które musi pokonać.

Dodaj ogłoszenie