MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Jerzy Kawecki: Podoba mi się dr House

Małgorzata Matuszewska
Dr Jerzy Kawecki w swojej pracowni
Dr Jerzy Kawecki w swojej pracowni Tomasz Hołod
Na kartach swoich książek Marek Krajewski, znany autor kryminałów o Eberhardzie Mocku, dziękuje za współpracę doktorowi Jerzemu Kaweckiemu. Kim jest tajemniczy współpracownik pisarza?

Z doktorem Jerzym Kaweckim pisarz spotkał się na dziedzińcu Akademii Medycznej, przy ul. Mikulicza-Radeckiego 4, gdzie mieści się Katedra i Zakład Medycyny Sądowej. Marek Krajewski, dziś przyjaciel lekarza, poprosił go o konsultacje. To także dzięki wiedzy specjalisty medycyny sądowej czarne opowieści rodem z Breslau są wiarygodne.

- Pan Krajewski od początku bardzo interesował się klimatem Zakładu Medycyny Sądowej - uśmiecha się dr Kawecki. - Nic dziwnego, przecież campus Akademii Medycznej sprzyja refleksji i przeniesieniu myśli w XIX wiek. Nasze muzeum pełne jest dowodów gwałtownej śmierci. Można u nas obejrzeć zdjęcia ofiar i sprawców w strojach z epoki, narzędzia, szklane klisze znalezione przez prof. Dobosza, z dokumentacją dotyczącą przypadku zabójcy ćwiartującego, gotującego i wyrabiającego wyroby masarskie z ludzi. Kiedy pan Marek przyszedł do mnie pierwszy raz, przed budynkiem nad bramą wejściową zobaczył zachowaną starą lampę gazową z końca XIX wieku. Zamierzał pisać kryminalne historie z Breslau, chciał więc zakosztować specyfiki tego miejsca. Poprosił o możliwość obecności przy sekcji zwłok. Wiele razy rozmawialiśmy o śmierci spowodowanej zabójstwem. Myślę, że pomogło mu to wczuć się w psychikę lekarzy wykonujących pośmiertne badania - opowiada dr Kawecki.

Czy doktor Lazarus z powieści Krajewskiego jest portretem wrocławskiego medyka sądowego?
- W przeciwieństwie do mnie, doktor Lazarus jest demoniczny - śmieje się pogodnie lekarz. - Nic dziwnego, w powieści kryminalnej musi być sporo ostrych przypraw, a taką jest charakter lekarza - dodaje.

Cechą doktora Kaweckiego, uderzającą i dostrzegalną na pierwszy rzut oka, jest pogoda ducha. Bez obawy można stwierdzić, że doktor pełen jest afirmacji życia.
- To zderzenie przeciwności - uśmiecha się. - Muszę mieć dystans do codziennych zajęć - tłumaczy. - Jestem odpornym psychicznie optymistą. I mogę powiedzieć, że lubię ludzi - uśmiecha się. - Nie jestem typem samotnika, samotnik mógłby mieć problemy w mojej pracy. Nie jestem zamknięty. Bardzo cenię kontakty zawodowe, sprzyjające podnoszeniu poziomu współpracy z profesjonalistami - twierdzi.

Jerzy Kawecki urodził się i całe życie mieszka we Wrocławiu. Wydział Lekarski Akademii Medycznej skończył w 1977 roku. Zainteresowanie anatomią patologiczną i medycyną sądową wyniósł z domu rodzinnego. Jego ojciec Karol to także lekarz, patomorfolog, były adiunkt w Katedrze i Zakładzie Anatomii Patologicznej. Dr Jerzy, już jako student szóstego roku medycyny, pracował jako wolontariusz w Zakładzie Medycyny Sądowej. Na studiach podjął decyzję, aby poświęcić się medycynie sądowej.
Na pewno wpływ na nią miała również literatura kryminalna od klasyków począwszy, a skończywszy na współczesnych autorach. Nie przeraził się pierwszego dnia pracy ani następnego.
- Nigdy. To kwestia konstrukcji psychicznej, nie przechwalania się - mówi.

Matka doktora Jerzego jest także lekarzem, specjalistą chorób wewnętrznych. Pytany, czy praca ojca go nie zniechęciła, tylko się uśmiecha.
- Jestem zaangażowany w swoją pracę, żyję tym, co robię i mam nadzieję, że tak będzie zawsze - deklaruje.

Zaangażowanie i pracę, którą można określić mianem specjalnej służby społecznej, docenił minister spraw wewnętrznych Grzegorz Schetyna, przyznając srebrny medal za zasługi dla policji. Nic dziwnego, bo Kawecki znany jest jako świetny biegły współpracujący z policją w sprawach dotyczących wielu spektakularnych przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu. Na swoim koncie ma opiniowanie również przypadków zabójstw za granicą, np. w Niemczech, Francji, lub popełnionych przez obywateli innych państw w Polsce. Dzięki jego pomocy wiele spraw zostało już wyjaśnionych. Zaznacza, że każda sprawa jest dla niego ważna i szczególna.
- Wiemy, że istnieje przestępczość, ale codziennie odsuwamy myśli o potencjalnym zagrożeniu - twierdzi.

Dzięki doświadczeniu i wyobraźni, lekarz, stając jako pieszy na światłach, nigdy nie staje blisko krawężnika.
- Bo dużo wypadków zdarza się, kiedy kierowca zakręca i ścina łuk zakrętu - tłumaczy. - Zawsze krzepnie mi krew w żyłach, kiedy widzę matkę idącą ulicą i pchającą przed sobą wózek z dzieckiem. "Samochód uderzy w wózek!" - napominam.

Czy nie ciągnęło go w stronę może mniej obciążającej pracy z żywym pacjentem?
- Nie. Praca jest porównywalna. Patomorfolodzy i medycy sądowi wiedzą wszystko, ale zmarłemu się to nie przyda. Ale to, co wiemy po badaniu pośmiertnym, wzbogaca naszą wiedzę i doświadczenie lekarskie, a w przypadkach przestępstw pomaga ustalić winnych śmierci - tłumaczy.

Żonie Marcie, specjaliście kardiologowi i docentowi z Kliniki Kardiologii AM, dr Kawecki zawdzięcza troskę o zdrowe odżywianie. Nie pokosztował ulubionej przez przyjaciela - pisarza golonki, bo żona odradziła.
- Szkodzi na serce - uśmiecha się. - A ja lubię tłuste potrawy - wzdycha. Z żoną konsultuje się m.in. w sprawach błędów medycznych, w sprawach dotyczących orzecznictwa kardiologicznego - wypadkowości przy pracy i zdolności do zatrudnienia.
Codzienna praca to ustalanie tożsamości zmarłych. Oczywiście na pierwszym miejscu jest DNA, ale też korzysta z kart stomatologicznych, jeśli takie istnieją, bada kościec, gdzie występują indywidualne cechy dla płci i wieku.

Często pracuje nie tylko we Wrocławiu, ale także w innych miastach. Był biegłym w sprawie boksera Andrzeja Gołoty.
- Z banalnej szarpaniny i paru lekkich uderzeń miały wyniknąć ciężkie obrażenia ciała u pobitego człowieka, podczas gdy Gołota traktował zdarzenie w kategoriach fizycznego, delikatnego napomnienia awanturnika - twierdzi biegły. - Była wówczas taka atmosfera, aby obarczyć go większą odpowiedzialnością, ale nie było ku temu obiektywnych podstaw - dodaje.

Prywatne zainteresowanie historią oczywiście przeplata się z działalnością zawodową. Dr Kawecki współpracował z Instytutem Pamięci Narodowej w sprawie czaszek katyńskich. Wielkim przeżyciem była identyfikacja czaszki Ireny Lewandowskiej, dokonana wspólnie z profesorami: Tadeuszem Krupińskim, Zbigniewem Rajchelem i dr. Hubertem Szatnym
- To wielka satysfakcja, kiedy człowiek dzięki naszej pracy odzyskuje swoją tożsamość - uważa.

Lekarz potrzebny jest przy ekshumacjach i oględzinach szczątków ofiar. Na tym polega współpraca z pionem historycznym IPN. Dr Kawecki pracował na cmentarzu Osobowickim. Znanemu historykowi doc. Krzysztofowi Szwagrzykowi pomógł wyjaśnić tajemnicę młodego podoficera, który był członkiem powojennej tajnej organizacji, według dokumentów został rozstrzelany, ale ekshumacja pokazała, że wykonano egzekucję, strzelając mu w tył głowy.

W 1951 roku za zdradę ojczyzny został skazany na śmierć marynarz Stefan Półrul z Ustki. Jego szczątki spoczęły w nieznanym miejscu. Po latach okazało się, że został pochowany na Osobowicach i również zginął od strzału w tył głowy. - Nie został rozstrzelany przez pluton egzekucyjny. To straszna śmierć: znienacka, w kazamatach - tak lekarz wyobraża sobie okoliczności tej tragedii, której tajemnicę wyjaśniono również dzięki pracy jego i dr. Łukasza Szleszkowskiego.

Rodzina to lekarze od pokoleń. Nie tylko matka i ojciec, ale także syn Adam, który dziś specjalizuje się z radiologii. Ojciec żony - Adam Negrusz - był profesorem Politechniki Wrocławskiej, a dziadek Roman Negrusz - profesorem lwowskiego Uniwersytetu Jana Kazimierza, prowadzącym zajęcia dla studentów na wydziale lekarskim.
Zainteresowanie historią rozwija dziś, kiedy może już zwiedzać pełną zabytków Europę. Pan Jerzy w dzieciństwie jeździł z rodziną nad morze i w Bieszczady. W nowych czasach odwiedził Belgię, Holandię, Francję, Chiny i planuje zwiedzić Niemcy. Gruntownie zwiedził stary Rzym, gdzie współpracował z tamtejszym zakładem medycyny sądowej.

Dr Kawecki pierwsze kroki konsultanta stawiał w filmie, polskim horrorze, którego tytułu już nie pamięta. Ale przypomina sobie imię Salome, głównej bohaterki, wampirzycy wysysającej siły witalne z kochanków. Dziś oczywiście czyta kryminały Krajewskiego.
- Bardzo mi się podoba odwzorowanie historyczne i klimat powieści - chwali autora. - Razem z nim wyobrażam sobie zakamarki przedwojennego Wrocławia. Wyposażenie starej sali sekcyjnej, stare narzędzia, stare czarne, łupkowe stoły oddają atmosferę - rozmarza się.

Ogląda filmy kryminalne, choć żona uważa, że zawsze wie, co będzie dalej i w gorącym momencie mówi: "chodźmy z psem na spacer". W wolnym czasie ogląda też znany serial "Dr House".
- Podoba mi się jego pełnokrwista postać, człowieka pochłoniętego bez reszty pracą. Taki powinien być diagnosta - mówi i śmieje się, że serialowy House nie pieści się z pacjentami, ale nie takie jest jego zadanie, bo przecież ma ich leczyć, nie pieścić.

Swoich studentów w Akademii Medycznej dr Kawecki uczy szacunku dla zmarłego człowieka. Oczywiście, że lekarze mają prawo do narzekań i starania się, by ich życie było godne.
- Ale zawód lekarza jest powołaniem, bo chodzi w nim o najwyższe wartości - twierdzi i stara się przekazać taką postawę swoim studentom.

Jest również długoletnim wykładowcą medycyny sądowej dla aplikantów prokuratorskich i sądowych. Prowadzi ćwiczenia z medycyny sądowej dla studentów szóstego roku Wydziału Lekarskiego i ćwiczenia dla piątego roku Wydziału Lekarsko-Stomatologicznego AM. Wykłada również na Uniwersytecie Wrocławskim na studiach podyplomowych z kryminalistyki.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Jerzy Kawecki: Podoba mi się dr House - Gazeta Wrocławska

Wróć na gazetawroclawska.pl Gazeta Wrocławska