Janusz Tarantowicz wymyślił "dobry wieczór we Wrocławiu"

    Janusz Tarantowicz wymyślił "dobry wieczór we Wrocławiu"

    Anna Gabińska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Najsłynniejszy w mieście neon może zaświecić w tym roku na nowo.
    - Wymyśl taką lampę, żeby świeciła i witała ludzi w całym mieście - usłyszał wrocławski architekt Janusz Tarantowicz od swojego szefa. Był maj 1960 roku.

    Tarantowicz miał 24 lata, a za sobą studia architektoniczne, wyjazd na stypendium do Jugosławii (dzięki któremu nauczył się dobrze mówić po serbsko-chorwacku) i kilka udanych projektów, m.in. Ogólnopolskiej Wystawy Książek w Hali Ludowej, sali widowiskowej z chłodni w Turoszowie (na 6 tysięcy miejsc) i pomnik pomordowanych jeńców wojennych w Brzegu Dolnym.

    - Pierwszy neon wymyśliłem w jeden wieczór - opowiada architekt. Pomyślał: Kiedy najlepiej widać napis, który ma świecić? Wieczorem i w nocy. Zatem nie może to być "dzień dobry", lecz "dobry wieczór". Kto ma być pozdrawiany? Ludzie. A kogo się wita? Nowych, czyli przyjezdnych. Czyli napis powinien się znaleźć naprzeciwko Dworca Głównego.

    Z tą myślą młody architekt pobiegł wprost z wynajmowanego mieszkania przy ul. Sienkiewicza na Świerczewskiego (dziś Piłsudskiego). I zobaczył idealną lokalizację dla swojego neonu. Dokładnie naprzeciwko głównego wejścia na dworzec, gdzie stał w stanie surowym blok o płaskim dachu. Wprost wymarzony pod neon!

    Skąd wziął się ludzik z melonikiem, muszką i kwiatkiem w ręce?
    - To dżentelmen z moich rysunków - tłumaczy Tarantowicz. Pan Janusz od dziecka lubił rysować. - Ręka sama mi chodziła - opowiada.

    Najpierw przerysowywał rysunki Grottgera z pocztówek, używając tuszu i piórka. Na studiach stworzył serię rysunków okolicznościowych, które drukowały najróżniejsze gazety, w tym zagraniczne: niemiecka "Die Woche" i francuska "Etudiants du Monde".

    Rysując człowieczka z neonu, dał mu muszkę pod szyję, bo w takim stroju sam Tarantowicz chodził na studenckie imprezy. Niechlujny strój w latach 50. był w wydaniu żaka nie do pomyślenia.
    Potem pytano architekta, jak władza ludowa pozwoliła na pokazanie takiego eleganta, który nie wyglądał ani jak chłop, ani jak robotnik.

    Władza zachwyciła się projektem. Tarantowicz, gdy zrobił rysunek, pobiegł prosto do przewodniczącego rady miejskiej.
    - Miał być to neon dla całego miasta, więc poszedłem najwyżej, jak się dało - tłumaczy.
    Przewodniczącemu, a także jego zastępcy oraz pierwszemu sekretarzowi, rysunek też się spodobał od razu. Zanim jednak neon powstał, minęły dwa lata (w tym czasie rozpisano konkurs na kolejnych 30 neonów o tematyce miejskiej, tyle jednak nie powstało).

    Później od słynnego napisu wzięła nazwę gazeta, a teraz nasz piątkowy dodatek - "Wieczór Wrocławia".

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Pani Tarantowicz

    gosc (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Zyta uczyla mnie kaligrafowac.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Gratulacje dla Gazety

    wrocławianin (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 7 / 8

    Gratulacje dla Gazety, że dotarła do autora tego kultowego neonu. To bardzo ciekawa i wzruszająca historia.prawdziwy kawałek historii naszego miasta.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo