reklama

Jak to z wielką kasą było. "80 milionów" wg Krzystka i Kaczorowskiej [FRAGMENT KSIĄŻKI]

RedakcjaZaktualizowano 
Fot. materiały prasowe
Najbardziej sensacyjna historia czasów stanu wojennego. Grupa działaczy Solidarności pobiera z banku 80 milionów złotych. Opowiadają o tym film Waldemara Krzystka, który wchodzi właśnie do kin, i książka Katarzyny Kaczorowskiej. Publikujemy fragment książki dziennikarki "Gazety Wrocławskiej".

Rzecznik finansowy Zarządu Regionu Dolny Śląsk Józef Pinior 2 grudnia 1981 roku spotkał się z Jerzym Kwapińskim, informatykiem pracującym w V Oddziale Narodowego Banku Polskiego przy ul. Ofiar Oświęcimskich we Wrocławiu, gdzie "S" miała konto. Przed wojną w znajdującym się pięć minut od Rynku gmachu, który zaprojektował Alwin Weideman, również mieścił się bank.

- Jurek, musisz dzisiaj spotkać się z Aulichem.

- Co ty myślisz, że do dyrektora wchodzi się jak do kumpla?

- Ale to ważna sprawa. Powiedz mu, żeby bank przygotował dla regionu na jutro 80 milionów złotych do wypłaty.

Jerzy Aulich, dyrektor V Oddziału NBP, znał Piniora, bo ten tuż po ukończeniu studiów prawniczych na Uniwersytecie im. Bolesława Bieruta we Wrocławiu rozpoczął pracę w nowo utworzonym wydziale operacji zagranicznych NBP z siedzibą w Rynku. Ale spotkanie z Kwa-pińskim, etatowym pracownikiem oddziału, nie budziło podejrzeń, a nieoczekiwana wizyta rzecznika finansowego dolnośląskiej Solidarności mogła wydać się co najmniej dziwna.

Kiedy Kwapiński wszedł do gabinetu Aulicha, ten wskazał mu krzesło. Sekretarki już nie było.

- Panie dyrektorze, jest prośba od Józefa Piniora, by bank przygotował na jutro rano 80 milionów złotych do wypłaty.

Aulich lekko zbladł. Patrzył nieobecnym wzrokiem w przestrzeń przed siebie. Kwapiński nie wiedział, czy w gabinecie dyrektora nie ma podsłuchu. Czekał.

- Prosił też, żeby przekazać, że ochronę do transportu zapewnią sami.
Aulich dalej milczał. Przepisy bankowe zobowiązywały go do powiadomienia o przewozie znacznych kwot pieniędzy milicji, by zapewniła ochronę konwoju.

- Nie chcą nikogo w tej kwestii niepotrzebnie kłopotać.

Aulich w końcu skinął lekko głową.

- Dobrze, proszę mu przekazać, żeby przyjechał rano. Wszystko będzie załatwione - dyrektor sięgnął po słuchawkę telefonu. - Pani Mario, jutro rano przyjdzie do pani pan Józef Pinior. Tak, z Solidarności. Proszę go załatwić.

Nie powiedział naczelnik Marii Leszczyńskiej, że w czwartek nie będzie go w pracy.
Kwapiński wyszedł z gabinetu i prosto z banku pojechał na Mazowiecką do siedziby Zarządu Regionu do Piniora.

- Załatwione - rzucił krótko.

- Świetnie - równie krótko odpowiedział Pinior i ruszył szukać Piotra Bednarza, członka Prezydium ZR.

Kolejny był Tomasz Surowiec, który do pierwszych wyborów władz związku był skarbnikiem, a od czerwca etatowym pracownikiem Zarządu Regionu.

- Jezu, ale dlaczego moim fiatem? Nie może być wóz z Regionu?

Pinior się uparł, że nie może, więc Surowiec w końcu machnął ręką. Po pieniądze do banku jeździł wiele razy, niech będzie i ten kolejny.

Ostatni na liście był Stanisław Huskowski, szczęśliwy posiadacz czerwonego "malucha". Nie zadawał zbędnych pytań. Razem z Piniorem ustalili, że 3 grudnia rano będzie czekał na nich na ulicy Osobowickiej. Dla pewności jednak pojechał na północ miasta, rozejrzeć się po okolicy największej wrocławskiej nekropolii, gdzie mieli się spotkać następnego dnia. Jakby w razie czego trzeba było uciekać...

Pinior poszedł jeszcze do kasjerki Bożeny Moyseowicz po czek potrzebny rano. Kasjer-ka oponowała, ale Pinior był jej przełożonym. Dała mu w końcu czek i podbiła pieczątką Zarządu Regionu. Wieczorem wrócił do mieszkania swojej dziewczyny Marii Chojnackiej, do którego właśnie się przeprowadził z kawalerki wynajmowanej w centrum Wrocławia, tuż przy kinie Warszawa, i czytał "W hołdzie Katalonii" George'a Orwella.

Rano nie pytała go, dlaczego jest tak wcześnie na nogach, choć było to dziwne - zwykle pracował długo w nocy i w dzień spóźniał się na wszystkie poranne zebrania w Zarządzie Regionu. Zjedli szybkie śniadanie. Kawa, chleb z masłem i żółtym serem. Ona wyszła do pracy do banku przy ul. Oławskiej, tuż przy Rynku. On wsiadł w tramwaj linii "0" stający prawie że pod domem. Miał tylko trzy przystanki na Mazowiecką. Surowiec i Bednarz już czekali. Pinior wszedł do jednego z pokojów księgowości i wziął niedużą, czarną walizkę. W trójkę ruszyli do banku. Był chłodny, trochę pochmurny czwartek. Śnieg miał spaść za kilka dni.

Do banku weszli we trójkę.

Czwartego stycznia 1982 roku podporucznik Władysława Manowska o godz. 13.20 rozpoczęła przesłuchanie Tomasza Surowca. Kolejne, 7 stycznia, prowadził kapitan Hajduk.

"Minęliśmy pierwszy hol, weszliśmy za kratę do drugiego holu i ja z Bednarzem usiedliśmy na krzesłach, a Pinior wszedł za barierkę i udał się do Leszczyńskiej. Jej biurko stało w rogu sali bankowej. Załatwił sprawę, trwało to około kilka minut. Wrócił jednak po chwili, bo okazało się, że miał źle ostemplowany czek złą pieczątką. Czek ten, gdy dał mi do ręki, to zauważyłem, że jest wypełniony na 80 milionów złotych. Kazał mi czek wymie-nić u kasjerki Moyseowicz. Pojechałem do regionu, oni zostali w banku. Moyseowicz zastałem w kasie, powiedziałem, o co chodzi. Wręczyłem przywieziony czek. Ona wypełniła drugi, wypisując kwotę, i wyszła z pokoju po pieczątkę. Gdy wróciła, dała mi ten czek, a nadto wręczyła książeczkę czekową na wszelki wypadek, gdyby i ten drugi czek też był wadliwy. Wróciłem do banku - całość zajęła mi ok. 30 minut. Piniora i Bednarza zastałem siedzących w drugim holu, gdzie są okienka".

Po około 15-20 minutach całą trójkę poproszono do pokoju. Okna wychodziły na ulicę Ofiar Oświęcimskich, pod ścianą stał stół. Kilkadziesiąt minut później jakiś mężczyzna z kobietą przynieśli jeden worek banknotów. Mężczyzna wyszedł i po pewnym czasie przyniósł drugi worek. Zaczęło się liczenie pieniędzy wykładanych na stół. Liczyło siedem osób, Pinior i Bednarz notowali na kartce.
"Na pieniądze Pinior z pomieszczenia kasy z regionu zabrał ze sobą czarną walizkę. Nie była to typowa walizka, lecz wyglądem zbliżona do aktówki, otwierała się z góry, zapinana na dwa metalowe zamki. Obramowana obejmą metalopodobną. Aktówka była twarda, prawdopodobnie z dykty. Aktówkę zapakowaliśmy pieniędzmi całą i jeszcze dużo pieniędzy zostało. Jedna z pracownic banku, zanim naszą aktówkę zapakowaliśmy pieniędzmi, przyniosła z innego pomieszczenia dwie walizki jednakowej wielkości. Były to walizki tekturowe, starego typu, jakie kiedyś były w handlu. Jedna z walizek w rogach miała dziury. Te dwie walizki po załadowaniu pieniędzmi zostały przepasane paskami. Pracownica zastrzegła Piniorowi, że przed zamknięciem banku walizki pożyczone ma zwrócić. Około 10-10.30 każdy z nas wziął jedną walizkę i wyszliśmy".

Wsiedli do auta Surowca. Bednarz z tyłu, z jedną walizką obok na siedzeniu. Dopiero wtedy Pinior powiedział: - Jedziemy na Osobowice.

Panie dyrektorze, jest prośba od Józefa Piniora, by bank przygotował na jutro rano 80 milionów złotych do wypłaty. Prosił też, żeby przekazać, że ochronę do transportu zapewnią sami

"Przypominam sobie, że gdy zjechaliśmy z mostu Osobowickiego w lewo, zobaczyłem po prawej stronie samochód 126p, w którym za kierownicą siedział Chuskowski (pisownia oryginalna - przyp. autorki) imienia nie pamiętam, ale chyba ma na imię Krzysztof. Wiem, że pełnił on w tym czasie funkcję rzecznika prasowego zarządu. Gdyśmy przejeżdżali obok jego samochodu, Józef Pinior dał mu znać, żeby jechał za nami. Gdy dojechaliśmy do zatoczki zatrzymałem się zgodnie z poleceniem Józefa Piniora. Tuż za nami zatrzymał się Chuskowski swoim samochodem. Wówczas Bednarz wysiadł z walizką i włożył ją do bagażnika samochodu Chuskowskiego a następne dwie wyjął Józef Pinior i też włożył do tego samochodu. Ponieważ bagażnik samochodu Chuskowskiego był zapełniony, Chuskowski wyjął swoje koło zapasowe i oddał mnie prosząc, żebym je zostawił w drukarni na Mazowieckiej. Wtedy po opróżnieniu bagażnika dwie walizki z pieniędzmi włożono do tego bagażnika a trzecią na tylne siedzenie samochodu Chuskowskiego. Po przełożeniu tych walizek, w których łącznie znajdowało się 80 milionów złotych, zawróciłem swoim samochodem a Chuskowski, Józef Pinior i Bednarz pojechali dalej w kierunku Osobowic, ale dokąd tego nie wiem. Nadmieniam, że w drodze z banku na Osobowice pytałem się zarówno Józefa Piniora i Bednarza, na co zostanie wydatkowana tak olbrzymia suma. Józef Pinior odpowiedział mi, że na pogotowie strajkowe. Powiedział mniej więcej w ten sposób: wzięliśmy te pieniądze, bo mogą być strajki, mogą nam te pieniądze zdeponować, prostuję, że mogą nam te pieniądze zablokować w banku toteż trzeba je gdzieś w bezpiecznym miejscu ulokować. Bliżej nie mówiliśmy, gdzie te pieniądze zamierzają ukryć. Dodaję, że byłem zaskoczony tym, że tak ogromną sumę Józef Pinior i Piotr Bednarz pobierają z NBP. Wszyscy byliśmy zdenerwowani, że będziemy te pieniądze przewozić bez żadnej ochrony. Ja szczególnie denerwowałem się, gdyż jechałem swoim prywatnym autem. Podczas gdy jechaliśmy z tymi pieniędzmi, Józef Pinior powiedział mi, że na Osobowicach będzie czekał na nas swoim samochodem Chuskowski. Wynika z tego, że nie chcieli mnie bliżej wtajemniczyć, gdzie te pieniądze chcą ulokować. Ja byłem z tego zadowolony, bo pozbyłem się balastu. Tego samego dnia, gdy pobieraliśmy z banku pieniądze w późniejszych godzinach widziałem się jeszcze z Józefem Piniorem, ale już na temat tych 80 milionów nie rozmawialiśmy. Nie wiem dlaczego poproszono mnie o to, żebym jechał po te pieniądze do banku, jeśli pozostały one przeniesione do samochodu Chuskowskiego".

Około południa czerwony "maluch" przejechał przez otwartą, kutą bramę prowadzącą do rezydencji metropolity wrocławskiego. Stanął przed samymi drzwiami. Arcybiskup Henryk Gulbinowicz był na piętrze, gdzie zakonnice nie miały praktycznie wstępu. Kiedy odezwał się dzwonek telefonu, w słuchawce usłyszał przełożoną:

- Dwóch panów prosi, żeby ksiądz arcybiskup zszedł na dół.

- A którzy to są panowie?

- Nie wiem, my ich nie znamy.

Chcąc nie chcąc, metropolita zszedł do holu. Zobaczył dwóch młodych mężczyzn - jeden z szopą kręconych włosów, drugi jakby go przed chwilą wyciągnęli z jakiejś biblioteki. Obu znał z widzenia i wiedział, że są związani z Solidarnością. Gulbinowicz wyczuł, że to niecodzienna wizyta, i poprosił gości do saloniku, żeby żadna z sióstr nie usłyszała przypadkiem rozmowy prowadzonej w holu. Nikt by go nie przekonał, że kobiety, nawet te w habitach, nie mają długich języków.

- Czego wy chcecie? - zapytał z charakterystyczną dla niego kresową bezpośredniością.

- Przywieźliśmy pieniądze.

- Jakie? Ukradliście?

- Nie.

- Własne?

- Własne.

- A skąd?

Arcybiskupowi nawet powieka nie drgnęła, kiedy usłyszał, że w rezydencji, w trzech walizkach, jest 80 milionów podjętych rano w banku.

- Złotych? - upewnił się.

- Złotych.

- Prawdziwych?

- Prawdziwych.

- I co ja mam z tym zrobić? - arcybiskup teatralnie rozłożył ręce.

- Trzeba przechować.

- A ktoś za wami jechał?

Rąk by sobie obciąć nie dali, ale przecież właśnie dlatego akcja została zorganizowana jak w kryminalnym filmie: dwa samochody, oba prywatne, za tymi z Regionu esbecy pewnie jeździli. Jeśli dotarli na Ostrów Tumski i nikt ich nie zatrzymał, to znaczy, że nikt ich nie śledził.

- No to szybko, zostawcie to i zwiewajcie, żeby oni nie wywąchali.

Kiedy Huskowski i Pinior wstali do wyjścia, arcybiskup machnął nagle ręką: - Moment, moment, jeszcze pokwitowanie trzeba napisać.

Pinior zesztywniał. Tylko nie pokwitowanie. Jedno już leżało w kasie pancernej w Regionie. Niewielka karteczka, podpisana przez Tomasza Surowca, ówczesnego skarbnika "S", Zbigniewa Mikosia i Czesława Stawickiego ze strony związku i arcybiskupa Henryka Gulbinowicza. Po prowokacji bydgoskiej Stawicki dwa razy - 29 marca i 9 kwietnia 1981 roku - pobrał z konta związku po 5 milionów złotych. Wszyscy czekali na strajk generalny, czasowo władze związku przeniosły się nawet z Mazowieckiej do Pafawagu. A ta trójka 9 kwietnia z 10 milionami pojechała do metropolity, by ukryć w depozycie pieniądze. Na wszelki wypadek.

- Ale my nie chcemy pokwitowania - grzecznie, acz stanowczo powiedział Pinior, który gorączkowo zastanawiał się, jak wytłumaczyć metropolicie, że taki papierek może być wyjątkowo niebezpieczny przede wszystkim dla niego.

- A jak ja umrę? To co wtedy? - arcybiskup nie dawał za wygraną. W końcu stanęło na tym, że napisze pokwitowanie na tę fortunę, ale schowa je u siebie w sekretarzyku. Na wypadek nagłej i niespodziewanej śmierci.

Kiedy drzwi za dwoma młodymi mężczyznami się zamknęły, arcybiskup poszedł do kaplicy.
"Panie Jezu, poradź cokolwiek, co z tym zrobić" - modlił się. I wymodlił - razem z kapelanem pochowali 80 milionów złotych w różnych pokojach rezydencji w takich miejscach, do których dostęp miało tylko kilka wtajemniczonych osób.

Tego samego dnia pracownicy PZL Hydral usłyszeli z radiowęzła przemówienie Karola Modzelewskiego, które wygłosił w czasie posiedzenia Komisji Krajowej "S" w Radomiu.

Modzelewski zapowiadał rozpoczęcie strajku generalnego w kraju, jeśli władza wprowadzi stan wyjątkowy. Wrocławianie, którzy rano nie zdążyli przeczytać "Gazety Robotniczej", wieczorem mogli się zastanowić nad sensem jednego ze zdań długiej analizy redaktora Zdzisława Balickiego, późniejszego pierwszego sekretarza KW PZPR we Wrocławiu i redaktora naczelnego tego tytułu, zatytułowanej "Między porozumieniem a paraliżem": "Obecnie rysują się, jak sądzę, trzy drogi rozwoju sytuacji polskiej: droga dotychczasowa, jakaś forma dyktatury lub porozumienie narodowe. Innych realnych dróg nie widzę".

Ani droga dotychczasowa, ani tym bardziej porozumienie narodowe nie wchodziło w grę. Zostawała tylko trzecia opcja - jakaś forma dyktatury.

Dziewiątego grudnia w Dolmelu Komisje Zakładowe spotkały się z Zarządem Regionu. O stanie wyjątkowym mówiono otwarcie - każdy wychodzący z sali obrad dostał do ręki "Instrukcję organizacji związku w warunkach strajku powszechnego właściwego" opracowaną 8 grudnia i podpisaną przez Prezydium ZR. Instrukcja trafiła też do SB, która przekazała ją do Warszawy. 10 grudnia 1981 roku pułkownik Błażejewski raportował do dyżurnego MSW:

"W kontekście dyskusji o stanie wyjątkowym i działalności w tych warunkach ZR istnieją trzy koncepcje:

a/ ZR i wszystkie jego agendy pozostają przy ul. Mazowieckiej i organizują swoją obronę fizyczną poprzez załogi zakładów przemysłowych,

b/ ZR i niektóre agendy /propaganda, łączność/ przeniesione zostaną do wytypowanych zakładów przemysłowych /dużych/, a część pozostaje na miejscu z niewielką ochroną robotniczą,

c/ całość władz związku przechodzi do konspiracji i zostaje rozproszona na terenie całego Wrocławia, nie tylko miasta i nie tylko w mieszkaniach prywatnych. Lokalizacja poszczegól-nych komórek znana ma być tylko niektórym członkom władz. Wariant ten lansowany jest przez niektórych członków KOR-u".

(...)

Fragment książki dziennikarki "Gazety Wrocławskiej" Katarzyny Kaczorowskiej "80 milionów. Historia prawdziwa". Książka ukazała się nakładem wydawnictwa MUZA

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Jak to z wielką kasą było. "80 milionów" wg Krzystka i Kaczorowskiej [FRAGMENT KSIĄŻKI] - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3