Jak oduczyć Roma życia na socjalu

Zygmunt Mułek
Młodzi zawodnicy z drużyny "Kale gada" grają coraz lepiej. Ale aby grać w drużynie muszą się uczyć. Kto tego nie robi, wypada z gry
Młodzi zawodnicy z drużyny "Kale gada" grają coraz lepiej. Ale aby grać w drużynie muszą się uczyć. Kto tego nie robi, wypada z gry Piotr Krzyżanowski
Udostępnij:
Legniccy starsi Romowie mają wielką szansę na poprawę swojego życia. Rusza program mający pomóc im wyjść z wykluczenia. Czy skorzystają z tej szansy? Najpierw muszą dać coś od siebie.

Maria Delimata trzynaście lat szukała jakiegoś stałego zajęcia. Bywało, że sprzątała w szkole. Ale o regularnych dochodach mogła tylko pomarzyć. Gdy przed prawie siedmiu laty powstało Stowarzyszenie Romów Legnickich, dostała posadę asystenta romskiego.

- Tę robotę to sobie wymodliłam - ucieszyła się. - Będę miała pieniądze na życie. I jaki awans mnie spotkał - powtarzała.

Wtedy, w roku 2004, gdy Stowarzyszenie zaczęło raczkować, sytuacja legnickich Romów była beznadziejna. Na palcach jednej ręki można było policzyć tych, co mieli stałą pracę. Tylko nieliczne dzieciaki chodziły do szkoły. A i sami Romowie byli skłóceni. Żyli w wykluczeniu, biorąc to, co daje im opieka społeczna, i żyjąc z tego, co im się udało zarobić gdzieś na boku.

Po wielu kłótniach i sporach legniccy Cyganie na swoją prezeskę wybrali Teresę Skrabską. To był ewenement w Polsce. Społeczność zdominowana przez mężczyzn poddała się władzy kobiety. A pani prezes była wykształcona, inteligentna i oczytana. Jej córka kończyła studia, syn liceum.

- Moi rodzice skończyli szkoły - powtarzała Skrabska. - Mama pracowała w sklepie, ojciec był kierowcą. Dbali, żebym się uczyła, skończyła ogólniak.

Skrabska wyszła za mąż za Polaka. - Wychowywałam dzieci, gotowałam, sprzątałam. I przede wszystkim pilnowałam, by chodziły do szkoły. Bo wykształcenie to najważniejsza sprawa w dzisiejszych czasach - podkreślała Skrabska, ktora po jakimś czasie zdecydowała jednak, że najważniejsza jest dla niej rodzina. O legnickich Romów miał zadbać Tomasz Goman, który przed siedmiu laty cieszył się, że rodzi się Stowarzyszenie Romów Legnickich. Polska wchodziła do Unii. Państwo stworzyło program pomocy, a Goman w swoim garażu pobielał garnki i patelnie. Dzisiaj jest asystentem romskim. Pomaga swoim współziomkom znaleźć pracę, pieniądze na remont mieszkania, dostać się do lekarza czy zdobyć zapomogę. Goman dzieli żywność z darów.

Moi rodzice skończyli szkoły. Mama pracowała w sklepie, ojciec był kierowcą. Dbali, żebym się uczyła, skończyła ogólniak

- Skończyłem siedem klas, porobiłem różne kursy - nie ukrywa swojego wykształcenia i otwarcie przyznaje: - Podstawowym problemem jest znalezienie pracy dla Romów. Bardzo wielu nie ma skończonej nawet podstawówki. I tego się nie przeskoczy, bo kto zatrudni takiego człowieka?

I sam sobie odpowiada: - Romowie mają fatalne notowania, bo wiadomo, jaka krąży o nas opinia. Namawiałem swoich, by szli kończyć szkoły wieczorowo - to mnie wyśmiali. Jak mieli okazję odpracować czynsz, to przyszli sami Polacy, żyjący z Romami. Dla Romów sprzątanie ulic to była upokarzająca robota - przyznaje Tomasz Goman.

Ale prezes nie narzeka. Mawia, że zawsze sobie znajdzie robotę. Nadal jeździ do znajomych piekarzy. Cynkuje im kotły w zakładach.
- Kiedyś z tej profesji żyło mnóstwo Romów - wspomina. - Pamiętam jeszcze czasy, gdy jeździliśmy w taborach. Spaliśmy w wozach, czyste powietrze, lasy. Starsi pobielali kotły. Sprzedawali patelnie. Handlowali końmi. To było nasze życie. Teraz głównie chodzi o to, żeby nasze dzieci miały lepiej.

Zbigniew Huczko też pamięta tabory. Przez wiele lat zarabiał na życie jako kotlarz, ale nie ma już na te usługi zapotrzebowania. Teraz, tak jak wielu innych legnickich Romów, żyje z prac dorywczych i pomocy opieki społecznej.

- Z naszego pokolenia już nic nie będzie. Nie mamy pracy, bo nie kończyliśmy szkół. Chodzi o to, żeby nasze dzieci się kształciły, bo wtedy znajdą pracę, nie zejdą na psy - przyznaje Huczko.
Maria Delimata wytrzymuje w pracy asystenta szkolnego już siódmy rok.

- Zarabiam grosze, ale kocham tę pracę. Robię to dla naszego najmłodszego pokolenia, bo wiem, że dorośli wciąż są dyskryminowani. Pracodawcy patrzą krzywo na nasz kolor skóry. To trzeba zmienić - podkreśla Delimata, której zapał można tylko podziwiać. Niedawno sama nauczyła się obsługiwać komputer. I walczy o tych najmłodszych, by tworzyli elitę romską. Rok temu było o niej głośno, gdy pomagała tworzyć drużynę piłkarską Kale Gada, co znaczy Czarne Koszule.

- Widziałam naszych chłopaków, jak ganiają za piłką - wspomina pani Maria. - Pomyślałam, że trzeba im pomóc w stworzeniu drużyny.

I dopięła swego. Grażyna Popilowska, koordynatorka projektu, pomogła napisać wniosek. Pod swoje skrzydła drużynę wziął Środowiskowy Hufiec Pracy w Legnicy. Pomysł okazał się na tyle dobry, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przyznało 24 tysiące złotych dotacji, za które kupiono pieniądze stroje, buty, piłki.

Jedna z kobiet w wieku 56 lat nauczyła się pisać. I jest szczęśliwa

- Czynny udział zawodników w życiu kulturalnym, sportowym i społecznym powinien zaowocować integracją ze środowiskiem nieromskim - przekonuje Teresa Woźniakowska z ŚHP. - Te zajęcia promują też postawę tolerancji i kulturę romską, a w konsekwencji poprawiają wizerunek Romów w społeczeństwie polskim.

Drużyna gra. Chłopcy trenują. - Mamy zajęcie. Nie stoimy po bramach - mówi otwarcie Alan Huczko, syn Zbigniewa Huczki.

A Maria Delimata jak miała, tak ma niespożytą energię.

- Jako asystenci romscy napisaliśmy program edukacyjny. Dostaliśmy pieniądze unijne i zorganizowaliśmy kursy. Co prawda nie było wielu chętnych do nauki czytania i pisania - uśmiecha się pani Maria - ale za to jedna kobieta w wieku 56 lat nauczyła się tego. I dzisiaj jest szczęśliwa, bo nie jest już analfabetką. Romki w czasie naszych zajęć uczyły się też wizażu, stylizacji, fryzjerstwa, mężczyźni zapisali się na kursy prawa jazdy. To, mam nadzieję, pozwoli znaleźć im pracę.
Jeszcze w tym roku ma ruszyć w Legnicy kolejny program adresowany do Romów. Na jego realizację spółka Pol-Rom zdobyła pół miliona złotych ze środków unijnych.

- Wybraliśmy Legnicę, bo tutaj bardzo dobrze układa się współpraca z władzami miasta - mówi Piotr Wardecki, jeden z autorów tego programu. - Mieszkam w Radomiu, ale mam korzenie legnickie i chcemy coś zrobić dla tej społeczności. Przede wszystkim stworzyć Romom możliwość otwarcia działalności gospodarczej.

Plan jest ambitny. Romowie dostaną możliwość zrobienia bezpłatnie prawa jazdy, zapisania się na kurs barmana, kelnera, obsługi komputerów. A także nauki czytania i pisania w języku polskim.

- Jest on w dużej mierze adresowany do kobiet - dodaje Piotr Wargacki. - Przekażemy im wiedzę prawną i socjalną. Będziemy uczyć, jak żyć w społeczeństwie, pomagać wyjść z bezrobocia, życia na zasiłku społecznym. Bezrobocie jest formą okaleczenia psychicznego, a udział w kursach pewnym rodzajem terapii. Nasza działalność ma być formą inkubatora przedsiębiorczości.

- Jest to jeden z nielicznych projektów, który stawia na aktywność Romów, a nie na pomoc doraźną w rozwiązywaniu problemów życiowych - wyjaśnia Karol Gierliński, artysta, wiceprezes Związku Romów Polskich. - To ma im pomóc w wyjściu z wykluczenia, życia na socjalu.

Miasto obiecało przekazać pomieszczenia na świetlicę środowiskową. Będzie tam sala komputerowa, w perspektywie zespół folklorystyczny, kółko teatralne, pracownie plastyczne.

- Ale to nie ma być tylko enklawa dla Romów - dodaje Gierliński. - Przyjdą tu też Polacy. Nawiążą się znajomości, przyjaźnie...

To przyszłość. A jak jest teraz? Wizerunek legnickich Romów zmienia się na lepsze. W ostatnich pięciu latach z rządowego programu otrzymali prawie milion złotych. Najwięcej pieniędzy poszło na zakup książek, stypendia, wyjazdy wakacyjne, remonty domów.

- Ponad 90 procent dzieci i młodzieży chodzi do szkoły - wylicza Wojciech Kondusza, koordynator Programu na rzecz Romów Legnickich. - Wielu z nich bardzo dobrze się uczy. Zostali włączeni w obieg kulturalny. Coraz częściej zaczynają myśleć optymistycznie o przyszłości. Mają wielką szansę na stworzenie inteligencji romskiej. W Legnicy jest o tyle dobra sytuacja, że nie mamy do czynienia z przejawami zachowań rasistowskich. Jest sporo rodzin mieszanych.

Jestem przekonana, że za kilka lat w Legnicy wytworzy się elita romska

Ale problemem są starsi Romowie. Na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy mają stałą pracę. Problemem są też podziały rodzinne i klanowe. - Starsi Romowie są analfabetami - przyznaje Kondusza. - Takie kursy i programy są dla nich szansą.

Maria Delimata jest przekonana, że za kilka lat młodzi Romowie nie będą mieli kompleksów wobec Polaków.

- Uczą się nie gorzej niż polskie dzieci, choć wielu z nich może orłami nie jest - uważa Delimata. - Potrzebna jest nam świetlica środowiskowa, w której mogłyby się spotykać nasze rodziny, jednoczyłyby się szczepy. Trzeba też walczyć z postawą roszczeniową wśród naszych. Ale takie programy muszą być robione z udziałem Romów, bo bez nas to się nie uda.

Krystyna Wiercińska, prezes legnickiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, od lat zajmująca się młodzieżą romską, organizująca "Letnie Szkoły Romskie", jest pełna optymizmu. - Jestem przekonana, że za kilka lat w Legnicy wytworzy się elita romska - przekonuje. - Trzeba jednak wspierać absolwentów szkół. Oni dostają dobrą wędkę.

Prezes Tomasz Goman: - Jeżeli rusza jakiś program, to nie może być tak, że Romowie dostaną wszystko na talerzu. Oni muszą też coś od siebie dać...

Wideo

Dodaj ogłoszenie