Jak nie przegapiliśmy najgorszego dnia roku

Jacek Antczak
Jeśli dziś środa, to znaczy, że może być tylko lepiej. Już za parę dni weekend ("Środa minie, tydzień zginie"), za kilka miesięcy wakacje, a za kilkadziesiąt lat wielu z nas spłaci kredyt hipoteczny. Najważniejsze, że tegoroczny "Blue Monday" już za nami.

Jeśli w poniedziałek spotkaliście na swojej nieodśnieżonej drodze do pracy psychologa i powiedzieliście mu: "Dzień dobry" - popełniliście błąd. Największy błąd w roku. Teraz psycholog na pewno zastanawia się, co chcieliście przez to powiedzieć. A z takich przemyśleń mogą wyniknąć wyłącznie kłopoty.

Bo prawdopodobnie przez takiego uprzejmego pacjenta (dla psychologów wszyscy jesteśmy pacjentami, a przynajmniej powinniśmy z nimi o tym porozmawiać) niejaki dr Cliff Arnall postanowił wyjaśnić, co to w ogóle znaczy "dzień dobry". I czym się taki "dzień dobry" odróżnia od "dnia złego"? Stopniując dalej, czy istnieje "dzień najgorszy"? A ponieważ mamy XXI wiek, to wypada stosować racjonalne metody badawcze. Przecież liczenie na jakieś marzenia senne czy kalendarzyki Majów kończą się tym, że nawet zwykłego końca świata nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Brytyjski psycholog zastosował więc w swoich badaniach wzór uwzględniający nie tylko czynniki psychosocjologiczne, ale także meteorologiczne czy ekonomiczne.

I jego teoria "najgorszego dnia" jest nie do podważenia, jak to, że E = mc2. Każdy może sprawdzić. Wystarczy krótkość dnia dodać do debetu na koncie, zsumowanego z pensją. Wynik, wzięty w nawias, musimy jeszcze pomnożyć przez czas, który upłynął od Bożego Narodzenia, podniesiony do potęgi liczby niedotrzymanych postanowień noworocznych. Teraz trzeba to podzielić przez iloraz niskiego poziomu motywacji z poczuciem konieczności podjęcia jakichś działań (wstanie z łóżka, zrobienie kawy itd). I zawsze wyjdzie, że najgorszy jest poniedziałek (to akurat wiedzą wszyscy) i to konkretny, rozpoczynający trzeci tydzień stycznia.

Dla tych, którzy czują się szczęśliwi, bo przegapili "dzień apokalipsy samopoczucia" i w poniedziałek nie popadli w depresję, tylko pobiegli po kwiaty dla babci, mam złą wiadomości. "Blue Monday", ponury, najsmutniejszy poniedziałek, to nie jest jakiś tam jednorazowy "czarny czwartek". On się powtarza jak Dzień Świstaka, regularnie. Następny już 20 stycznia 2014 roku.

Niestety, przed "Blue Monday" nikt nie ostrzegł naszych dzielnych ręcznych piłkarzy. A, jak zalecają psycholodzy, wystarczyło, by przed meczem z Węgrami zjedli wędzoną makrelę, która dostarczyłaby im nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, niezbędnych, by obudzić się z letargu i pokonać słabość w najgorszym dniu w roku. Ale nie zjedli ryby, więc Węgrzy zrobili z nich gulasz.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jacenty

Pisze Jacek do lekarza psychiatry:
"Blue Monday, Capitol, Kleopatra, Urbancard, Sky Tower itd. itp."
Pisze lekarz psychiatra do Jacka:
"Nie do mnie pisuj, Jacku! Pisz do dermatologa!"

P.S.
AKTUALIZUJCIE!!!
Przeglądarka Mozilla Firefox:
- Kliknij "Pomoc", w wysuniętym menu kliknij "O programie Firefox".
Przeglądarka Google Chrome:
- Kliknij "trzy poziome paski", w wysuniętym menu kliknij "Google Chrome- informacje"
W obu przypadkach aktualizujesz program bez dodatkowego pobierania nowszej wersji.
Po aktualizacji, na dysku twardym, w folderze Google, pozostawiana jest poprzednia wersja przeglądarki. Zajmuje ok. 100 MB, można ją bezpiecznie usunąć.

Dodaj ogłoszenie