Jak górnicy popsuli święto hutnikom i dlaczego trzeba dmuchać przed pracą

Grzegorz Chmielowski
Grzegorz Chmielowski
Grzegorz Chmielowski brak
Górnik jest jak grabarz. Weźmie się do pracy dopiero jak wypije, opowiadali kiedyś pracownicy kopalni. Potrzebę wypicia tłumaczyli stresem, a nawet strachem, który im towarzyszy kilometr pod ziemią.

Teraz czasy mamy takie, że po pijanemu ani górnik, ani grabarz, ani kierowca, a nawet kasjer w sklepie czy aptekarz do roboty brać się nie powinien. Bo pracownik na podwójnym gazie dziś ma przeciwko sobie nie tylko przepisy, ale i coraz częściej opinię otoczenia. Co ważniejsze niż wszelkie zakazy. A jak spróbuje to szybko ma przechlapane. Jeżeli nie złapią go szefowie, to koledzy albo klienci nagrają zaraz na komórki i pokażą w internecie.

O górniczych popijawach, zwłaszcza po wypłacie, krążyło w Zagłębiu Miedziowym z pewnością więcej legend i opowiadań niż o biciu rekordów wydobycia rudy. Setki, tysiące ludzi zwieziono z całej Polski, skoszarowano w hotelach robotniczych. Internetu, kina, gier komputerowych nie było. Rodziny daleko. Były za to duże pieniądze i dancingi oraz taksówki wożące po wypłacie na balangi do Karpacza czy Szklarskiej Poręby.

Tak rodziła się pseudotradycja, która w jakiejś części trwa do dziś. Kiedyś obyczaje te rozkwitały. Wbrew władzom partyjnym, lokalnym, kopalnianym, które dużo obiecywały: mieszkania, imprezy, domy kultury... Ale nie wszystko realizowano. Może nawet były to deklaracje nie do zrealizowania. Bo w ciągu 5-latki można zbudować kopalnię lub hutę, ale miasta i społeczności, która narzuca obyczaje i kontroluje, nie wyczarujesz. A czy balujący górnicy mieli czas, by dojść do siebie i trzeźwo wrócić do pracy?

Ostatnio, po wypadku w kopalni Polkowice-Sieroszowice, gdzie pijany pracownik najechał maszyną na 
kolegę i zmiażdżył mu stopę, w KGHM wydano totalną wojnę alkoholowi. Sprawa ta wkurzyła prezesów koncernu, zwłaszcza, że wieść o zdarzeniu w kopalni dotarła do nich akurat wtedy, gdy mieli rozpocząć akademię z okazji Dnia Hutnika.

W efekcie uroczystość trzeba było o kilkadziesiąt minut opóźnić, a nazajutrz się zaczęło. Ruszyły badania trzeźwości górników zarówno przy 
zjeździe do kopalni, jak i po 
wyjeździe. Każą im dmuchać w alkomaty przed szychtą i po niej. Efekty? W ciągu pięciu dni wpadło „na alkomacie” 16 górników. Ale to nieprawda, że dopiero teraz zaczęto badać trzeźwość w KGHM. Wyrywkowe, a może i szersze badania pracowników były także przed wypadkiem. Np. w 2016 roku na 326 tys. wykonanych testów trzeźwości odnotowano 478 wpadek pracowników...

Pewnie górnicza brać zadowolona nie jest. Bo np. który kierowca lubi, by go zatrzymywać na ulicy i kazać dmuchać? Zwłaszcza kiedy pilnuje się i nigdy nie zasiądzie za kierownicą po kielichu. A pod 
ziemią górnik często jest takim kierowcą, tyle, że jeździ pojazdem nie za 4 czy 40 tysięcy, a za milion albo i jeszcze droższym. Wokół zaś ma pracujących kolegów, którym jednak nie wymalowano przejść dla pieszych i nie ustawiono świateł. No i na głowie plan do wykonania.

Mój tato pracował w kopalni do emerytury i nigdy pijany na szychtę nie szedł. A jak zabalował, to na drugi
 dzień brał wolne - mówi mi koleżanka. Uważa, że większość górników, i kiedyś i teraz szanowała siebie i pracę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie