Irena Gałuszka: Zachłanna na talent, wrażliwa na dobro

    Irena Gałuszka: Zachłanna na talent, wrażliwa na dobro

    Katarzyna Kaczorowska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Na chwilę przed wojną. 16-letnia Irena z mamą w domu, niedaleko którego stanie obóz

    Na chwilę przed wojną. 16-letnia Irena z mamą w domu, niedaleko którego stanie obóz ©Archiwum prywatne

    Była pedagogiem wymagającym, ale i otwartym na talent. Była też dobrym człowiekiem, który nie był obojętny na krzywdę. O wybitnej śpiewaczce, wykładowcy wrocławskiej Akademii Muzycznej, Irenie Gałuszce, w rocznicę jej śmierci pisze Katarzyna Kaczorowska
    Na chwilę przed wojną. 16-letnia Irena z mamą w domu, niedaleko którego stanie obóz

    Na chwilę przed wojną. 16-letnia Irena z mamą w domu, niedaleko którego stanie obóz ©Archiwum prywatne

    Kolejna, 67. rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz. Zebrani goście słuchają listu, jaki napisał prezydent Polski Lech Kaczyński. Do nich i o nich: "Świat nigdy dotąd nie docenił w pełni ich heroicznego poświęcenia. Pozostawali w swej pamięci osamotnieni. Publiczna opinia światowa często odnosiła się do mieszkańców okolic jako do całkowicie obojętnych na los więźniów. Wobec takich krzywdzących wypowiedzi, które zakłamują fakty i hańbią naszą historię, trzeba protestować".


    Co czuła 84-letnia Irena Gałuszka, kiedy dostała Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za pomoc, jaką niosła więźniom obozu Auschwitz-Birkenau? Czy stanęła jej przed oczami 17-letnia dziewczyna, której przez całe późniejsze życie towarzyszyło ewangeliczne "niech wasza mowa będzie tak tak, nie nie"?

    * * *

    Urodziła się w 1923 roku w Kętach. Kiedy w 1939 r. wybuchła II wojna światowa, miała 16 lat, ukończoną szkołę podstawową i cztery lata gimnazjum. Niemcy dla podbitych Polaków nie przewidzieli czegoś takiego jak matura: miała im wystarczyć szkoła powszechna, umiejętność pisania, czytania i liczenia. Irena musiała pójść do pracy.

    "Pamiętam jednego dnia, miałam może 11-12 lat, gdy więźniowie wozili ziemię wagonikami. Stałam pod drzewem z bańką zupy dla nich. Ktoś mnie złapał za ramiona i powiedział po polsku: "Jak cię jeszcze raz tu zobaczę, to nogi z d... powyrywam. Więcej tu nie przychodź (...)". Okazało się, że to był SS-man, Austriak, który mówił po polsku" - wspominała podczas oświęcimskich uroczystości Irena Gębiś, o kilka lat młodsza od Ireny, która dostała pracę w aptece. Jej właścicielem też był Austriak, ale najwyraźniej inny od esesmana, którego zapamiętała Gębiś. Bo musiał zdawać sobie sprawę, że nastolatka, którą zatrudnił, a która wraz z matką mieszkała w domu niedaleko torów przy obozie, do osadzonych w nim ludzi wynosi leki i środki opatrunkowe, a te przez geodetów zatrudnionych przez Niemców trafiają do chorych. Nie zadenuncjował jej. Czy się domyślał, że w tym domu dwie kobiety, matka i córka, ukrywają zbiegów, jedna w piwnicy, a druga na strychu, udając przed sobą, że nie mają nic wspólnego z ruchem oporu?

    Rok temu, krótko po śmierci pani Ireny Gałuszki, do jej syna zadzwonił stary człowiek z Izraela. Chciał, by wiedział, że jego matka uratowała od śmierci jego i jego rodzinę.

    Kiedy naziści zdecydowali o rozbudowie strefy ochronnej wokół obozu, dom przy torach wysadzili w powietrze. Matkę i córkę wykwaterowano do kamienicy na oświęcimskim rynku. Irena musiała zmienić pracę - poszła do zakładów syntetycznych we Dworach, gdzie była pomocą dentystyczną. Ale ani ona, ani jej mama Emilia nie zrezygnowały z pomocy - teraz pomagały partyzantom.
    1 3 4 »

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    anegdota

    Basia (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    taka anegdota z lat 60-tych - opowiadana przez samą panią Irenę.

    Kiedyś jechała taksówką przez Wrocław późnym wieczorem po pracy, bardzo zamyślona. Nie podała adresu, lecz taksówkarz bezbłędnie...rozwiń całość

    taka anegdota z lat 60-tych - opowiadana przez samą panią Irenę.

    Kiedyś jechała taksówką przez Wrocław późnym wieczorem po pracy, bardzo zamyślona. Nie podała adresu, lecz taksówkarz bezbłędnie zawiózł ja pod dom. Zaintrygowana spytała, skąd widział gdzie jechać ( zadziwiona - czyżbym była aż tak sławna?) - Aaaa... bo tylko Pani zawsze w samochodzie pogwizduje :) odparł taksówkarz
    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    wspomnienie

    Basia (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Znałam, kochałam swoim 8 letnim sercem. Córka sekretarki z prowincjonalnej szkoły muzycznej zawsze mogła liczyć na jej zainteresowania i ... paczkę ze słodyczami na Mikołaja :)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo