Hubert Hurkacz się nie zatrzymuje. Wrocławianin liczy na kolejny awans w rankingu ATP

Piotr Janas
Piotr Janas
Wimbledon 05 07 2019 trzeci z czterech turniejow wielkiego szlema rozgrywany w londynie na kortach wimbledonuna zdjeciu hubert hurkacz ktory w iii rundzie zmierzyl sie z serbem novakiem djokovicemfot. andrzej szkocki / polska press
Wimbledon 05 07 2019 trzeci z czterech turniejow wielkiego szlema rozgrywany w londynie na kortach wimbledonuna zdjeciu hubert hurkacz ktory w iii rundzie zmierzyl sie z serbem novakiem djokovicemfot. andrzej szkocki / polska press Fot. Andrzej Szkocki / Polska Press
Hubert Hurkacz, rodowity wrocławianin, nominowany w 68. Plebiscycie Gazety Wrocławskiej na Sportowca i Trenera Roku na Dolnym Śląsku roku 2020, rok 2021 rozpoczął z przytupem. Tenisista, który w lutym skończy 24 lata, może zaatakować czołową 20. rankingu ATP. Obecnie jest 29.

Hubert Hurkacz to rodowity wrocławianin. Miłością do sportu zarazili go rodzice, którzy od samego początku mocno wspierają rozwój jego kariery. Od początku uchodził za duży talent i wyróżniał się na tle rówieśników, zwłaszcza warunkami fizycznymi. Pamiętamy gdy próbował przebijać się podczas wrocławskiego Challengera ATP Wrocław Open przez kilka lat z rzędu, ale wówczas jeszcze bez większego efek

- Proszę zwrócić uwagę, że poza kilkoma wyjątkami, takimi jak Rafael Nadal czy Michael Chang, rzadko zdarza się, by młodzi tenisiści przebojem wdzierali się do światowej czołówki. Z reguły najpierw przez 2-3 lata zbierają doświadczenie na challengerach lub turniejach niższej rangi, a dopiero potem przychodzą pierwsze mniejsze lub większe sukcesy. Tak było m.in. w przypadku innego dolnośląskiego tenisisty - Łukasza Kubota. Jestem pełen optymizmu i wiary w to, że niedługo o Hubercie zrobi się głośniej - mówił nam wówczas dyrektor Wrocław Open Paweł Jaroch.

Jaroch był jedną z tych osób, które rozwój Hurkacza śledziły od samego początku. Dzisiaj jest to tenisista z TOP 30 rankingu ATP, mający na koncie dwa zwycięstwa w turniejach rangi ATP 250. Oba te triumfy święcił za oceanem. Najpierw w 2019 zwyciężył w Winston-Salem, pokonując w finale Francuzja Benoita Paire 6:3, 3:6, 6:3. To wtedy zrobiło się o nim naprawdę głośno w całej Polsce, gdyż był to pierwszy triumf polskiego tenisisty w turnieju ATP od... 37 lat. W 1982 roku Wojciech Fibak wygrywał turnieje w Amsterdamie (WCT), Chicago (WCT) i Paryżu (ATP 1000). Oczywiście najważniejszy był ten ostatni.

Po sukcesie w Winston-Salem Hurkacz pojechał prosto na wielkoszlemowy US Open, ale balonik napompowany był zbyt mocno i sukcesu w Nowym Jorku, jakim byłoby przejście kilku pierwszych rund, nie było.

W 2020 roku wszystko popsuła pandemia. Przez koronawirusa w pewnym momencie imprezy w ogóle przestały się odbywać, a po powrocie do gry zawodnicy byli koszarowani w tzw. bańce, by nikt się nie zarażał od osób z zewnątrz. Dzięki temu mecze mogły normalnie się odbywać, o ile normalnością jest gra przy pustych trybunach, nawet na kortach głównych największych turniejów.

Wrocławianinowi nie do końca służyły nowe okoliczności. O ile początek roku miał niezły, o tyle potem było już tylko gorzej. Hurkacz startował w 14 turniejach, lecz tylko w czterech z nich udało mu się zajść dalej niż do drugiej rundy.

- Nie był to łatwy rok i nie jestem do końca zadowolony z moich wyników. Mamy dużo wniosków do wyciągnięcia, dużo się nauczyłem, nabrałem doświadczenia i pomoże mi to w dalszym rozwoju. W każdej z kolejnych imprez brakowało mi kilku piłek do tego, bym zwyciężył w meczu, więc jest czego żałować. Myślę, że w przyszłym sezonie będę umiał przechylić szalę zwycięstwa w takich spotkaniach na swoją korzyść - tłumaczył Hurkacz w jednym z wywiadów, w którym podsumowywał 2020 rok.

W końcu doczekał się jednak sukcesu i to niespodziewanego, jakim było wygranie prestiżowego turnieju ATP 1000 w Paryżu w grze podwójnej. Hurkacz z Kanadyjczykiem Felixem Augerem-Aliassime, eliminując po drodze znacznie wyżej rozstawione duety, dotarli do finału, w którym po niesamowitym meczu wygrali z Chorwatem Mate Paviciem i Brazylijczykiem Bru-no Soaresem 6:7 (3-7), 7:6 (9-7), 10-2. To pomogło młodemu Polakowi odzyskać wiarę w siebie.

2021 roku wrocławianin rozpoczął z wysokiego C. Przygotowując się do wielkoszlemowego Australian Open, wygrał turniej ATP 250 (z pulą nagród 418 195 dolarów) w Delray Beach. Rozstawiony z numerem czwartym Hurkacz w finale ograł Amerykanina Sebastiana Kordę 6:3, 6:3. Potrzebował na to zaledwie jednej godziny i 12 minut. 23-letni Polak nie stracił w całej imprezie nawet seta, odnosząc cztery zwycięstwa (w pierwszej rundzie miał "wolny los").

- Nie spodziewałem się, że tak dobrze rozpocznę sezon - cytował Hurkacza Polski Związek Tenisowy. - Chociaż byłem bardzo dobrze przygotowany do tego startu i tuż przed nim poprawiłem kilka ważnych elementów w swojej grze, pracując intensywnie z trenerem Craigiem Boyntonem. Cieszę się bardzo z tego zwycięstwa i z udanego powrotu do rywalizacji w Tourze. Tym bardziej że zagrałem tu kilka bardzo dobrych meczów. Jestem zadowolony ze swojej formy, chociaż na pewno przed Australian Open czeka mnie jeszcze dużo pracy i treningów już tam na miejscu.

W Delray Beach Hubert zarobił 30 814 dolarów. Zdobył też 250 punktów do rankingu ATP Tour, co da mu awans z 35. na 29. pozycję w światowym rankingu (najwyżej dotychczas był notowany na 28. miejscu).

- Na ten sezon nie stawiamy sobie z trenerem celów rankingowych. Najważniejsze jest poprawianie gry. Wiadomo, że chciałbym w każdym turnieju dochodzić jak najdalej i wygrywać, ale najważniejsze jest to, żebym jak najlepiej grał w tenisa. Jeśli wszystko będzie OK, to wyniki w turniejach przyjdą. Na pewno igrzyska będą szczególnym startem dla mnie, bo reprezentowanie Polski na takiej imprezie to wielka sprawa i moim marzeniem jest zdobycie medalu – nie krył zawodnik podchodzący z Wrocławia.

W środę Hurkacz poinformował, że rozpoczął treningi na kortach w Melbourne przed Australian Open. Miał sporo szczęścia, ponieważ ze względu na reżim sanitarny zawodnicy oraz inne osoby pracujące przy tym turnieju leciały do Australii dwoma wyczarterowanymi samolotami z Los Angeles.

W jednym z nich wykryto przypadki COVID-19, więc wszystkich pasażerów - w tym między innymi Wiktorię Azarenkę, Sloane Stephens i Kei Nishikoriego - po wylądowaniu skierowano na kwarantannę. Przez 14 dni nie mogą opuszczać swoich pokojów hotelowych. Hubert wraz ze swoim trenerem na szczęście leciał innym rejsem, co oznaczało, że nie wylądował na kwarantannie i może normalnie trenować.

Dwutygodniowy brak zajęć mógłby oznaczać nie tylko spadek formy, ale też znacznie zwiększyłby ryzyko kontuzji. Mówiło o tym wielu zawodników, którzy teraz muszą na własnej skórze doświadczyć tego, czego się obawiali.

Hurkacz dotychczas dwukrotnie wystąpił w głównej drabince Australian Open. W 2019 roku odpadł w I rundzie, a w zeszłym sezonie dotarł do II rundy. W tym roku liczy na poprawienie tych wyników. Forma jest, trenować może normalnie, więc wszystko w jego rękach.

Menedżer sportowy - zbawienie czy zło konieczne?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie