Historia. Okrągły Stół to był dobry wybór [ROZMOWA]

Hanna Wieczorek
Oprócz rozmów przy tzw. głównym Okrągłym Stole toczyły się też rozmowy przy „podstolikach”. Dyskutowano przy nich np. o ekologii. To właśnie w nich brał udział Radosław Gawlik z Wrocławia
Oprócz rozmów przy tzw. głównym Okrągłym Stole toczyły się też rozmowy przy „podstolikach”. Dyskutowano przy nich np. o ekologii. To właśnie w nich brał udział Radosław Gawlik z Wrocławia Fot. Wojciech Barczyński
25 lat temu opozycja usiadła do rozmów z władzą przy Okrągłym Stole. Wśród ekspertów Solidarności był Radosław Gawlik

Jak się Pan czuł, siedząc przy Okrągłym Stole?
Przy głównym Okrągłym Stole nie siedziałem. Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się, że obejrzałem go już po zakończeniu rozmów. Trzeba przyznać, że robi wrażenie, jest olbrzymi.
Gdzie toczyły się rozmowy podstolika ekologicznego, których był Pan uczestnikiem?
Mieszkaliśmy w hotelu Europejskim, a rozmowy toczyły się prawie na przeciwko – w Pałacu Namiestnikowskim, tam, gdzie inne podstoliki.

Jak Pan ocenia Okrągły Stół z perspektywy 25 lat? Warto było siadać do rozmów?
Jak najbardziej. Czas nie powoduje, że zmieniłem stosunek do Okrągłego Stołu. Był to wyjątkowy przykład pokojowego oddania władzy przez reżim, przecież zwykle upadek ustroju totalitarnego jest znacznie bardziej krwawy. Okrągły Stół dał początek przemianom, doprowadził nas do miejsca, w którym jesteśmy obecnie. Można oczywiście różnie go oceniać, ale nie wolno nam zapominać, że w roku 1989 odejście od gospodarki nakazowo-rozdzielczej, odejście od systemu, który ekonomicznie i moralnie zbankrutował, odbyło się praktycznie bez ofiar.

Jak Pan trafił do podstolika ekologicznego?
Pracowałem z Władkiem Frasyniukiem w Regionalnej Komisji Wykonawczej i Władek gdzieś tam rzucił moje nazwisko, zresztą nie uzgadniając tego ze mną. Nagle zaczęto do mnie wydzwaniać. Byłem w pierwszej chwili zaskoczony, dopiero później Władek powiedział mi, że zgłosił mnie do rozmów w podstoliku ochrony środowiska. W Solidarności od lat zajmowałem się ochroną środowiska oraz ochroną pracy, wiedziałem, że od strony kompetencyjnej sobie poradzę.

Ochrona środowiska rzadko zajmuje eksponowane miejsce. Wydawać by się mogło, że w 1989 roku było dużo znacznie ważniejszych tematów.
To jest spojrzenie z dzisiejszej perspektywy, wtedy wyglądało to inaczej. Oczywiście nie był to zasadniczy stół, który decydował o przyszłym ustroju, formule wyborów... Jednak bezdyskusyjne było, że trzeba także roz-mawiać o ochronie środowiska. Przecież 30-25 lat temu nasze środowisko było znacznie bardziej skażone. Proszę zapytać, jaki zapach miały ryby z Odry czy Wisły. Śmierdziały fenolem. A Odra i Wisła praktycznie były ściekami. Każdy Polak, także liderzy opozycji, praktycznie na co dzień dotykał spraw związanych z ekologią. Wszyscy doskonale wiedzieli, że środowisko jest zdegradowane przez system komunistyczny i że naprawa tego stanu rzeczy to jedna z priorytetowych spraw. Nikt tego nie kwestionował, to była jedna z potrzeb społecznych, żeby o tym mówić. Z tego punktu widzenia było łatwiej niż teraz, kiedy podczyściliśmy rzeki i powietrze. Bo dzisiaj znacznie trudniej zauważyć, że nadal mamy problemy związane z ochroną środowiska. Inne niż 25 lat temu, ale one nadal są.

Jak Pan się przygotowywał do rozmów przy Okrągłym Stole?
Przede wszystkim, nasza ekipa, którą kierował prof. Stefan Kozłowski, wspólnie ustalała, jakie sprawy są dla nas priorytetowe.

Bardzo się Pan kłócił z rządowymi ekspertami?
Trzeba powiedzieć, że podstolik ekologiczny, oprócz energetyki atomowej, był raczej zgodny. Powszechnie uważano, że jest „odfajkowany”, że dogadamy się ze stroną rządową. I faktycznie dyskutowaliśmy nad pewnymi słowami, sformułowaniami, ale w zasadzie większych rozbieżności nie było. Jedyną kontrowersyjną kwestią była budowa elektrowni atomowej w Żarnowcu. W tej sprawie powstał nawet protokół rozbieżności. My uważaliśmy, że Żarnowiec nie powinien być budowany, strona rządowa uważała, że tę inwestycję należy kontynuować.

Jak Pan sądzi, które z uzgodnień, jakie zapadły przy „podstoliku ekologicznym”, okazały się najważniejsze?
Staraliśmy się ogarnąć całość środowiska. Na przykład, jeśli chodzi o wody, bardzo ważny był dla nas tak zwany zlewniowy system gospodarowania wodami. Ideowo wszyscy się zgodzili, że tak ma być, nawet zostało to wpisane do ustaw. Niestety, kompetencyjnie gospodarka wodna nadal jest poszarpana. Dość powiedzieć, że po tych 25 latach, które minęły od Okrągłego Stołu, nadal mamy część rzek podległą ministrowi ochrony środowiska, a część marszałkom poszczególnych województw. Ciągle nie daje odkręcić tego dziwnego podziału. Inny ważny postulat związany był z Lasami Państwowymi, które wówczas podlegały ministrowi rolnictwa, czyli były w typowo gospodarczym resorcie. Myśmy wtedy zauważyli, z czym się zgodziła strona rządowa, iż lasy są tak cennym zasobem, mają tak wielkie znaczenie dla ekosystemu, że trzeba je przenieść do ochrony środowiska. I przenieśliśmy. Są tam do tej pory, choć od czasu do czasu pojawiają się różne zakusy: żeby sprywatyzować, żeby coś tam urwać. Na razie udaje się bronić lasy przed takimi pomysłami. Ciekawe były postulaty dotyczące planowania przestrzennego.

Planowania przestrzennego?
Jest to ważny instrument, nie tylko polityki gospodarczej, ale także i ochrony środowiska. Niestety, planowanie przestrzenne ciągle jest kulą u nogi kolejnych rządów. Przerzuca się je z resortu do resortu, starannie omijając ochronę środowiska, chociaż różni szefowie tego ministerstwa kilka razy występowali, by je przejąć na stałe. Natykali się jednak na mur niechęci ze strony ministerialnych kolegów. Ponieważ obawiali się, że będzie za dużo ekologicznych wpływów. Mamy teraz gospodarkę sera szwajcarskiego – przychodzi inwestor, płaci za jakiś wycinek. I w tym wycinku plan mu zmieniają, zresztą szereg gmin nie ma planu... Pełna wolnoamerykanka, w negatywnym tego słowa znaczeniu.

Jaka była atmosfera w czasie rozmów przy Okrągłym Stole?
Przy naszym podstoliku raczej koncyliacyjna. Jednak, chociaż perspektywa się już trochę zaciera, pamiętam, że do końca obawialiśmy się, że komuniści zmienią front. Takie obawy były także mocno widoczne podczas czerwcowych wyborów. Zastanawialiśmy się, jak się zachowają, jeśli „za bardzo wygramy”, czy nie będzie jakiejś kontrreakcji ze strony „twardogłowych”. Nie brało się to z powietrza. Wiele osób przeżyło trudne chwile, nie tylko podczas stanu wojennego, ale także na Wybrzeżu w roku 1970 czy w Poznaniu w 1956 r. Ludzie wiedzieli, że ten system, jak to powiedział Cyrankiewicz, umie odciąć rękę. Nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę, że po tamtej stronie jest silna wola dogadania się. Że komuniści nie widzą innej perspektywy, ponieważ są przekonani, że jeśli się nie dogadamy, to za kilka lat grozi prawdziwy społeczny wybuch.

Nie ufał Pan komunistom?
Cały czas podejrzewaliśmy, że z ich strony to może być gra, że możemy zostać ograni. Tym bardziej, że była i opozycja solidarnościowa, która mówiła, że nie powinniśmy siadać do Okrągłego Stołu, że trzeba twardo walczyć. Ta krytyka długo się rozlegała i rozlega się nadal. Patrząc na Okrągły Stół z perspektywy 30-, 40-latków, osób niepamiętających tamtych czasów, niemających historycznych obaw, można sobie pozwolić na większą odwagę. Ja tego nie oceniam, staram się zrozumieć krytyków Okrągłego Stołu. My, rozpoczynając rozmowy ze stroną rządową, nie wiedzieliśmy, gdzie one nas zaprowadzą. Zresztą druga strona też tego nie wiedziała. Oni liczyli, że oddadzą część władzy, wprowadzą jakieś swobody obywatelskie, poluzują gospodarkę. Nie spodziewali się, że za pół roku zostanie powołany solidarnościowy rząd. Nie pamiętam, żeby w Solidarności byli wizjonerzy, którzy mówili: słuchajcie, za pół roku będziemy mieli nasz rząd. Uważam, że Okrągły Stół to był dobry wybór dla Polski.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Granda

Niejaki Gawlik to pewnie platfus więc dla niego był dobry, dobrze zdrajcy Ojczyzny dogadali się z komuchami żeby zniszczyć i rozkraść nasz Kraj

d
dr Pyton-Pytalski

Kto to jest Radosław Gawlik? Jakiś stołoznawca, o krótkiej pamięci? A może beneficjent tego mebla? Jaki czujny i wrażliwy! Za stołem nie siedział, ale ogromnych wrażeń doznał.

R
Realista

człowieka, który ponosi odpowiedzialność za to do czego doprowadził tzw. "okrągły stół"?

T
Traszka

Okrągły Stół to był dobry wybór.

Dla kogo ?

Dodaj ogłoszenie