Historia. Nie padło słowo „przepraszam” (ROZMOWA)

Hanna Wieczorek
Pomnik sybiraków we Wrocławiu
Pomnik sybiraków we Wrocławiu Paweł Relikowski
O rocznicach, bitwie pod Lenino, chrześcijańskim przebaczeniu oraz o latach milczenia z Zofią Helwing, pierwszym prezesem wrocławskiego Związku Sybiraków, rozmawia Hanna Wieczorek

Właśnie mija 85. rocznica założenia Związku Sybiraków.
Nie tylko. W tym roku mamy splot różnych rocznic i uroczystości związanych z katorgą. Różnych rocznic, i tych smutnych związanych z porażkami, i tych, które nas cieszą, bowiem są związane z sukcesami. Mamy więc 150. rocznicę powstania styczniowego, które nie zakończyło się sukcesem. Straciliśmy dużo ludzi w walkach, ale przecież te walki spowodowały, że świat usłyszał o tym, że Polska jest w okowach niewoli. Jednak nie poddaje się i chce walczyć o swoją niepodległość. Można ten zryw porównać do powstania warszawskiego, które również nie zakończyło się sukcesem, ale pokazało światu, że Polska walczy.

W końcu jednak Polska odzyskała niepodległość. Dlaczego musiało minąć 10 lat, by zesłańcy założyli Związek Sybiraków? Czy nie była to idea wspierana przez rządzących?
Trudne to były lata, trudne było porozumienie między Polakami zamieszkującymi ziemie w trzech zaborach. I ponieważ było tyle różnic, trzeba było zsynchronizować różne prace. Udało się, ponieważ Polska była niepodległa, a co najważniejsze starania zesłańców były bardzo wspierane przez rząd II Rzeczypospolitej.

Związek nie działał długo. Ledwie11 lat.
Związek Sybiraków był zmuszony do zawieszenia swojej działalności w dniu 1 września 1939 roku. Ostatnim naszym przedwojennym prezesem był pułkownik Jan Skorobohaty-Jakubowski, który w roku 1920 wrócił do Polski wraz 5. dywizją syberyjską.

I znowu zaczęły się wywózki Polaków na Sybir.
Tak, przyszedł rok 1940 i masowe zesłania Polaków. To były straszne czasy. Jak straszne, można przeczytać w różnych książkach, pamiętnikach, także tych wydanych staraniem naszego Związku. Warto jednak podkreślić, że nam, zesłańcom, pozwolono wrócić do Polski dopiero w 1946 roku. Pomimo że wojna skończyła się rok wcześniej, myśmy nadal byli w niewoli. Od momentu przyjazdu i, powiedziałabym, niezbyt przyjacielskiego powitania zesłańców przez istniejący już od 1945 roku rząd Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, rozpoczęliśmy starania o reaktywowanie Związku.

Tym razem rząd nie poparł Państwa starań. Trzeba było czekać do 1988 roku na reaktywację Związku.

Nie, nie mieliśmy takiego wsparcia, jak nasi dziadowie w roku 1920. Wręcz poproszono nas o milczenie, które nazwaliśmy urzędową pieczęcią nałożoną na nasze usta. Pilnowano, żebyśmy nie mówili, nie wspominali i nie działali. Ale zawsze znajdą się odważni ludzie, którzy nie przyjmują takich zakazów. Najlepiej to obrazują słowa księdza Ignacego Kłopotowskiego z warszawskiej Pragi, który powstańcom z 1863 roku mówił, że „Przegracie, walki skończą się i będziecie represjonowani, ale pozostanie wam słowo i wiara”. Bo to jest również oręż, do którego przyzwyczaili się Polacy. I słowo jest o tyle silniejsze od oręża, że ono nigdy nie może być rozstrzelane, nigdy nie może być zabite, zawsze będzie istniało w przekazie.

Nieprzypadkowo odwołuje się Pani do słów osoby duchownej.
Nieprzypadkowo, ponieważ my, zesłańcy, spotykaliśmy się w salkach katechetycznych, u księży. Pierwszą naszą przystanią we Wrocławiu była salka katechetyczna u naszego obecnego kapelana księdza Franciszka Głoda. To właśnie on przyjmował nas na tak zwane lekcje katechezy. Na wszelki wypadek katechizmy leżały rozłożone na stole. A myśmy mówili o naszych pragnieniach, cierpieniach i o żądzy zemsty za to, co z nami zrobiono.

Dzisiaj o zesłaniu mówi Pani bardzo spokojnie.
Ksiądz kapelan zaczął – powoli, tak jak kropla, która drąży skałę – pracować również nad naszymi duszami. Tłumaczył nam, że pamięć to nie odwet, przekaz historyczny to nie chęć zemsty. Mówił, że należy pamiętać, ale w duchu chrześcijańskim należy również przebaczać. I tak zrodziła się nasza uchwała podjęta na zjeździe sybiraków w Jeleniej Górze – propozycja zorganizowania kongresu pojednania Polska – Rosja, wzorowanego na pojednaniu Polska – Niemcy.

Zjazdu jednak nie było?
Choć wielokrotnie o tej propozycji przypominaliśmy, nie udało się jej zrealizować. Jednak przesłanie, które nam przyświecało, nadal jest aktualne: „pamiętać, ale i przebaczać”.

Mówiła Pani, że rok 2013 jest rokiem tych smutnych, i tych radosnych rocznic.
Zbliża się 70. rocznica bitwy pod Lenino. Bitwy krwawej, być może niepotrzebnej, ale takiej, która pokazała, że Polak zawsze walczy. W przyszłym roku czeka nas rocznica innej bitwy – pod Monte Cassino. Zwycięskiej, prowadzonej w jakże innych warunkach. Ale, my sybiracy, pamiętamy i o jednej, i o drugiej.

Sybiracy pamiętają o bitwie pod Lenino? Mam wrażenie, że jest to rocznica, o której większość Polaków najchętniej by zapomniała.
Byli Polacy szczęśliwi i nieszczęśliwi. Dla nas, sybiraków, ci szczęśliwcy to osoby, którym udało się dotrzeć do punktów rekrutacyjnych do armii pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Im i ich rodzinom udało się, zostali uratowani już po dwóch latach zesłania. Znaleźli się w warunkach, może nie normalnych, ale przyjaznych człowiekowi. Tym, którzy pozostali, odebrano nawet prawo bycia Polakiem. Bo Stalin jednoznacznie powiedział, że Polacy wyjechali z Andersem. A więc ci, którzy zostali, są obywatelami Związku Radzieckiego. I oni musieli przyjąć radzieckie paszporty, a jeśli odmówili, byli ponownie zsyłani do łagrów. Do obozów, które otwarto na chwilę w 1941 r. Ponieważ tych odmów było tak dużo, że prawdopodobnie więzień by nie starczyło, żeby zamykać w nich mamy, a dzieci odsyłać do domów dziecka, więc zaprzestano tych represji. Jednak zesłańcami pozostaliśmy nadal. I w momencie, kiedy dzięki Związkowi Patriotów Polskich otworzyła się nowa perspektywa, wszyscy stwierdzili, iż jest to nasza jedyna szansa dająca możliwość powrotu do Polski. Nikt jeszcze nie wiedział, jaka to będzie droga, jak będzie biegła, ale zesłańcy wiedzieli, że mogą nią powrócić do Ojczyzny.

I dla wielu droga ta wiodła przez Lenino?
Tak. Wielu zostało pod Lenino. Stąd, jak mówiłam, nie jest to szczęśliwa rocznica, ale pamiętamy o niej, ponieważ torowała nam drogę do wolności.

Skąd Pani została wywieziona na Sybir?
Z Wileńszczyzny, miałam wtedy 13 lat.

Już Pani wiedziała, co się dzieje?
Wiedziałam doskonale, tym bardziej że mój tato był majorem Wojska Polskiego, mama nauczycielką historii, pradziadek zaś powstańcem styczniowym. Wiedziałam doskonale.

Wróciła Pani do Polski w 1946 roku. Bardzo bolało, że nie można było mówić o tym, co Pani przeżyła podczas zesłania?
Nie tylko bolało, ale boli w dalszym ciągu. Boli może nawet bardziej aniżeli katorga.

Czy dzisiaj, kiedy tak mało mówi się o historii, Państwo nie czują się trochę zapomniani?
Nie powiedziałabym, że zapomniani. Przecież, żeby czuć się zapomnianym, to najpierw trzeba być dostrzeżonym, zauważonym i docenionym. Myśmy tego nie zaznali. Mówimy między sobą, że wciąż idziemy pod górkę. I jest nam coraz ciężej, ponieważ jesteśmy coraz starsi. Nie ma nikogo, kto postąpiłby z nami tak, jak postąpiły z zesłańcami władze II RP. Nie ma więc nikogo, kto zapytałby nas, co jest nam potrzebne, w czym nam pomóc. Przez cały czas sami o wszystko walczyliśmy i chyba tak jest w dalszym ciągu. Od 1989 roku walczymy o to, co nam się należy. O jedno, jedyne słowo: „przepraszamy”.

Koronawirus fake news. Oto największe absurdy.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3