Gdzie Tusk nie może, tam pośle kobietę

Joanna Miziołek j.miziolek@polskatimes.pl
Od 2011 do 2012 r. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz była przedstawicielem Ośrodka Studiów Wschodnich w Brukseli
Od 2011 do 2012 r. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz była przedstawicielem Ośrodka Studiów Wschodnich w Brukseli msz
Placówka w Moskwie przypadła jednak Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz, która jako wiceminister spraw zagranicznych odpowiadała m.in. za sprawy wschodnie

To miała być polityczna banicja dla Grzegorza Schetyny. Placówka w Moskwie ostatecznie przypadła jednak Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz, która w Ministerstwie Spraw Zagranicznych odpowiadała m.in. za sprawy wschodnie. W czerwcu jej kandydatura została zaakceptowana przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Zgodę na jej wyjazd wyraziły wtedy już także władze Rosji. Kim jest Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz?

W 1994 r. ukończyła studia w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Po studiach zaczęła pracę w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, gdzie pracowała do 2003 r. W latach 1992-1995 oraz 1999-2012 była związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich w Warszawie, w którym pełniła m.in. funkcje kierownika działu rosyjskiego oraz zastępcy dyrektora. Od 2011 do 2012 r. była przedstawicielem OSW w Brukseli oraz koordynatorem wspólnego projektu badawczego OSW i Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Na pewno Ośrodek Studiów Wschodnich był dla Pełczyńskiej-Nałęcz dobrą szkołą przed podjęciem kolejnych wyzwań. Warto tu nadmienić, że obecny szef kancelarii premiera Jacek Cichocki wywodzi się z OSW, z kolei Bartłomiej Sienkiewicz, obecny szef MSW, był jego współtwórcą.

To analizy Ośrodka Studiów Wschodnich w dużej mierze przyczyniły się do tego, że Polska błyskawicznie uznała niepodległość Ukrainy w 1991 r. (uczyniliśmy to jako pierwsi). Instytut jako pierwszy ostrzegał przed możliwością kryzysu w Rosji w 1998 r. i prawidłowo przedstawiał jego możliwe konsekwencje. Materiały opracowywane przez jego analityków przekazywano do Waszyngtonu, gdy polska dyplomacja aktywnie lobbowała za tym, by pozwolono nam zostać członkiem NATO. Ośrodek jako jeden z pierwszych mocno akcentował problem bezpieczeństwa energetycznego Polski, już w 2000 r. przygotował monografię poświęconą Gazpromowi, wyjaśniając, w jaki sposób ta firma stała się instrumentem wykorzystywanym w grze politycznej przez Kreml. A przy okazji pozwalała zrozumieć specyfikę systemu zbudowanego w Rosji przez prezydenta Władimira Putina. Skuteczna praca analityczna dowodząca znajomości tematu na pewno tłumaczy, dlaczego osoby z OSW tak często przechodzą do pracy w administracji publicznej.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w pracy naukowej i eksperckiej zajmowała się analizą stosunków międzynarodowych na obszarze postradzieckim, sytuacji społeczno--politycznej w Rosji i krajach Europy Wschodniej, a także polityką UE wobec tych państw. Od 2008 do 2012 r. zasiadała w Polsko-Rosyjskiej Grupie do Spraw Trudnych, a w latach 2009-2010 - w Komitecie Sterującym Forum Społeczeństwa Obywatelskiego Partnerstwa Wschodniego.

W styczniu 2012 r. została powołana na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Tu odpowiadała za sprawy Polonii, współpracę rozwojową i problematykę wschodnią. Placówkę w Moskwie Pełczyńska-Nałęcz ma objąć jesienią, kiedy urzędowanie skończy obecny ambasador Wojciech Zajączkowski pełniący tę funkcję od listopada 2010 r. Na razie nie wiadomo, kto zastąpi ją w MSZ.

Wręczając Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz nominację ambasadorską, Radosław Sikorski podkreślił, że jest ona pierwszą kobietą ambasador w Rosji od czasów nawiązania stosunków dyplomatycznych w XVI w. z ówczesnym Księstwem Moskiewskim.
- Pani minister była najdłużej urzędującym za mojej kadencji wiceministrem zajmującym się sprawami wschodnimi.

Odpowiadała za niełatwe i chyba coraz trudniejsze relacje ze Wschodem, za polską pomoc rozwojową, gdzie zreformowaliśmy sposób przyznawania grantów, pomoc polonijną i przejęliśmy olbrzymią odpowiedzialność od Senatu - zachwalał Radosław Sikorski nową panią ambasador.

Wyraził nadzieję, że kiedy Pełczyńska--Nałęcz będzie kończyła swoją misję, stosunki polsko-rosyjskie będą lepsze niż w tej chwili.

W wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej Pełczyńska-Nałęcz tak mówi o priorytetach na nowym stanowisku ambasadora: - Czasy są trudne. Mamy do czynienia z kryzysem unijno-rosyjskim, a kryzys na linii Polska - Rosja jest elementem tego szerszego. Zamierzam trzymać się linii wyznaczonej przez Unię Europejską. Spójność unijna jest podstawą naszej polityki. Chcę prezentować polski punkt widzenia i Polskę taką, jaka ona rzeczywiście jest: nowoczesną, pokojową, stroniącą od wojen i konfliktów, promującą ład europejski. Ten obraz nie zawsze w Rosji tak wygląda - mówi.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nie boi się nawet powiedzieć wprost, że będzie domagała się zwrócenia wraku Tu-154M. - Sytuacja jest niezmienna od czterech lat. Uważamy, że po tym czasie samolot powinien nam być zwrócony. Tak się nie dzieje. Ta sprawa jest podnoszona regularnie, przy wszystkich możliwych okazjach. Jako ambasador będę również poruszała tę kwestię. Nie akceptujemy odpowiedzi strony rosyjskiej, że dopóki toczy się śledztwo, wrak pozostanie w Rosji. Uważamy, że wrak powinien być w Polsce - mówi.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz narażana jest jednak nie tylko na ataki z zagranicy, ale też z własnego kraju. Po jednej z wypowiedzi dla rosyjskiej prasy zetknęła się z falą krytyki ze strony PiS. Poseł z partii Jarosława Kaczyńskiego twierdził, że jej wypowiedzi są niekorzystne dla Polski.

- Jesteśmy zainteresowani tym, aby jak najwięcej obywateli Rosji przyjeżdżało do Polski. I jak najczęściej. Dla nas jest ważne, aby Rosjanie wiedzieli, jakim sąsiadem jest Polska. Serdecznie zapraszam Rosjan do nas w gości - powiedziała Pełczyńska--Nałęcz. W wywiadzie dla rosyjskich mediów opowiedziała się z kolei za jak najszybszym zniesieniem wiz dla Rosjan, co także zostało źle przyjęte w kraju. Wiosną Pełczyńska-Nałęcz była najgorętszym zwolennikiem nierezygnowania z obchodów Roku Polski w Rosji w 2015 r. (ostatecznie rząd odstąpił od tego projektu miesiąc temu).

- Była wiceminister, obecnie ambasador RP w Moskwie, Katarzyna Pełczyńska--Nałęcz była odpowiedzialna w polskim MSZ za sprawy polityki wschodniej, Partnerstwa Wschodniego. I była alter ego ministra Sikorskiego w tych kwestiach - mówił wiceszef Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki zaraz po jej wypowiedzi. I kontynuował: - W związku z tym jej wypowiedź należy traktować nie jako licentia poetica osoby prywatnej, tylko raczej jako oddanie nastrojów, poglądów, które są w resorcie spraw zagranicznych. A to oczywiście jest o tyle rzecz fatalna, że ta wypowiedź następuje w momencie, gdy Rosja już całemu światu jawi się jako agresor, i to agresor recydywista. I w tej sytuacji osłabianie wymowy tego faktu, i to przez Polaków, jest dla nas bardzo politycznie niekorzystne. W interesie Polski jest bowiem pokazywanie światu, i to od wieków, że Rosja jest agresorem, tyranią - stwierdził europoseł PiS.

A to dopiero początek krytyki ze strony polityków tej partii. Bo realne decyzje na placówce w Rosji dopiero przed Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz.

Misja wschodnia jest jedną z najtrudniejszych dla polskich ambasadorów. I ten najtrudniejszy odcinek Radosław Sikorski powierzył kobiecie. Czyżby w myśl powiedzenia: Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle?

Wideo

Materiał oryginalny: Gdzie Tusk nie może, tam pośle kobietę - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
bil

Krewna Nałęcza czy nie nie napiszą a gdzie jest wrak razem z Nałęcz na placu czerwonym banda złodziei

Dodaj ogłoszenie