Gangster na wrocławskim tronie (ZAGADKI, TAJEMNICE, SEKRETY)

Juliusz Woźny

Wideo

Udostępnij:
W 1248 roku wojska Bolesława Rogatki zaatakowały Środę Śląską. Najemni żołdacy, pochodzący z Saksonii i Brandenburgii, dopuścili się potwornej zbrodni. Najpierw na ulicach miasteczka dochodziło do straszliwych scen – wszędzie rozlegały się krzyki mordowanych mieszczan i gwałconych kobiet. Część mieszkańców Środy zabarykadowała się w kościele w nadziei, że najeźdźcy uszanują dom boży. Najemnicy Rogatki najpierw zaryglowali kościół od zewnątrz, a następnie podpalili. Żywcem spłonęło około 500 osób.

Syn Henryka Pobożnego, wnuk św. Jadwigi, był prawdziwym gangsterem. „Mąż umysłu gwałtownego, dla swoich i obcych srogi, w sprośnych miłostkach z nierządnicą uwikłany aż do śmierci, mowę miał tak prędką i wadliwą, że często w słuchających śmiech wzbudzał. We wszystkim krzywymi chodzący drogami i w sądzeniu skory, zwykle bez rozeznania słuszności, zwłaszcza w sprawach gardłowych, wyrokujący, zwany był z tej przyczyny od wielu Srogim albo Rogatką, co w polskiej mowie znaczy człeka zuchwałego i jakby bodącego rogami” - tak scharakteryzował Rogatkę sam Jan Długosz.

Średniowieczny komiks o św. Jadwidze

Przyjrzyjmy się bacznie ilustracji ze średniowiecznego rękopisu. W Kodeksie Lubińskim zobaczymy małego Bolka. Zaraz, zaraz - co to ten Kodeks Lubiński? W roku 1367, w setną rocznicę kanonizacji św. Jadwigi książę brzeski Ludwik I zamówił u zakonnego skryby Mikołaja Pruzi pięknie ilustrowaną opowieść o życiu św. Jadwigi. Ludwik był prapraprawnukiem świętej, więc nie może dziwić, że propagował jej kult. Dziwić może natomiast to, że gdy w roku 1983 była możliwość kupienia kodeksu lubińskiego na aukcji przedstawiciel polskiego ministerstwa kultury stwierdził, że nie będzie kupował niemieckich zabytków. Ostatecznie kodeks nabył Paul Getty.
Kodeks to prawdziwe arcydzieło, bogato ilustrowany - prawdziwy średniowieczny komiks z całym życiem św, Jadwigi. Znajdziemy tam między innymi scenę, w której występuje malutki Bolek Rogatka. W tej samej wodzie, w której przed chwila nogi myły zakonnice święta Jadwiga kąpie wnuka. Następnie święta obmywa w tej wodzie twarz. To scena, która ma być ilustracją pokory patronki Ślaska oraz jej metod wychowawczych. W przypadku Rogatki metody te okazały się, niestety, nieskuteczne.

Turniej rycerski podczas żałoby

W momencie śmierci ojca miał około17 lat – w pojęciu średniowiecznym był jak najbardziej dojrzały do przejęcia rządów. Zanim jeszcze minął czas żałoby, młody dziedzic śląskiego księstwa urządził w Lwówku wesoły turniej rycerski. Średniowiecze było epoką, w której do takich spraw jak pokuta, posty, czy żałoba podchodziło się na serio. Dodajmy, że było to pierwszy turniej rycerski na Śląsko, przynajmniej pierwszy, o jakim zachowały się wzmianki źródłowe! Rycerze wprawdzie do Lwówka na wezwanie młodego księcia przybyli, jednak zaczęli od przekonywania go, że nie jest to najlepszy pomysł w takiej chwili wyprawiać turniej rycerski. Bolko ani myślał rezygnować z fajnej imprezki. W końcu salomonowe rozwiązanie podsunął jeden z rycerzy zwany Wojciechem z Brodą. Zasugerował, aby książę uczynił darowiznę na rzecz klasztoru w Henrykowie. Klasztoru, który srodze ucierpiał podczas mogolskiej pożogi. Bolko natychmiast podarował zakonnikom Worowice i rycerze mogli rozpocząć turniejowe gonitwy, choć mróz ponoć był akurat wtedy okrutny.

Rogatka wytyczył wrocławski rynek?

Zdarzało się księciu podejmować mądre decyzje. To właśnie jemu Wrocław zawdzięcza tak zwaną wielką lokację. Po straszliwych zniszczeniach Wrocławia, związanych z mongolskim najazdem w 1241 roku, miasto lokowano ponownie. Wytyczono rynek, o takich gabarytach, jakie ma dziś. To olbrzymi plac o wymiarach 213 na 178 metrów. Jeśli ktoś twierdzi, że w średniowieczu nie potrafiono myśleć perspektywicznie i z prawdziwym rozmachem to radzę o tym pamiętać. Przy czym na pewno Bolko w tym względzie słuchał doradców, no ale to jednak on podjął ostateczną decyzję. Zaczynał zatem jako władca Wrocławia, jednak zorientował się, że miasto, zniszczone podczas najazdu w 1241 roku nieprędko się podźwignie. Dogadał się z młodszym Henrykiem i bracia zamienili się ziemiami. Wrocław oczywiście lepiej rokował na przyszłość, ale komu by tam chciało się czekać. I tu wypada dodać, że część badaczy uważa, że ta lokacja to jednak zasługa Henryka...
Bycie księciem to nie tylko turnieje, uczty i polowania – to także praca i to wcale nie lekka. Sprawowanie władzy nad księstwem przypomina zarządzanie skomplikowanym przedsiębiorstwem. Rogatka raczej tego nie rozumiał. Nie widział sensu w powolnym, systematycznym budowaniu dobrobytu swego dziedzictwa, chciał wzbogacić się natychmiast – mieć pieniądze na rozrywki, szaleństwa, nie na inwestowanie w mury miast, zakładanie nowych wsi, werbowanie osadników, budowanie dróg, słowem dbanie o poddanych, którzy wszak płacą podatki, nabijając książęca kiesą. Werbował żołnierzy i najeżdżał ziemie swoich braci niszcząc i rabując, często w sposób absurdalny i niewytłumaczalnie okrutny. Przypomnę opisaną na początku okrutną pacyfikację Środy Śląskiej.

Książę bankrut

W roku 1250 Rogatka znalazł się w sytuacji krytycznej. Nie był w stanie opłacać zaciężnych wojsk, które same zdobywały zaległy żołd pustosząc książęce włości. W końcu jego rycerze pojmali nieszczęsnego księcia i osadzili go w lochu w Legnicy. Wypuszczony został dopiero, gdy złożył obietnicę, że „się w swych sprawach porachuje ze swoim sumieniem”. Jak trzeba byłoby naiwnym, aby uwierzyć w obietnice Rogatki? Szalony książę zaczął oddawać co znaczniejsze warownie niemieckim rycerzom, a za uzyskane w ten sposób pieniądze werbował kolejne oddziały zbirów, z którymi najeżdżał dobra własnych poddanych, mszcząc się w ten sposób za uwięzienie. Wszystko to doprowadziło Rogatkę do bankructwa. Musiał sprzedać majątek osobisty – konie, kosztowności, biżuterię, broń, a i tak nie zdołał spłacić długów wobec zaciężnych wojsk. Rozjuszeni najemnicy opanowali książęce grody i stamtąd organizowali łupieskie wyprawy na pobliskie wioski i miasteczka. Być poddanym Rogatki nie znaczyło nic dobrego!
O bankructwie i upadku Rogatki, a także o rozpuście i bigamii przeczytacie na następnej stronie.

Barwne życie śląskiego gangstera zainspirowało Jana Matejkę, który ukazał Rogatkę w momencie największego upadku. Silny, niemal całkowicie łysy mężczyzna siedzi na koniu. Hardo podnosi głowę, rzucając w stronę widza wyzywające, drwiące spojrzenie. Zza jego pleców wychyla się kobieta, która napełnia winem wzniesiony przez księcia kielich. Rozpustnica ma na głowie jego książęcą mitrę, zapewne przed chwilą przekomarzali się i w trakcie żartów kobieta stwierdziła, że to ona jest księżną, więc sprawdzi, czy jej do twarzy w tym gustownym nakryciu głowy. To Zofia Doren. Obok konia kroczy ulubiony grajek Rogatki. Kronikarze zanotowali imię trefnisia. Nazywał się Surrian i chyba tylko on poczuwał się do wierności szalonemu księciu, który tułał się od karczmy do karczmy, ścigany przez wierzycieli i wzgardzony przez własnych poddanych.
Tak kompromitujący dla całego rodu upadek Rogatki rozwścieczył jego krewnych. Henryk III nie mogąc ścierpieć hańby nakazał swym żołnierzom pojmać nieszczęsnego Bolka i sprowadzić do Wrocławia. Na czele zbrojnych udał się do Legnicy i siłą przywrócił jego władzę nad własnym księstwem. Jeśli liczył na to, że wdzięczny Rogatka zaprzestanie ekscesów zawiódł się srodze.

Śląska „Gra o tron”

Utracjusz nadal intrygował przeciw swoim krewniakom, chciał na przykład zmusić młodszego brata, Konrada, do rezygnacji z prawnie przysługujących mu posiadłości. I wtedy rozegrały się sceny jak z „Gry o tron”. Rogatka zaprosił juniora do Legnicy. „No wiesz młody, napijemy się piwa, jakoś się dogadamy, będziesz zadowolony.” Konrad zwietrzył podstęp i poczynił niezbędne przygotowania. Wyjeżdżając z należnego mu Głogowa zabrał ze sobą liczny poczet wiernego rycerstwa. Większość swoich ludzi pozostawił w pobliżu miasta, w lesie, a sam, jedynie z nieliczną ale bitną grupką najdzielniejszych wojaków, wjechał w gościnne bramy Legnicy. Rogatka osobiście wyszedł bratu na spotkanie, serdecznie powitał przy miejskiej bramie, a następnie zaprosił na zamek. Konrad bacznie rozglądał się po murach zamku i miasta. Jego podejrzenia zmieniły się w pewność, gdy zobaczył liczną, uzbrojoną po zęby załogę, czekająca tylko na rozkaz Rogatki. W tym momencie wykonał numer jak z filmów płaszcza i szpady. Grał nadal rolę naiwniaka, który je z ręki starszemu bratu. Gdy już miał przekroczyć bramę zamku, a cwany Rogatka już był w ogródku, już witał się z gąską, młody znienacka pochwycił brata, popchnął w stronę swoich komandosów, po czym wszyscy galopem ruszyli ku bramom miasta. Zanim zaskoczeni żołdacy Rogatki zdołali cokolwiek zrobić, młody z wiernym mu plutonem zuchów był koło lasu, gdzie przyczaiły się odwody. Najemnicy Rogatki, jak to najemnicy. Najpierw ruszyli w pogoń za bezczelnymi porywaczami, kiedy jednak zobaczyli wojska Konrada wymiękli, stwierdzili, że życie zbyt fajne, a ryzyko jest zbyt duże i zawrócili do miasta, aby czekać na rozwój wypadków. Tym sposobem Rogatka, który przygotował pojmanie brata sam znalazł się w niewoli.

Porwanie biskupa

Widząc, że z braćmi nie da się dogadać po dobroci, ani w inny sposób, postanowił wyszukać sobie słabszego przeciwnika. Chodziło o to, żeby był przy forsie. Wybór padł na biskupa wrocławskiego Tomasza I. W październiku roku 1256 porwał nieszczęśnika podczas noclegu we wsi Górka, gdzie dostojnik przybył, aby poświęcić miejscowy kościół. Niemieccy najemnicy zrabowali wszystkie osobiste rzeczy biskupa, więc chory starzec jechał na lichej, utykającej szkapinie szczekając zębami z zimna boso i w koszuli nocnej. Sumienie ruszyło jednego ze sług Rogatki, bo przecież nie samego księcia. Człowiek ten zarzucił na biskupa jakąś śmierdzącą, szorstką szatę i kazał mu założyć stare buciory. W tym stanie dostojnik jechał spod Ślęży aż do Wlenia, gdzie Rogatka kazał zakuć go w kajdany i wtrącił do ciemnicy. Mimo to biskup wykazał się dużym hartem ducha, nie chciał ulec żądaniom Bolka i nie zgodził się zamienić dziesięciny snopowej na pieniężną, co dla Rogatki oznaczałoby spore oszczędności. Wszyscy byli wprawdzie oburzeni, ale do bezpośredniej pomocy nikt się nie kwapił, mimo, że arcybiskup gnieźnienki Pełka rzucił klątwę na hardego Rogatkę. Diecezja została obłożona interdyktem, a papież przysłał pismo z żądaniem uwolnienia biskupa. To wszystko nie zrobiło wrażenia na tak zatwardziałym grzeszniku jak Rogatka, który nie tylko nie wypuścił nieszczęsnego więźnia, lecz, jak to opisał Długosz: „Jeszcze cięższymi spętał go okowy.” W sumie w niewoli u Rogatki nieszczęśnik spędził pół roku. Nie mogąc się doczekać znikąd pomocy, załamany biskup Tomasz postanowił spełnić żądania swego ciemiężcy. Jednak arcybiskup Pełka nie zamierzał puścić płazem takiej zniewagi. Zagroził zorganizowaniem przeciw grzesznikowi wyprawy krzyżowej. To już nie były przelewki. Rogatka przyrzekł biskupowi zadośćuczynienie i odbył w szatach pokutnych razem ze stu rycerzami pielgrzymkę do wrocławskiej katedry. Stanął u jej wrót 20 grudnia 1261 roku. Upokorzył się przed swoim niedawnym więźniem, wręczył mu korzystne przywileje i obiecał co roku dostarczać grzywnę złota na budowę wrocławskiej katedry. Przyszło mu to tym łatwiej, że był praktycznie niewypłacalny.

Oskubać rodzinę

Brutalne posuniecie nie przyniosło Rogatce żadnych korzyści, co go wcale nie zniechęciło do kolejnych gangsterskich numerów. 10 lat po tych wydarzenia usiłował ponownie pojmać Konrada, a gdy znów mu się nie udało, w 1277 roku porwał własnego bratanka, młodziutkiego Henryka Probusa. Tym razem bandycki wyczyn w pełni się opłacił. Mimo poparcia czeskiego króla, Przemysła Ottokara II, niestety, jedynie werbalnego, Henryk utracił na rzecz stryja ziemie obejmujące miasta Strzegom i Środę z towarzyszącymi ziemiami. To był ostatni występek starego grzesznika. Wkrótce potem, w grudniu 1278 roku, Bolesław II Rogatka zmarł na dyzenterię. Pod koniec życia próbował zadośćuczynić za swe liczne grzechy. Ufundował w Legnicy klasztor dominikanów kościół Świętego Krzyża, gdzie został pochowany.

Rozpustnik i bigamista

Jego życie prywatne było równie żałosne jak jego przedsięwzięcia polityczne. Pierwszą żoną księcia Bolesława była Jadwiga, księżniczka Anhaltu. Ich pożycie układało się kiepsko, a im dłużej trwało tym było gorzej. Ponoć, jak podaje „Żywot św. Jadwigi”, małżonka wycierpiała od Rogatki wiele zła i zmarła ze zgryzoty. Mimo to w małżeństwie tym przyszło na świat ośmioro dzieci. Druga żona Bolka, Eufemia, córka pomorskiego księcia Sambora, była widocznie mniej cierpliwa. Nie chciała dzielić swych praw z kochanką Bolka i nie chcąc żyć w hańbie, po krótkim czasie ponoć pieszo wróciła do domu na Pomorzu. Bolko nie przejął się skandalem i nie odprawił Zofii Doren, o której już wspomniałem opisując oraz Jana Matejki. Dla księcia porzuciła swojego prawowitego męża. Urodziła rogatce syna Jarosława. Niektórzy twierdzą, że po odejściu Eufemii książę się z nią ożenił, nie przejmując się w najmniejszym stopniu tym, że popełnia bigamię.

Książę cudak

Przez całe życie towarzyszyła mu skłonność do psot i głupich żartów. Ślaski książę potrafił zabawiać się wylewając mleko handlującym na targu przekupkom. Mimo, że otaczał się niemal wyłącznie Niemcami nigdy nie opanował właściwie języka niemieckiego. Ponoć mówił bardzo szybko i tak niechlujnie, że pobudzał brandenburskich słuchaczy do śmiechu. Niemieccy towarzysze nazywali go „der wunderliche Fuerst” (książę cudak). Był bohaterem licznych krążących po całej Polsce anegdot. Potrafił dla zabawy ścinać napotkanych po drodze poddanych. Bolko dobrze czuł się wśród ludzi o podejrzanym pochodzeniu, spędzając czas na beztroskich ucztach, turniejach rycerskich, słuchaniu radosnych i sprośnych pieśni. Na zaskakujące wydarzenia potrafił reagować całkiem dowcipnie. Opowieść o życiu księcia Cudaka należałby zakończyć anegdotą. Pewnego razu na ulicy w Złotoryi spotkał człowieka dźwigającego cebrzyk z wodą. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jakiś czas wcześniej skazał go na śmierć. Widocznie przyjaciele szczęściarza dogadali się z sędziami, którzy także wówczas byli oczywiście nieprzekupni i mężczyzna odzyskał wolność. Gdy zdziwiony książę zapytał towarzyszy, co się właściwie dzieje, ci odpowiedzieli mu dyplomatycznie (widocznie sami byli zamieszani w całą sprawę), że widocznie człek ten zmartwychwstał. Wówczas Rogatka oświadczył, że teraz już spokojnie może skazywać ludzi na śmierć, bo jedyną konsekwencją takiego wyroku jest dźwiganie cebrzyka z wodą na złotoryjskiej ulicy.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie