„Gałgan” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym porusza, choć nie wyczerpuje tematu pamięci

Małgorzata Matuszewska
Maria Kania i Grzegorz Dowgiałło w Gałganie
Maria Kania i Grzegorz Dowgiałło w Gałganie Tomasz Żurek/Wrocławski Teatr Współczesny
Udostępnij:
Potoki łez, rozpaczliwy szloch i strumień krwi płynącej z rąk dziewczyny – to pierwszy, najlepszy obraz „Gałgana”, towarzyszący siadaniu widzów. Piątkowa premiera spektaklu Eweliny Marciniak według sztuki Jarosława Murawskiego jest popisem Marii Kani i dotrzymującego partnerce kroku Grzegorza Dowgiałły.

W skrócie to opowieść o dwójce rodzeństwa i ich ponurych losach. On jest niewidomy, ona nie potrafi poradzić sobie z widokiem martwej matki znalezionej na podłodze w kuchni, kiedy wróciła ze szkoły. I ze wspomnieniami beznadziejnego dzieciństwa, beznadziejnego, bo ojciec po wojnie nie wrócił do domu, tylko założył nową rodzinę. A życie matki skupiało się wokół spraw brata, zwanego Gałganem i niewątpliwie wykorzystującego swoją niepełnosprawność.
Tych dwoje łączy wszystko: dom, rodzina (także ojciec) i wspomnienia. Te ostatnie zostały wypaczone traumatycznymi wydarzeniami tragicznej śmierci matki. Oboje nie potrafią patrzeć na swoją przeszłość inaczej niż przez tę śmierć. Ona miota się bardziej, usiłując ułożyć swoje wspomnienia i swoje życie. On towarzyszy jej, niczym kula u nogi. Pozostają w związku dziwacznym, też seksualnym.
Akcja rozgrywa się przy i w basenie z wodą. Wody jest wszędzie pełno, jej suknia i jego garnitur na końcu wyglądają, jakby były nie tyle prane, co konsekwentnie niszczone. Czym jest woda, przemaczająca bohaterów razem z krwią? Symbolem niemożliwego odrodzenia? Początkiem wszystkiego? Początkiem zapomnienia? Oczyszczenia? To ostatnie zdaje się być niemożliwe do przeprowadzenia, bo pamięć obojga gmatwa się coraz bardziej. A pod koniec woda jest brudna i obrzydliwa.
Maria Kania dźwiga ciężar spektaklu i świetnie sobie radzi. Fizycznie daje z siebie wszystko, równie znakomita, jako mała dziewczynka i perwersyjna, zalotna kobieta. Grzegorz Dowgiałło, kompozytor oraz multiinstrumentalista i autor muzyki do przedstawienia, jest jej bardzo dobrym tłem, a muzyka w spektaklu jest świetna. Tylko trudno oprzeć się wrażeniu, że różna pamięć dwojga ludzi o zabójstwie to cięższy temat niż to, w jaki sposób czujemy się dotknięci, że ktoś o nas zapomniał.
Wrocławski Teatr Współczesny, Jarosław Murawski, Gałgan. Reżyseria: Ewelina Marciniak, scenografia i kostiumy: Marzena Czaniecka, muzyka: Grzegorz Dowgiałło, reżyseria świateł: Tadeusz Perkowski. Premiera 27 czerwca 2014 na Małej Scenie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie