reklama

Finały NBA: Toronto Raptors lepsi od Golden State Warriors. Kanada prowadzi

Filip Bares
Filip Bares
Zaktualizowano 
The Canadian Press/Associated Press/East News
Finały NBA. Nie Kawhi Leonard, a Pascal Siakam okazał się najważniejszym zawodnikiem Toronto Raptors w pierwszym meczu finałów NBA. Zespół z Kanady pokonał obrońców tytułu Golden State Warriors 118:109 i objął prowadzenie 1:0 w serii.

Golden State bez Kevina Duranta wciąż są fenomenalną drużyną, ale nawet dla nich strata najlepszego zawodnika na świecie ma konsekwencje. Bez niego Warriors wygrali sześć spotkań z rzędu licząc piąty mecz przeciwko Houston Rockets, w którym to doznał kontuzji w trzeciej kwarcie, ale w nocy z czwartku na sobotę musieli uznać wyższość mistrza Konferencji Wschodniej Toronto Raptors.

Dla Warriors była to czwarta porażka z rzędu w finałach NBA bez Kevina Duranta. Poprzednie trzy miały miejsce w 2016 roku, gdy skrzydłowy grał jeszcze dla Oklahoma City Thunder. Od tego momentu Durant był w ogniu krytyki za dołączenie do najlepszej drużyny w historii NBA, która o ironio przegrała w finale. Następnie z nim w składzie wygrali dwa tytułu z rzędu, gdzie w obu przypadkach to on zgarniał nagrodę MVP. Przed finałami królowała narracja, że KD potrzebuje Warriors bardziej niż oni jego, ale takie mecze jak ten ostatni pokazują, że zawsze są dwie strony medalu.

Bez Duranta w składzie znów zaczął brylować Steph Curry. Przeciwko Raptors po raz szósty z rzędu w tych playoffach zdobył przynajmniej 30 punktów, w głównej mierze dzięki imponującej dyspozycji z linii osobistych (14/14). Dobry mecz rozegrał również Draymond Green, który zaliczył triple - double (10 punktów, 10 zbiórek i 10 asyst). Warriors nie pomogła nawet ławka rezerwowych, która po kontuzji Duranta wygląda fenomenalnie - przeciwko Raptors zdobyli 36 punktów podczas, gdy ich rywale tylko 25.

Dla jedynego zespołu spoza Stanów Zjednoczonych w NBA był to debiut w finałach. Od 1995 roku kiedy w Toronto powstała drużyna kibice wyczekiwali tej chwili z upragnieniem, po drodze obserwując tylko jak ich kolejne gwiazdy - Vince Carter, Tracy McGrady czy Chris Bosh odchodzą w pogoni za czymś lepszym. Żaden z nich nie był jednak zawodnikiem kalibru Kawhia Leonarda.

W nocy z czwartku na piątek Leonard miał jednak problemy by efektywnie prowadzić Raptors do zwycięstwa - 5/14 z gry na papierze nie wygląda dobrze, ale po drugiej stronie parkietu był zdecydowanie lepszy. Kluczem do sukcesu zespołu Nicka Nurse'a okazał się Pascal Siakam - faworyt do zgarnięcia nagrody dla zawodnika, który wykonał w tym sezonie największy postęp. Skrzydłowy Toronto zdobył 32 punkty, trafiając 14 z 17 oddanych rzutów, w tym 11. z rzędu w pewnym momencie. Do tego dołożył 8 zbiórek i 5 asyst.

- Wszystko co robię, robię dla taty. To jemu dedykuję ten mecz - powiedział po spotkaniu Siakam, którego ojciec zmarł w wypadku samochodowym, gdy ten jeszcze uczęszczał do uniwersytetu New Mexico.

Istotną rolę dla Raptors odegrał również Marc Gasol, Hiszpan pozyskany w trakcie sezonu z Memphis Grizzlies obnażył braki Warriors pod koszem zdobywając 20 punktów i 7 zbiórek. Zatrzymać go nie pomógł wracający po ponad miesięcznej przerwie DeMarcus Cousins, który wyglądał jakby miał braki kondycyjne łagodnie mówiąc.

Od połowy pierwszej kwarty Toronto objęło prowadzenie, które oddali tylko na chwilę w drugiej kwarcie. Od tego momentu Golden State cały czas musieli gonić wynik spotkania do czego nas przyzwyczaili w serii z Portland Trail Blazers, gdzie trzykrotnie wygrywali po odrobieniu 15-punktowej straty. Teraz już się to im nie udało.

Porażka Warriors nie oznacza jednak, że Raptors mogą czuć się pewniej - podopieczni Stepha Kerra wygrali przynajmniej jeden wyjazdowy mecz w ostatnich 19 seriach w playoffach, a jeśli pozostaną niepokonani u siebie to taki scenariusz wystarcza im do obronienia tytułu po raz drugi z rzędu.

Drugi mecz serii odbędzie się w nocy z soboty na niedzielę.

Peter Schmeichel z wizytą w Polsce

Wideo

Materiał oryginalny: Finały NBA: Toronto Raptors lepsi od Golden State Warriors. Kanada prowadzi - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Noc z czwartku na sobotę, no no.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3