Filmy tworzone życiem

    Filmy tworzone życiem

    Małgorzata Matuszewska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Wrocławski filmowiec Jan Jakub Kolski w swojej najnowszej książce Pamięć podróżna. Fragmentozbiór filmowy odkrywa przed czytelnikiem skomplikowane tajniki swojej profesji. Naprawdę warto je poznawać
    Warto poznawać, nie poznać, warsztat scenarzysty, adaptatora, reżysera, operatora. Właśnie poznawać, bo ostrzegam: Pamięć podróżna to książka do niejednokrotnego czytania. Raczej do zgłębiania, czytania wciąż na nowo.

    Niewątpliwie autor napisał ją nie dla konsumentów filmowej sieczki, wchłanianej pospiesznie w oparach zapachu popcornu. No cóż, nie dla nich kręci swoje niezwyczajne filmy. Ale niestrudzeni poszukiwacze tego, co w X muzie wartościowe, powinni sięgnąć po prozę Jana Jakuba Kolskiego, choćby po to, by zrozumieć, dlaczego niektóre filmy na ekranach kin czy telewizorów są po prostu dobre, a inne nie.

    Otóż, najkrócej podsumowując temat: wynika to z precyzji warsztatu twórcy albo jej braku.
    Do umiejętności, wiedzy o warsztacie kompozytorskim, scenografii, kostiumach, charakteryzacji, muzyce i innych częściach składowych filmu, trzeba dodać to nieuchwytne "coś" - wrażliwość i odwagę mówienia własnym filmowym językiem. Autor zaprasza czytelnika na wyprawę po uważność. Bez niej widz nie pozna filmu, jak trzeba.

    Jan Jakub Kolski nieustannie podróżuje. Nie tylko w głąb siebie i materii, którą się aktualnie zajmuje. Podróżuje po prostu fizycznie, a w książce zapisał wrażenia z tych peregrynacji, które także pomogły mu w konstrukcjach filmów i nie tylko filmów.

    Jak piękna podróż do Afryki i spotkanie z kobietami grupy etnicznej Himba. To dzięki tej podróży Kolski usłyszał "matkę" pieśni słyszanych u Grotowskiego. Świetny jest opis podróży do Indochin, Laosu, Kambodży, Wietnamu. "Wyjechałem, żeby nie zwariować.

    W tydzień po pogrzebie ojca, w rozpaczy, opuchnięty od nadmiaru problemów" - pisze Kolski o podróży po śmierci Romana Kolskiego, montażysty. Tu poznaje kulturę ludu Lantene, doświadcza, że ważne jest przekonanie, by nigdy "nie zapomnieć pierwszego wrażenia". Przy okazji tej podróży zapisuje rozmowę ze swoim ojcem. Z którym wciąż, mimo jego śmierci, rozmawia o najważniejszych rzeczach.

    Fantastyczne są opisy, jak powstały filmy Kolskiego. Na przykład Jasminum, opowieść rozgrywającą się w ubogim klasztorze. Przy okazji wspomina, że nieuchronnie trafił do kina, za pradziadkiem, dziadkiem, ojcem, siostrą. Kolski twierdzi, że musi być w filmie fizycznie. Nie pracuje od godziny do godziny. Pracując nad Jasminum, mieszkał w niemodlińskim zamku, w którym odkrył księgę z zapisaną datą, rokiem 1617, który [i]dwa lata wcześniej wpisał w pierwszą scenę filmu Jasminum.

    Fanom twórczości Witolda Gombrowicza i tym, którzy ni w ząb nie pojmują jego książek, polecam bardzo historię Od telefonu Rywina do kradzieży kamienia w Witulinie, czyli o tym jak przerobć Gombrowicza na film i nie umrzeć.

    Z Pornografią zmagał się długo. Od rozmów z producentem Lwem Rywinem, przekopywania się przez trzy nieswoje adaptacje powieści, przerażenia "z tego nie da się zrobić filmu!!!", podróży do Popielaw, dokąd udaje się zawsze w chwilach zwątpienia, a nawet rozmów z placowym na placu węglowym w Rokicinie.

    Te rozmowy zresztą warte są zapamiętania, bo reżyser przed pisaniem scenariusza (w samotności, a jakże), kupował węgiel, by ogrzać dom. Na Historię kina w Popielawach poszły dwa worki, na Jańcia Wodnika też dwa, na Pograbka jeden. Na "Pornografię" też kupił dwa worki węgla, ale nie starczyło. To także podróż przez niewiarę Krzysztofa Majchrzaka, filmowego Fryderyka, nagrodzonego na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. "Jasiu, ja nie wierzę, że z tego da się zrobić film... nawet z twoim talentem", mówił aktor.

    Przy okazji "Pornografii" Kolski pisze, jak powstaje bohater filmowy, "zupełnie inny niż literacki". Pisze niby oczywistości, że bohater filmowy musi mieć wzrost, kolor włosów, oczu, ust, ale są to oczywistości warte podkreślenia. Oczywiście, dla zrozumienia całości pracy twórczej. Reżyser opisał, skąd wziął się muzyczny temat w "Pornografii". Fryderyk miał gwizdać melodię, a potem grać ją na fortepianie. Nic dziwnego, skoro Majchrzak jest pianistą.

    A jak powstała "Afonia i pszczoły"? Wszystko się zgadzało od razu: od scenariusza do maszerowania Grażyny Błęckiej-Kolskiej, by "zamaszerować" cierpienie.

    Ciekawa jest strona wizualna tomu. Książkę wypełniają szkice autora, napisane ręcznie zdania, hasła, pewnie pomagające zebrać myśli, ziarniste czarno-białe zdjęcia, a także kolorowe fotografie z filmowych planów.

    Cieszę się z wycieczek Kolskiego w "zwierzęce" strony. Z zapisów spotkań ze starym psem Burkiem, z wycieczki do "psów popielawskich", których szczekanie nagrywał do "Jasminum", z towarzystwa jednookiego kota Cezara.

    A najbardziej cieszę się z dwóch obietnic. Że napisze kiedyś książkę o kotach. I że napisze kiedyś książkę o psach.

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo