Fenomen czarnych krążków. Kogo we Wrocławiu kręcą płyty winylowe?

Konrad Bałajewicz
Konrad Bałajewicz
Marek Dudek: - Furorę wśród obcokrajowców robią Niemen, SBB, Skaldowie, Klan i Komeda
Marek Dudek: - Furorę wśród obcokrajowców robią Niemen, SBB, Skaldowie, Klan i Komeda Paweł Relikowski
Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że płyta winylowa na dobre odejdzie do lamusa. Przecież do dyspozycji mamy Internet, a w nim ocean łatwo dostępnej muzyki. Jednak nośnik ten dalej jest popularny, mimo że wynalazek ma niemalże sto lat. Dlaczego? Po odpowiedź wybraliśmy się do najstarszego sklepu z winylami we Wrocławiu – De’Moliki.

Mimo, że sklep znajdujący się na Kazimierza Wielkiego funkcjonuje we Wrocławiu od 2006 roku, to prowadzący go Marek Dudek w branży działa od lat 90. Wspomina, że w tamtym okresie prym wiodły kompakty, czyli płyty CD. On sam handlował nimi na wrocławskim rynku w nieistniejącej już księgarni muzycznej "Pro Musica". W tym samym czasie rynek płyt winylowych powoli gasł. Swojego powrotu czarne płyty doczekały się dopiero w roku 2007. Przeżywającym falę popularności cyfrowym formatom muzycznym dostępnym w Internecie czegoś brakowało.

Człowiek chce coś mieć

- Większość mówi, że chodzi o jakość dźwięku – to prawda, płyta winylowa pod tym względem nie ma sobie równych. Z drugiej strony ludzie odczuwają pewien dyskomfort nie posiadania czegoś. Możesz słuchać muzyki z komputera, ale tak naprawdę jej nie masz. Nie możesz sięgnąć po nią na półkę, wyjąć z opakowania, popatrzeć na okładkę. Tak samo jak z książką. Co z tego, że posiadasz czytnik e-booków, jak nie czujesz zapachu papieru, druku. Człowiek jest istotą, która chce coś mieć, czymś się bawić – tłumaczy Marek Dudek, współwłaściciel sklepu De’Molika.

Dlaczego to właśnie płyta winylowa, a nie standardowe CD okazały się "modną" alternatywą dla plików komputerowych? Marek Dudek wskazuje na atrakcyjność wydania czarnych krążków. Okazuje się, że jej duża, robiąca wrażenie okładka przyciąga nie tylko melomanów. Zdarza się, że niektórzy klienci robią zakupy... nie mając w domu żadnego odtwarzacza. Traktują wtedy album jako domową ozdobę, a nawet wieszają płyty na ścianie. Dla części to też świetny pomysł na prezent, który - w przeciwieństwie do pliku komputerowego - mogą wręczyć. Oczywiście jest ta największa grupa, czyli ci, którzy uwielbiają muzykę i po prostu takich płyt słuchają.

Dla kolekcjonera cena nie gra roli

Jakimi kryteriami kierują się przy wyborze płyty winylowej?

- Część od razu wie po co przychodzi, niektórzy muszą dopiero poprzeglądać półki z płytami. Najczęstszy wybór pada na lata 70-te. Ciężko wyróżnić konkretne gatunki, ale jak już muszę coś wytypować – głównie schodzi rock i jazz. Zainteresowaniem cieszą się klasyczne, stare zespoły, grające oryginalnie i mające własny, rozpoznawalny styl – mówi Marek Dudek.

Wbrew pozorom, dominująca ilość klientów nie jest z Wrocławia. Sporo osób jest spoza naszego miasta – odwiedzający pochodzą z Oławy, Świdnicy, a nawet... Gdańska. Zaglądają do sklepu przy okazji, podczas odwiedzin stolicy Dolnego Śląska. Wśród nich zdarzają się prawdziwi kolekcjonerzy i szukają konkretnego wydania. Cena wtedy nie gra roli, a takie unikaty czasami są wręcz niemożliwe do zdobycia. Tak było m.in. z albumem polskiego basisty Mazolewskiego, który został wypuszczony w nakładzie 250 sztuk, a rozszedł się… jeszcze przed premierą. Płyty zostały "zarezerwowane" głównie za granicą, na co narzekali fani w kraju.

Okazuje się, że zagranicznych miłośników polskiej muzyki jest całkiem sporo. Podczas wizyt w niezależnych sklepach wspierali nasz rodzimy rynek muzyczny, jeszcze przed pandemią.

- Przyszła do nas pani w średnim wieku. Rozgląda się, po pewnym czasie wyciąga kartkę i mówi łamanym angielskim: „To spis płyt, to mnie interesuje”. Patrzę na listę, a na niej same polskie wydawnictwa, bardzo dużo pozycji. Więc pytam, skąd u niej to zainteresowanie. „Mąż kiedyś był w Nowym Jorku na koncercie i tam polski zespół grał, strasznie mi się spodobała wasza muzyka”. Okazało się, że pani była z Argentyny – opowiada właściciel sklepu.

Furorę wśród obcokrajowców robią Niemen, SBB, Skaldowie, Klan i Komeda. Nasi artyści nadal intrygują cudzoziemców brakiem schematów, swoją autentycznością i świeżym podejściem – mimo że ich twórczość ma już swoje lata.

Niezależne sklepy czy supermarkety?

Gdzie robić zakupy? To pytanie powraca jak bumerang podczas dyskusji na wielu internetowych forach i grupach. We Wrocławiu, oprócz De’Moliki, istnieją jeszcze inne sklepy stricte z płytami winylowymi. To m.in. Winylove przy Świdnickiej, dwa sklepy w Feniksie na Rynku, Brassel na Kołłątaja czy Duża Czarna na pl. Świętego Macieja. Tam ceny są różne, w zależności czego szukamy. Wahają się od kilku do nawet kilkuset złotych za najbardziej rzadkie perełki. Płyty nabędziemy też na różnych targowiskach staroci. W końcu modę na czarne krążki wyczuło też kilka popularnych sieci supermarketów, oferując je w konkurencyjnych kwotach.

- Jakaś tam konkurencja jest, chociaż klienci nie mówią, że tam jest lepiej a tu gorzej. Czasami są pytania, dlaczego tak drogo w porównaniu do cen z supermarketów. Jest to dosyć irytujące, ale mam na to zawsze prostą odpowiedź – dla ludzi to idealna sytuacja, bo mają wybór i mogą kupić płytę gdzie im się podoba. Tylko, że w marketach ten wybór jest ograniczony i mniejszy niż w wyspecjalizowanych sklepach. To jest jak kupowanie w salonie FSO mercedesa – po prostu nie ma takiej możliwości – mówi Marek Dudek.

Faktycznie, przeglądając półki możemy natknąć się na rarytasy. To m.in. pierwsze, oryginalne wydania The Rolling Stones czy The Beatles. Poruszając temat sieciówek, właściciel De’Moliki wskazuje na pewien mechanizm przyciągania do siebie grupy klientów. Według niego niższa cena za płyty nie oznacza, że przy okazji nie zrobimy większych zakupów na produkty innego rodzaju – przykładowo spożywczych lub elektronicznych – które są objęte dużą marżą.

- Ktoś może kupić płytę za 19,90 ale przy okazji kupi też kabel do drukarki za 90 złotych, który w normalnym sklepie komputerowym kosztuje parokrotnie mniej. Tak właśnie działają wielkie, sieciowe sklepy – podsumowuje.

Znajdziesz nie tylko znane tytuły

Koniec końców wybór należy zawsze do nas – konsumentów. Jeżeli chcemy zdobyć coś łatwo dostępnego i nie interesują nas szczegóły takie jak rok wydania, sieciówki często proponują różne promocje. Natomiast, gdy bardziej interesujemy się muzyką, lubimy pogrzebać i szukamy nietuzinkowych nagrań, warto zajrzeć do sklepów specjalizujących się tylko w płytach. Znajdziemy tam nie tylko znane tytuły, ale przy okazji możemy odkryć kompletnie nieznane nam muzyczne horyzonty. I to wszystko w formie, którą możemy poczuć, dotknąć i co najważniejsze – posłuchać.

Marek Dudek: - Furorę wśród obcokrajowców robią Niemen, SBB, Skaldowie, Klan i Komeda

Fenomen czarnych krążków. Kogo we Wrocławiu kręcą płyty winylowe?

Podatek od psa

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Fajny artykuł ale trochę go uzupełnię.

Czasem w Biedronce lub Lidlu są winyle. Nie dość że tańsze to jeszcze nowe i nieużywane. W takim sklepie jak ten z artykułu ceny są dużo droższe zazwyczaj no i płyty używane w różnym stopniu jakości...

Ale za to można dostać mało dostępne albumy. Płyty winylowe Abby są dość drogie i rzadkie. A jak już się coś trafi to różnie z jakością. Najtańsze zaś były Krawczyka (przed jego śmiercią), teraz pewnie podrożały. Ale barwa i przyjemność dźwięku z odtwarzacza lampowego jest nie do porównania z czymkolwiek
Dodaj ogłoszenie