Fatalne zauroczenie się dokonało

Paweł Zarzeczny
Fot. Polskapresse
Udostępnij:
Jechałem niegdyś z Andrzejem Iwanem przez Szwajcarię. Auto się popsuło, więc załadowali nas na jakąś dwupiętrową lawetę. No i laweta gdzieś tam stanęła, a Andrzej postanowił wysiąść za potrzebą. Otworzył drzwi… Dało się usłyszeć "uuuuu, bach!". Gdy już go odreanimowano, opowiadał: "Wysiadam, no i już wiem, że popełniłem błąd...".

No więc ja w sobotę zabrałem córkę (14 lat) na mecz Legii z Arsenalem, żeby zarazić ją kibicowaniem. Tak jak mnie kiedyś (a miałem lat 7) zarazili koledzy z podwórka. Troszkę się bałem. Kiedy ja szedłem po raz pierwszy - zobaczyłem gola faceta o nazwisku Deyna. Co ona może zobaczyć teraz? Okazałem się człowiekiem małej wiary. Wyszła z rozpromienionymi oczami, a kiedy w niedzielę wyjeżdżała na obóz, to spytała (zaraz po tym jak wzięła kieszonkowe, rzecz jasna): "Tato, to jak wrócę, to z kim gramy?".

Jest coś takiego w piłce jak pierwsze zauroczenie. Nick Hornby, najlepszy pisarz angielski i fan Arsenalu, wspomina, jak tata zabrał go na Kanonierów. Mecz beznadziejny. Po tygodniu poszli na Kogutów, czyli Tottenham, z trzema mistrzami świata, którzy wygrali 5:1! "Jednak to fatalne zauroczenie się już dokonało. Sześć bramek i wszyscy ci świetni piłkarze nie zrobili na mnie żadnego wrażenia. Zdążyłem się zakochać w drużynie, która wygrała ze Stoke 1:0 dzięki rzutowi karnemu".

No więc córka, hm, też się zauroczyła. Choć "Sen o Warszawie" zaśpiewała jeszcze tak, jak śpiewamy na ogół w kościele - czyli nie znając słów. Ale po pięciu minutach już wiedziała, kto na którą bramkę strzela. A po pięćdziesięciu pięciu, że Legia nie ma bramkarza i lepiej łapią piłkę dziewczynki w jej gimnazjum, nawet te ze zwolnieniem z WF. Mdlała ze szczęścia przy 1:0, 2:0, 3:0 i przy 4:4, i przy nieudanej kontrze w ostatniej minucie przy 5:6 (w golach zresztą stale się myliła, z matmy ma ledwo 4).

Szybko złapała kibicowski humor i rzuciła nawet coś własnego - że obrońca w Legii fatalnie się nazywa (Komorowski?). Nie złapała, o co chodzi w transparencie "Serbia, Kosowo", więc wyjaśniłem, że nikt nie łapie, i to źle, bo to tak, jakby tzw. społeczność międzynarodowa pozwoliła zabrać pół Polski Marsjanom na przykład. No, porażka Legii wcale jej też nie zmartwiła, co udokumentowała, śpiewając już na sam koniec: Ch... z wynikami, hej Legia, jesteśmy z Wami!". No i poszliśmy do domu. A na trasie już bez pudła rozszyfrowała, co oznacza szubienica z napisem KSP.

I wtedy już wiedziałem, że popełniłem błąd...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie