Ewa Ochocka: Poprawię technikę i będę celować w medale!

Michał Rygiel
Ewa Ochocka podczas mistrzostw Europy w Bydgoszczy była bardzo blisko zdobycia brązowego medalu w sztafecie 4x100 m. Nie udało się, ale i tak ten sezon zakończy z kilkoma krążkami w gablocie.
Ewa Ochocka podczas mistrzostw Europy w Bydgoszczy była bardzo blisko zdobycia brązowego medalu w sztafecie 4x100 m. Nie udało się, ale i tak ten sezon zakończy z kilkoma krążkami w gablocie. Filip Kowalkowski
Udostępnij:
Reprezentantka AZS-u AWF-u Wrocław opowiada nam o swoich początkach z bieganiem, opuszczaniu treningów i medalowych ambicjach. Pochodząca z Bolesławca sprinterka dzieli się także typami na rozpoczynające się mistrzostwa świata w lekkoatletyce, które już od dziś rozgrywają się w Londynie

Jak zaczęła się twoja przygoda z bieganiem?
Tak naprawdę zaczęło się od podstawówki, kiedy wyszło że mam dobre predyspozycje fizyczne. Wtedy wygrywałam na 60 metrów z chłopakami, do tego byłam dość skoczna. Ale nie od początku zabrałam się za bieganie, bo grałam też we wszystkie gry zespołowe. Oczywiście nieco na pół gwizdka, dwa-trzy razy w tygodniu (śmiech). Dopiero w trzeciej klasie gimnazjum wszystko nabrało rozpędu i liczba treningów wzrosła do pięciu-sześciu.

Nie było problemów z systematycznością, zawsze pilnie stawiałaś się na zajęciach?
Jasne, że było oszukiwanie! Jak trenerka (Małgorzata Markowska - RYG) kazała robić pięć kółek to robiło się trzy, tu ominęło się okrążenie, tam przebieżkę. Miałam robić samodzielnie treningi i ich nie robiłam. Gdy zaczynałam to był cud, jeżeli pojawiałam się dwa razy w tygodniu na treningu (śmiech). Ale moja trenerka bardzo walczyła o to, żebym pojawiała się na treningach. Przekonywała rodziców, dzwoniła do mnie. Nie od początku pokochałam bieganie – mój pierwszy obóz odbył się w piątej klasie i wszystko mnie męczyło, nie chciałam zbytnio trenować. A ona zawsze mówiła, że mam się rozwijać, że trzeba szlifować mój talent. Ten obóz był w sierpniu, a ja dopiero w listopadzie wróciłam do zajęć – ale w końcu postawiła na swoim.

W takim razie był jakiś konkretny moment, w którym wszystko przestawiło się na właściwe tory, czy wraz z wiekiem dyscyplina przyszła naturalnie?
Nakręcały mnie medale, apetyt rósł w miarę jedzenia. Zaczęłam wygrywać na mistrzostwach Dolnego Śląska. Pojechałam na mistrzostwa Polski, tam poczułam się świetnie, ale jeszcze nie do końca byłam przekonana. Myślałam nawet, że przestanę biegać po gimnazjum. Wtedy przyplątała się też kontuzja, naderwałam mięsień dwugłowy i ten uraz bardzo długo się trzymał. W tym momencie pomyślałam sobie, że jeszcze wszystkiego nie pokazałam i jak się wyleczę, to będzie to mój sezon. Biegałam wtedy 400 metrów przez płotki, zrobiłam minimum na MŚ juniorów młodszych w Doniecku w 2013. Te mistrzostwa potwierdziły, że warto dalej trenować.

Co zawsze powtarzała trenerka? Zostało coś w głowie, co do tej pory przypomina się przed startami albo w trakcie treningów?
Trenerka zawsze umiała do mnie dotrzeć. Konkretnych rad nie pamiętam, ale nigdy nie zapomnę, że często przytaczała przypowieść o talentach. Mówiła też, że kontuzje to po prostu inny plan na przyszłość, że zmienia się ścieżka, ale nie cel.

Nawdychałaś się trochę kurzu z bolesławieckiej bieżni? Teraz wracasz do niej z sentymentem, ale na początku pewnie łatwo nie było.
To prawda, teraz z przyjemnością wracam na ten obiekt, bo wiąże się z nim wiele wspomnień z początków mojej kariery. Gdy trenowałam to warunki były straszne, szczególnie jak padał deszcz. Nawierzchnia się zapadała, biegaliśmy po lasach, na trawie, czasami nawet na betonie. Nie było treningów lekkoatletycznych w hali, bo takiej hali z prawdziwego zdarzenia nie posiadaliśmy. Trenowaliśmy w sali gimnastycznej, gdzie mieściły się może dwa płotki. Jeździliśmy do Zgorzelca, ale tylko sporadycznie. Wiele osób zrezygnowało, bo lekkoatletyka nie jest opłacalnym sportem gdy nie ma się wyników.

Kto był twoim idolem za młodu, czyjeś plakaty wisiały na ścianie?
Na początku szczerze mówiąc nie znałam naszych kadrowiczów. Wiadomo, że gwiazdy typu Włodarczyk, Majewski czy Szewińską kojarzy każdy, ale nie rozpoznawałam najlepszych polskich sprinterów. To przyszło z czasem, gdy zaczęłam jeździć na mistrzostwa Polski. Zawsze podziwiałam Usaina Bolta. Teraz śledzę Kendrę Harrison, to co ona robi na płotkach, to coś niesamowitego. Ma niesamowitą technikę.

Sprinty to była miłość od pierwszego wejrzenia?
Najbardziej lubię sprinty, najlepiej się czuję na krótkich dystansach. Ale byłam bardzo wszechstronną zawodniczką, wystarczy spojrzeć do naszej lekkoatletycznej bazy danych i widać, że biegałam praktycznie wszystko. Byłam bardzo wszechstronna i nie mogłam się zdecydować, co wybrać. Pamiętam, że kiedyś trenerka zapisała mnie na bieg na 300 metrów przez płotki, a po jego ukończeniu się popłakałam i powiedziałam, że nie będę tego trenować (śmiech). Przekonał mnie trener Olszański. To była dobra decyzja, bo zrobiłam wspomniane minimum na Donieck. Niestety nie wiem, czy fizycznie czy psychicznie, ale to 400 przez płotki mi nie leży. Zdecydowałam się wraz z trenerem Rostkiem porzucić tę konkurencję. Ja zaczęłam biegać późno, porównując się z innymi zawodniczkami zwłaszcza technicznie jestem w tyle. Ostatni okres przygotowawczy przez kontuzję także nie został przepracowany tak, jak zakładaliśmy. Miałam pracować nad techniką, ale się nie udało.

Te kontuzje cały czas gdzieś się przewijają, to musi być niezwykle irytujące.
Przede wszystkim dla każdego sportowca to ciężar psychiczny. Traci się czas, który można poświęcić na treningi, a poza tym po urazie zostaje to wszystko w głowie i ja wielokrotnie miałam tak, że po prostu bałam się biegać. Trzeba to pokonać i pilnować, żeby ciało było w jak najlepszej formie.

Wrocławski AWF to był wybór numer jeden? Co zadecydowało o tym, że trafiłaś właśnie do stolicy Dolnego Śląska?
Chciałam wyjechać do Stanów, takie były plany. Pozdawałam wszystkie niezbędne egzaminy… ale z przyczyn prywatnych rozwijam się w Polsce. Tu już nie było wątpliwości – miał być Wrocław i miała być fizjoterapia.

Jak się pracuje z trenerem Rostkiem? Potrafi dokręcić śrubę, zaskoczył cię w jakiś sposób swoim podejściem do pracy?
Znam go już od dawna, bo jeździłam z nim na zgrupowania kadry wojewódzkiej, której był i jest trenerem. Współpracuje się nam bardzo dobrze, treningi mi odpowiadają. Na dobrą sprawę jeszcze się poznajemy, trener William wciąż ustala, co jest dla mnie dobre, a co złe. Z biegiem czasu ta indywidualizacja będzie jeszcze lepsza, co na pewno przyniesie efekty.

Wyjazdy, treningi, zgrupowania – znajdujesz w tym wszystkim czas na naukę, nie mówiąc już o odpoczynku?
Uważam, że wszystko jest do dopracowania jeżeli jest zorganizowanym. Zdarzały się poślizgi, ale to oczywiste. Zwłaszcza pierwszy rok studiów był ciężki – nowe miejsce, nowa sytuacja, do tego trwające zbyt długo dojazdy. W Bolesławcu w kwadrans można dojść wszędzie, we Wrocławiu nawet tramwajem czasami nie dojedzie się tam, gdzie się chce. Ale to kwestia organizacji i samodyscypliny. Nie wyobrażam sobie, co muszą robić moi znajomi, którzy nie trenują a mimo to się nie wyrabiają (śmiech). Wszystko można pogodzić i odnosić sukcesy w nauce i w sporcie. Zwłaszcza, że sport tę dyscyplinę wprowadza.

Podczas mistrzostw Polski U-23 srebro na 100 i na 200, brąz na 4x100, do tego cenne doświadczenia na mistrzostwach Europy U-23 i mistrzostwach Polski – to wszystko sprawia, że sezon możesz chyba zaliczyć do udanych?
Za mną bardzo naprawdę bardzo udany sezon, który pięknie się kończy. Wyjazd na Uniwersjadę do Tajwanu to dla mnie najlepsza możliwa nagroda. Chyba nigdy w karierze nie zrobiłam tyle startów, co w tym roku. Dostać się na mistrzostwa Europy czy właśnie na tę Uniwersjadę to wielkie sukcesy, zwłaszcza z taką techniką biegową. Wyniki napawają optymizmem, także zobaczymy, co się wydarzy gdy ta technika będzie już na wyższym poziomie.

Porównując wyniki rok do roku urwałaś 0,3 sekundy na 100, 0,2 sekundy na płotkach i sekundę na 200. Czujesz, że jesteś coraz bardziej wszechstronną zawodniczką, czy jednak będziesz dążyła do węższej specjalizacji i na przykład zostaniesz tylko przy płotkach?
Jeżeli chodzi o starty indywidualne, to chciałabym się skupić głównie na biegach przez płotki. Tam mam największe szanse, żeby liczyć się w walce o medale nie tylko mistrzostw Polski, ale i namieszać w stawce europejskiej. Jeżeli chodzi o biegi płaskie, to 100 metrów tylko pod kątem sztafety, chyba że przyjdą jakieś niesamowite wyniki. Przez kontuzję bałam się biegać setki, treningi też nie były optymalne. Mam jednak nadzieję, że to już za mną.

Tego lata pobiłaś rekordy życiowe we wszystkich najważniejszych konkurencjach, jesteś w stanie w ciągu najbliższego roku-dwóch dojść do 13 sekund na 100 przez płotki?
Nie chcę przeliczać moich postępów na czasy. Jestem przekonana, że jeżeli poprawię kwestie techniczne, to rezultaty będą lepsze. To wszystko jest ze sobą powiązane i samo pójdzie do przodu. Planuję walczyć o awans na przyszłoroczne mistrzostwa Europy, będę też trenować w hali, co przez kontuzję było niemożliwe w tym roku. Muszę pracować nad tym, żeby się wzmacniać i rozwijać, a na pewno będę w stanie urwać jeszcze parę dziesiątek sekundy.

W pierwszej dziesiątce MP na 100 byłaś drugą najmłodszą zawodniczką, to samo jeżeli chodzi o płotki. Masz dopiero 21 lat, a już zameldowałaś się w czołówce. Teraz już pozostało tylko atakować strefę medalową?
Oczywiście, że w przyszłości mam takie plany (śmiech). Teraz jestem w pierwszej dziesiątce, będę dążyć do tego, żeby jak najszybciej zameldować się w ścisłej piątce, a potem w trójce. Oprócz walki na mistrzostwach Polski chcę pojawić się także w Berlinie na wspomnianych ME. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Patrząc na stawkę biegaczek można powiedzieć, że idzie młoda fala. W stawce płotkarek wszystkie poniżej 25 lat, na 4x100 też spokojnie możemy wystawić mocną kadrę do lat 23. Myślisz, że jesteście w stanie na długie lata być częścią europejskiej, a nawet światowej elity?
A to nie wszystko, bo są też jeszcze młodsze dziewczyny, które biegają bardzo szybko. Na przykład Magdalena Stefanowicz, która jako juniorka młodsza pobiegła na setkę 11.62! Mam nadzieję, że sprint w Polsce rozwinie się do dobrego poziomu i że ten rozwój nie ominie płotek. Jest u nas wiele perełek, tylko trzeba je wyławiać. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o płotki, bo zawodniczek jest mało. Nie wiem, skąd tak niska popularność tej konkurencji, ale brakuje nam dziewczyn. Widać to na mistrzostwach Polski. Chciałabym, żeby było nas na tyle, że będą dla nas organizowane specjalne obozy kadrowe – w tym roku byłyśmy podpięte pod mężczyzn. Nie narzekam, było okej (śmiech), ale ta rywalizacja na płotkach musi się nakręcać, a do tego potrzeba grupy kadrowej.

Atmosfera w sztafecie 4x100, patrząc po zdjęciach i innych materiałach jest znakomita, jak to wygląda z Twojej perspektywy?/b]
Ja jestem osobą bezkonfliktową, a na obozach jesteśmy jedną wielką lekkoatletyczną rodziną. Pewnie, że każdy walczy o swoje rezultaty, ale nigdy nie odczuwałam złej atmosfery, dobrze nam się razem pracuje.
[b]Pełnisz rolę obozowej masażystki? Dziewczyny zwracają się do przyszłej magister fizjoterapii z prośbą o pomoc?

Czasem znajomych pomasuję, mam zresztą swój stół do masażu, więc pewnie będę się ogłaszać. To też jest praktyka dla mnie, bo fachu trzeba się uczyć, ale na obozach raczej rzadko się to zdarza. Raczej ja pójdę do fizjoterapeuty. Mamy fachowców, choć czasami zdarza się że jest tylko jeden na 60 osób. Awaryjnie jestem w stanie poratować (śmiech).

W Bydgoszczy poszłaś na pierwszy ogień, jakie myśli krążą po głowie, gdy trzeba nadać tempo całej sztafecie?
Ja się za bardzo nie stresuję. Stres mnie bardziej motywuje niż hamuje. Mówiłam przed tamtym biegiem, że dobre mam bloki, jestem szybka, dobrze podaję, więc nie mam czym się martwić. Byłam pewna, Kamila Ciba była pewna. Cieszyłam się chwilą i tym, że mogłam reprezentować Polskę.

Na której zmianie czujesz się najlepiej?
To pierwszy sezon na pierwszej zmianie, ale bardzo mi się podoba. Może dlatego, że jest najkrótsza? Lubię też to, że nie trzeba jednocześnie myśleć o uciekaniu i oddawaniu pałeczki. Natomiast kiedyś preferowałam ostatnią – tylko przejmowałam pałeczkę i biegłam do mety. Dla mnie sam fakt bycia w sztafecie to sukces. Gdyby trener powiedział, że mam być na drugiej albo na trzeciej zmianie, to też nie miałabym z tym problemu.

Będziesz śledzić zmagania w Londynie?
Tak, oczywiście będę oglądać mistrzostwa w telewizji.

Na co stać Ewę Swobodę? O medale będzie niezwykle ciężko, ale może stać ją na niespodziankę w postaci finału?
Trudno powiedzieć, bo nie wiem, na jakim etapie przygotowań się znajduje. Zaczęła je później, pracuje innym tokiem. W Bydgoszczy jej trenerka mówiła, że nie wszystko jeszcze zdążyły zrobić, a i tak Ewa pokazała, na co ją stać. Ona potrafi biegać naprawdę bardzo szybko, więc wszystko jest możliwe.

W sztafecie 4x100 miałaś przyjemność biec z Joanną Linkiewicz, na co dzień twoją klubową koleżanką. W Londynie wystartuje w swojej ulubionej dyscyplinie. Będzie w stanie złamać barierę 55 sekund?
Bardzo w to wierzę, bo Asia jest niezwykle waleczną dziewczyną. Ona co roku notuje postępy i mam nadzieję, że w końcu jej się uda zrealizować ten upragniony cel. Chciałabym, żeby wystrzeliła z formą i awansowała do finału. Będę trzymać za nią kciuki, zresztą podobnie jak za wszystkich naszych lekkoatletów. Miałam okazję być częścią tego wielkiego teamu i to dla mnie wielki powód do dumy. Obyśmy przywieźli z Londynu jak najwięcej medali!

A jakie jest twoje zdanie na temat kwestii dopingowych? Zakazy dla reprezentacji Rosji to dobra decyzja?
Szczerze mówiąc uważam, że to jest ogromny skandal. Zakaz dla Rosji to słuszna decyzja, ale na świecie jest wiele innych krajów, które również mają swoje za uszami w kwestii dopingu. Dobry przykład to Justin Gatlin, który już dwa razy wpadł, a dalej biega na największych imprezach. Tacy zawodnicy powinni dostawać dożywotni zakaz uprawiania sportu. Lekkoatletyka to niestety nie do końca czysty sport i ta gra będzie się toczyć jeszcze długo. Trwają prace nad ukrywaniem dopingu, opracowuje się nowsze specyfiki, a z drugiej strony laboratoria szukają metod wykrywania tego wszystkiego. Niestety od dopingu nie da się uciec.

Ostatni start Usaina Bolta to koniec pewnej ery w sprintach. Zgarnie medal w Londynie? Czy ktoś jest w stanie przejąć po nim koronę?
Nigdy nic nie wiadomo, ale liczę że Bolt zdobędzie ten ostatni medal. Nawet jeśli mu się to nie uda, to i tak jest przecież legendą lekkoatletyki. Ten start na pewno przyciągnie tłumy na trybuny i przed telewizory. A co do następcy, to jedna era się kończy, a druga zaczyna, więc na pewno ktoś się pojawi, o to możemy być spokojni.

Na koniec znów wracamy do ciebie – z największych startów została jeszcze tylko Uniwersjada, a co potem?
Dokładnego planu startów i wylotu do Tajwanu jeszcze nie mamy, zresztą każdy leci tam w innych terminach. Na dzień po przylocie do Polski miałam zaplanowany jeszcze jeden start, ale szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie biegu po 15 godzinach lotu. Potem do października-listopada przerwa i zaczynamy przygotowania pod kolejny, miejmy nadzieję jeszcze lepszy sezon.

W takim razie czego życzyć na nadchodzące miesiące?
Zdrówka, medali dla naszych i motywacji dla mnie!

Rozmawiał Michał Rygiel

Ewa Ochocka - rocznik 1996, wychowanka klubu z rodzinnego miasta - Boleslavii Bolesławiec, obecnie AZS AWF Wrocław. Studentka fizjoterapii. Trener William Rostek. Specjalistka od sprintów - rekordy życiowe: 11.76 (100 m), 24.21 (200 m), 13.62 (100 m pł). Medalistka mistrzostw Polski juniorów, halowa medalistka mistrzostw Polski seniorów (Toruń 2016, bieg na 60 m przez płotki), medalistka mistrzostw Polski do lat 23 (Suwałki 2017, srebro na 200 metrów, brąz na 100 i 4x100), złota medalistka mistrzostw Polski seniorów (Białystok 2017, 4x100).

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie