Epidemia. Kręgi piekielne w systemie ochrony zdrowia. Ten dziewiąty to DPS-y

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Zakład produkcji mebli tapicerowanych w Słupsku. Pracownice szyją maseczki dla miejscowego DPS
Zakład produkcji mebli tapicerowanych w Słupsku. Pracownice szyją maseczki dla miejscowego DPS Krzysztof Piotrkowski/POLSKAPRESS
Udostępnij:
Pogłębia się przepaść między szpitalami jednoimiennymi coraz lepiej przygotowanymi do walki z epidemią a resztą placówek. W najgorszej sytuacji znalazły się obecnie Domy Opieki Społecznej.

Walka z epidemią koronawirusa w polskim systemie ochrony zdrowia toczy się w kilku równoległych rzeczywistościach, które tylko w niewielkim stopniu są do siebie podobne. Ta pierwszoliniowa - szpitale jednoimienne i zakaźne - to świat niemal bliski ideałowi w porównaniu z pozostałymi rzeczywistościami. Tam niedostatki sprzętowe i w zakresie środków ochrony osobistej są dziś raczej niewielkie. Tam też przestrzega się na ogół procedur - choć można też wskazać przykład szpitala z Łomży, którego personel od początku zgłaszał brak gotowości do pełnienia funkcji szpitala jednoimiennego, a ostatecznie mamy tam dziś przypadki zakażeń wewnątrz placówki i kwarantannę. Im dalej w głąb jednak, tym bardziej kolejne równoległe rzeczywistości coraz bardziej przypominają kręgi piekielne.

Opisywaliśmy już rzeczywistość w szpitalach ogólnych i specjalistycznych nieprzekształconych w jednoimienne. Wciąż spływają wiadomości o zamknięciach i kwarantannach w kolejnych z nich, wciąż też powiększa się liczba wyłączonych na skutek tego z normalnej pracy lekarzy, pielęgniarek, ratowników i przedstawicieli innych zawodów medycznych. W ostatnich dniach kwarantannę ogłoszono m.in. w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, na oddziale psychiatrycznym w Kołobrzegu, na oddziale wewnętrznym w Pajęcznie, w Klinice Chirurgii Ogólnej i Endokrynologicznej białostockiego USK, a także w szpitalach w Częstochowie i w Wieluniu. Nadal zamykanych jest po kilka placówek dziennie. W szpitalach ogólnych i specjalistycznych wszystko zależy od konkretnej placówki - są takie, których dyrektorzy zadbali o sprzęt i odpowiednie procedury, są też takie, gdzie wszystko zostało rzucone na żywioł.

Na końcu są zaś Domy Pomocy Społecznej - czyli słabo wyposażone ośrodki pełne schorowanych podopiecznych z grup ryzyka, które jeden po drugim obejmowane są kwarantannami a zapewnienie im wsparcia staje się w polskiej rzeczywistości prawnej zadaniem tak trudnym i skomplikowanym, że do osób prywatnych i firm o pomoc domom pomocy apeluje publicznie wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej. To chyba ten ostatni krąg piekielny polskiego systemu.

Spróbujmy wybrać się w wyprawę w głąb tego świata. Poprowadzą nas lekarze.

Szpitale rosną w szpitalach

Przed tygodniem media społecznościowe obiegł skan pisma, w którym dyrekcja szpitala MSWiA w Warszawie przekształconego na jednoimienny szpital zakaźny informowała pogotowie o całkowitym braku wolnych miejsc. Szybko się okazało, że ten stan wystąpił jedynie jednorazowo (choć zdaje się później nastąpiła powtórka). Gdy tylko wyczerpały się wolne łóżka, szpital po prostu powiększono.

- Nie pierwszy raz. Ten szpital się rozrasta wewnątrz szpitala - tłumaczy lekarz. - W tej chwili jest już ponad trzy razy większy niż na początku. - dodaje. Wyjaśnienie jest proste. Szpital MSWiA to ogromna placówka z 7 oddziałami i 19 klinikami - na łącznie około 1000 łóżek. Po kolejnych budynkach i blokach szpitala połączonych mniej lub bardziej wymyślnymi łącznikami można krążyć długimi godzinami. Droga korytarzami od głównego wejścia do największej jadłodajni na terenie szpitala zajmowała jakieś 10 minut - dopóki jadłodajnia była oczywiście otwarta. Po przekształceniu na szpital jednoimienny początkowo użytkowana była jedynie niewielka część szpitala. Z czasem potrzeba było coraz więcej łóżek - w ten sposób szpital jednoimienny zajmował kolejne oddziały.

Tam wciąż są rezerwy - i to znaczne. Kilka tysięcy miejsc szpitalnych, kilkaset wolnych łóżek OIOM-owych. Relatywnie rzadkie przypadki zakażeń wewnątrz placówek.

DPS-y w kwarantannie

Tymczasem Domy Pomocy Społecznej są w tej chwili jednym z najbardziej zagrożonych koronawirusem ogniw polskiego systemu ochrony zdrowia i opieki społecznej. Przebywają tam podopieczni z grup ryzyka - w podeszłym wieku, często przewlekle chorzy. Personel z założenia nie jest tam przygotowany do walki z chorobami zakaźnymi, brakuje podstawowego sprzętu ochrony osobistej.

Kwarantanną objęto już około dwóch tysięcy podopiecznych i pracowników Domów Pomocy Społecznej. Wykryto kilkaset przypadków zakażenia koronawirusem. DPS-ów objętych kwarantanną jest już kilkanaście.

Jednym z pierwszych - jeszcze w marcu - był DPS w Niedabylu w rejonie Białobrzegów. Stwierdzono tam aż 60 zakażeń koronawirusem, DPS został oczywiście objęty kwarantanną, podobnie jak nieodległy DPS w Drzewicy (64 zakażenia!). To samo stało się 20 marca w DPS w Tolkmicku. W ostatnich dniach marca wirusa wykryto w DPS w Koszęcinie. Na początku kwietnia objęto kwarantanną kolejny dom pomocy społecznej na Mazowszu - tym razem w Tomczycach w rejonie Mogielnicy - znów niedaleko od Niedabyla i Drzewicy. Tam zakażonych okazało się aż 61 podopiecznych i 9 pracowników. 1 kwietnia objęto kwarantanną 126 podopiecznych DPS „Kombatant” w Bytomiu. W tym tygodniu odizolowano aż 200 osób w DPS w Psarach w Wielkopolsce i 265 w DPS w Pleszewie. W Środę wykryto koronawirusa u jednego z pracowników DPS „Zameczek” w Lublińcu - 11 pracowników i prawie 80 podopiecznych objęto tam kwarantanną. W kwarantannie pozostają tez podopieczni i część personelu DPS-ów w Stalowel Woli, Bochni, Skarżysku Kamiennej, Gorzycach i Jakubowicach.

W DPS stało się regułą, że z podopiecznym w zamkniętych ośrodkach zostaje przynajmniej cześć personelu - przede wszystkim ci, którzy i tak musieliby zostać poddani kwarantannie. Nie zmienia to jednak faktu, że są to głównie opiekunowie, pielęgniarki, pracownicy kuchni albo administracji (w tym często i dyrektorzy ośrodków). Kadra jak najbardziej przygotowana do opieki nad osobami starszymi czy przewlekle chorymi, ale nie do walki z epidemią COVID-19.

Szpital i nie szpital

Do szpitala jednoimiennego trafiają niemal wyłączni

Nowe obostrzenia od 15 grudnia!

Wideo

Materiał oryginalny: Epidemia. Kręgi piekielne w systemie ochrony zdrowia. Ten dziewiąty to DPS-y - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.