18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Elżbieta Bieńkowska - aniołek Tuska ma ostre pazurki i umie odgryźć się mężczyznom

Hanna Wieczorek
Elżbieta Bieńkowska. Matka trojga dzieci. Absolwentka iranistyki. Specjalistka od pieniędzy. Dużych...
Elżbieta Bieńkowska. Matka trojga dzieci. Absolwentka iranistyki. Specjalistka od pieniędzy. Dużych...
Nikt podobno nie odważy się powiedzieć o Elżbiecie Bieńkowskiej z lekka pogardliwie: "Wiadomo, blondynka". Bo choć w oczy rzuca się jej zadbana blond fryzura, postrzegana jest przede wszystkim jako niezwykle kompetentna urzędniczka. Na Górnym Śląsku dodają z dumą: "Gwiazda administracji".

Elżbieta Ewa Bieńkowska urodziła się w Katowicach 49 lat temu. Do liceum chodziła w Sosnowcu i zaskoczyła wszystkich znajomych wyborem studiów. Bo z koleżanką wybrała iranistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Tak naprawdę chciała iść na japonistykę, ale kiedy dowiedziała się, że najbliższa jest w Warszawie, zrezygnowała. - U mnie w domu panowało przekonanie, że na studia się wyjeżdża. A jeśli studiować, to tylko w Krakowie, nie wyobrażałam sobie innego miasta - mówiła Elżbieta Bieńkowska w wywiadzie dla "Dziennika Zachodniego".

W Krakowie zakochała się - w Arturze, studencie elektrotechniki. Zaraz po dyplomie urodziła drugie dziecko. Z mężem zadecydowali, że wolą większe mieszkanie w Mysłowicach niż kawalerkę w Krakowie. Bo jak zwierzała się w "Wysokich Obcasach": - Jestem kotem, który dobrze się czuje tylko tam, gdzie ma swoje miejsce. W Krakowie takiego miejsca nie miałam.

Po studiach zajęła się wychowaniem Mateusza i Michaliny. Ale dzieci dorastały, poszły do przedszkola, a Elżbieta Bieńkowska nagle stwierdziła, że nie wie, co zrobić z życiem. Wtedy ojciec namówił ją na Krajową Szkołę Administracji Publicznej. Do tej szkoły wcale nie było łatwo się dostać. Próbowała dwa razy. Za drugim razem, kiedy padło sakramentalne pytanie o to, jak pogodzi opiekę nad dziećmi z nauką, nie wytrzymała i zapytała: - Czy państwo pytacie też tych wszystkich panów, którzy zdają ze mną, czy mają co zrobić z dziećmi?

W nowej szkole znalazła swoją niszę - czyli politykę regionalną - i tak to się zaczęło. Początków zresztą nie wspomina dobrze, bo kiedy dostała pracę w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim w roku 1996, okazało się, że... nie ma nic do roboty. Piła kawę, czytała gazety i nudziła się setnie. Pewnie w końcu zajęłaby się czymś innym, gdyby nie PHARE Inred, czyli dotacje europejskie dla Małopolski i części Śląska. Okazało się, że najlepiej ze wszystkich daje sobie z tym radę, pewnie dlatego, że świetnie znała angielski, a KSAP przygotowała ją do wypełniania skomplikowanych procedur.

Nic dziwnego, że kiedy powstał Śląski Urząd Marszałkowski, szybko ściągnięto ją do samorządu. Została szefową biura ds. integracji europejskiej. Z początku cały wydział to było tylko pięć osób. Jednak do dzisiaj na Śląsku z dumą podkreślają, że potrafiła wykopać pieniądze dla regionu spod ziemi. To znaczy wydusić z Brukseli. Bo choć unijni urzędnicy kręcili nosem, że Śląsk jest za bogaty na pomocowe programy, Bieńkowska potrafiła przekonać ich, że bez tej pomocy jej regionowi grozi zapaść.

I tak, w 1999 roku Śląsk wywalczył 450 mln zł bezzwrotnej pomocy z Unii Europejskiej. Pieniądze poszły na szkolenia zwalnianych górników i hutników oraz tworzenie nowych miejsc pracy. Poza tym unijne fundusze inwestowano w budowę gminnych oczyszczalni ścieków oraz uzbrojenie terenu.

CZYTAJ NA 2. STRONIE

W 2000 roku Elżbieta Bieńkowska urodziła kolejną córkę - Zosię. Tym razem szybko wróciła do pracy. Najmłodsze dziecko pomaga wychować jej mąż. Pani wicepremier tak opowiadała "Dziennikowi Zachodniemu" o wychowaniu dziecka na odległość: - Jestem bardzo opiekuńczą matką i choć nie ma mnie obok, każda sprawa, która dotyczy Zośki, jest rozwiązywana przeze mnie telefonicznie. Oczywiście taki układ nie miałby szansy, gdyby nie mój mąż. Jest wspaniały. W ogóle wydaje mi się, że mężczyźni w pewnym wieku stają się zdecydowanie lepszymi ojcami. Artur jest szalenie związany z Zosią.

Propozycja objęcia Ministerstwa Rozwoju Regionalnego przyszła niepodziewanie. Mówiło się zresztą, że Donald Tusk pierwotnie proponował je Janowi Olbrychtowi, dzisiaj eurodeputowanemu Platformy Obywatelskiej, wówczas marszałkowi województwa śląskiego. Ten miał premierowi odmówić, ale za to podpowiedział kandydaturę Elżbiety Bieńkowskiej. Podobno.
Olbrycht przyznawał, że rozmawiał z Tu-skiem o tym, jak ma wyglądać ten resort i przyznawał, że dzwonił w tej sprawie do Bieńkowskiej. Kiedy ją opisywał, padały słowa: energiczna, kompetentna, zna swoją wartość i na dodatek pyskata.

Elżbieta Bieńkowska w końcu zdecydowała się na ministerialną karierę. Jest zresztą jedną z gwiazd rządu Donalda Tuska. Rzadko krytykowana, raczej pozytywnie oceniana przez wszystkich. Jedyna wpadka, którą wytykają jej dziennikarze, to pomysł przesunięcia 1,2 mld euro z inwestycji kolejowych na drogowe. Przekonywała wtedy, że kolejarze nie są w stanie wykorzystać wszystkich pieniędzy, podczas gdy drogowcy ich potrzebują. Taki pomysł nie uzyskał jednak aprobaty Komisji Europejskiej. Ostatnio przyznała, że pomyliła się w kolejarskich prognozach i zażartowała, że prawdopodobnie będzie musiała teraz połknąć własny język. Górnoślązacy, dumni ze swojej pani minister, uważają, że gdyby bardziej interesowała się polityką, byłaby lepszym premierem niż Donald Tusk. Jak widać, szef Platformy Obywatelskiej nie boi się jednak konkurencji z jej strony. Powierzył stanowisko wicepremiera oraz ministra infrastruktury i rozwoju.

Wyjazd Elżbiety Bieńkowskiej do Warszawy wiązał się z koniecznością ułożenia sobie życia prywatnego. Bo wyprowadzki do stolicy pani wicepremier i jej najbliżsi nigdy nie brała pod uwagę. Z najmłodszą córką w Mysłowicach został mąż. Ona natomiast jasno ustaliła swoje priorytety. - Każdy weekend zarezerwowany jest dla rodziny. Sytuacje, kiedy muszę wyjechać w niedzielę wieczorem, zdarzają się niezwykle rzadko - opowiadała reporterom "Dziennika Zachodniego".

CZYTAJ NA 3. STRONIE

Kiedy jest w domu, zajmuje się kuchnią, na porządki jednak nie starcza już jej czasu i musi korzystać z pomocy. A gotowanie to przede wszystkim przygotowanie wielkiego gara zupy. Nie potrafi wymierzyć proporcji i zazwyczaj wychodzi tego za dużo. Do rodzinnych annałów przeszła anegdota o tym, jak w któryś czwartek Zosia zajrzała do lodówki i powiedziała "Tato, tu jeszcze jest zupa, a zupę to my przecież już w środę wylewamy!".

Zgrabna blondynka przyznaje jednak, że jej świetna figura to zasługa... genów. - Próbowałam kiedyś fitnessu, niestety, strasznie się nudziłam - mówiła Bieńkowska dwa lata temu z rozbrajającą szczerością, przyznając, że należy raczej do typów leżących niż skaczących, a w dodatku ta skłonność pogłębia się u niej z wiekiem.

Trzecia wicepremier w historii polskich rządów - po Izabeli Jarudze-Nowackiej i Zycie Gilowskiej - przyznaje też, że jako osoba dojrzała odnalazła w sobie cechy, które niekoniecznie lubi: jest niezwykle odpowiedzialna, może nawet za bardzo i obsesyjnie punktualna. - Gdybym się rano spóźniła o kilka minut, to kierowca zacząłby chyba szukać moich zwłok - zwierzała się, dodając, że przydałoby się jej więcej luzu.

Bieńkowską lubią media. Może dlatego, że potrafi o skomplikowanych sprawach mówić w zrozumiały dla wszystkich sposób. Media też bacznie ją obserwują, zyskała sobie przecież miano najlepiej ubranej kobiety w rządzie. Nic więc dziwnego, że szybko zauważono, iż ma tatuaż na ramieniu i czasem lubi pomóc naturze, nosząc sztuczne rzęsy. A jej słabością są perfumy. Sama Bieńkowska przyznaje, że lubi zaszaleć. Musi się jednak ograniczać, bo jej obecny styl musi być elegancki ze względu na charakter pracy. Jednak, kiedy wzbiera się na rockowy koncert, na przykład The National w Stodole, zrzuca służbowy mundur i wtapia się w tłum.

- Moja kariera zawodowa z pewnością może być uważana za sukces, jednak dla mnie największym osiągnięciem życiowym są moje dzieci - podkreślała w jednym z wywiadów.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

n
nie zdziwiony

Wiadomo... laska z Sosnowca... a tak na marginesie, to ona pewnie jest ruda, bo łeb na blond ma tleniony na bank...

g
gość

Dziwne nazwisko z domu ma pani premiera - Moyche - jej ziomale piszą w necie, że brzmi ono Mojsze...

B
Barbara

Idiotow szukajcie w warszawce. A kim ona jest ?

m
m

to ma pecha pani Bieńkowska-nikt o niej nie przeczyta,bo kas żal..

Dodaj ogłoszenie