Edward Czapiewski: Kolesiostwo, układy, podwójne standardy a sprawa Dariusza Stasiaka

Edward Czapiewski
archiwum GWR
Kolejna, miniona już, 31. rocznica uchwalenia przez Sejm ustawy o samorządzie gminnym skłania do głębszych refleksji nad samorządem terytorialnym, ale też szerzej nad naszym państwem. Osiągnięcia są ogromne. Widzimy, jak bardzo zmieniła się na lepsze Polska lokalna w porównaniu do sytuacji z początku lat dziewięćdziesiątych.

O osiągnięciach pisałem już wielokrotnie, dzisiaj o ciemnej stronie tego trzydziestolecia. Wydawało się na początku zmian, że wraz z ustrojem PRL odejdzie w zapomnienia korupcja, układy partyjne, kolesiowskie itp. Nawet ruchy bezpartyjne nie uchronił się od patologii, o czym pisałem ostatnio. Państwo nasze toczy gangrena i jest to widoczne od góry do dołu. Najwięcej winy ponosi władza (bez względu na opcję polityczną), która taką sytuację w mniejszym lub większym stopniu tolerowała czy wspierała z różnych względów. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że każda władza wypacza się prędzej czy później i po to są wybory, aby zmienić sytuację. Jest to jednak za mało.

W poprzednim felietonie wskazałem, jak wiele zależy od postawy obywatelskiej. To dzięki stowarzyszeniu „Lepsza Ścinawa” dowiedzieliśmy się o podwójnym obliczu Dariusza Stasiaka, urzędnika ze Ścinawy, ochrzczonego przez ogólnopolskie media „Baronem ze Ścinawy” i wątpliwościach co do pochodzenia jego majątku. Problem nie w tej jednej sprawie, ale co rusz media donoszą o tysiącach podobnych spraw, które po chwilowej wrzawie i dyskusjach gdzieś tam znikają, bo na tapecie pojawia się coś nowego. Zawodzi w tych wszystkich sprawach Państwo Polskie. Prokuratorzy i instytucje skarbowe potrafią zaciekle szukać i karać płotki, a system układów i korupcji trwa nienaruszony i ma się coraz lepiej. Nie będę tego widocznego wątku rozwijał, lecz przejdę do meritum, jak zapobiegać patologii naszego życia publicznego.

Z jednej strony wiele zależy od wyborców, którzy bez względu na sympatie polityczne, powinni się lepiej przyglądać swoim kandydatom i po prostu wycinać bezwzględnie tych z pojawiającymi się zarzutami. Utarł się zwyczaj, że głosuje się na pierwszych dwóch czy trzech kandydatów z list wyborczych, stąd taka zaciekła walka, aby zająć jedno z pierwszych miejsc. A często na dalszych miejscach są bardzo wartościowi ludzie. Partie czy stowarzyszenia też krytyczniej powinny patrzeć na wystawianych przez siebie kandydatów. Dużą rolę w tępieniu tych układów i korupcji odgrywają stowarzyszenia obywatelskie i należy ich słuchać po uprzednim zbadaniu sprawy, ponieważ w swoich oskarżeniach mogą mieć rację. Należy przyjrzeć się instytucjom powołanym do walki z patologiami, jak prokuratura, CBA, Policja i skarbówka. Nie feruję wyroków, lecz zwracam uwagę na problem. Źle to wygląda, skoro gangrena wciąż się rozwija w naszym życiu społecznym. I będzie bardzo źle, kiedy ludzie przestaną uczestniczyć w wyborach, bo z ich punktu widzenia nie będzie to miało sensu.

Zgłaszam pewną propozycję pod rozwagę. Należy powołać instytucję niezależną od władz państwowych i samorządowych, której zadaniem byłoby pilnowanie czystości pochodzenia dóbr materialnych, bo tu tkwi istota gangreny naszego życia publicznego. Członkowie tej instytucji powinni być powoływani w wyborach powszechnych np. wspólnie z wyborami samorządowymi. Byliby to ludzie zaufania publicznego o dobrym wykształceniu, czyli o szerokich horyzontach i nie tylko prawnicy czy ekonomiści. Izby te dysponowałyby fachowcami i to one prześwietlałyby oświadczenia majątkowe. Bardzo często wielu polityków podaje zaniżoną wartość nieruchomości, aby bilans wyszedł na zero w porównaniu z dochodami. Właśnie ta izba dokonywałyby sprawdzenia zgodności podawanej fikcji z rzeczywistą prawdą. Warto popatrzeć na przykład krajów skandynawskich czy innych państw, gdzie tego typu patologie są marginesem. Stąd dość istotne byłoby, aby oświadczenia majątkowe objęły wszystkich obywateli. Wówczas byłaby lepsza możliwość sprawdzenia prawdziwości oświadczeń w dłuższych okresach czasu. Takie oświadczenia składane są w Norwegii i świat się od tego nie zawalił. Warto podjąć szeroką dyskusję, ponieważ sprawa jest poważna. Należy szukać nowych rozwiązań, skoro stare zawodzą. Paradoksalnie sprawa Dariusza Stasiaka, szarego urzędnika z 8-tysięcznej Ścinawy, zarabiającego z kasy samorządu blisko 0,5 miliona złotych, może zapoczątkować tak ważną z punktu widzenia przejrzystości życia publicznego dyskusję o wykorzenieniu z polskich samorządów kolesiostwa, układów, nepotyzmu i wszelkich patologii. Ludzie już zobaczyli zło. Teraz czas na działanie.

Jedziesz na wakacje? Potrzebujesz szczepienia i certyfikatu

Wideo

Dodaj ogłoszenie