Eberhard Mock na teatralnych deskach

Małgorzata Matuszewska
Wrocławski Teatr Współczesny: Koniec świata w Breslau
Wrocławski Teatr Współczesny: Koniec świata w Breslau Wrocławski Teatr Współczesny/Krzysztof Bieliński
Udostępnij:
„Koniec świata w Breslau”, na podstawie książki Marka Krajewskiego, to nie do końca udana prapremiera we Wrocławskim Teatrze Współczesnym.

Z sukcesem przenieść na scenę sławny kryminał retro Marka Krajewskiego w rodzinnym mieście autora to przedsięwzięcie bardzo trudne. Agnieszce Olsten zamiar powiódł się połowicznie.
Reżyserka zbyt wyraźnie podzieliła przedstawienie na dwie części, nie sądzę jednak, by był to do końca świadomy zabieg. W pierwszej, toczącej się niespiesznie, zawiązana została intryga – jest (jak w książce), listopad 1927 roku, w tajemniczym zakątku miasta policja znajduje rozkładające się zwłoki i zostawioną przy nich kartkę z kalendarza. Radca kryminalny Eberhard Mock prowadzi śledztwo, pomagają mu wachmistrz Kurt Smolorz i asystent Gustav Meinerer. Mock jednak bardziej jest zainteresowany sprawami rodzinnymi – jego małżeństwo (Sophie jest piękna i dużo młodsza od męża, a Mock ją bije), chwieje się w posadach. Według radcy lekiem na rodzinne zło będzie dziecko, poczęte według najlepszej daty wyznaczonej przez astrologa. Mock ostro pije, co nie pomaga w relacjach z żoną ani w pracy. Sophie wikła się w tajemniczą sektę (szkoda nierozwiniętego wątku), a Mock ma na głowie nie tylko pracę i żonę, ale też Erwina, bratanka, któremu stara się pomóc.
Właściwie cały pierwszy akt jest bardziej obyczajowy, niż kryminalny. W drugim akcie twórcy jakby przypomnieli sobie, że to jednak kryminał, więc akcja zdecydowanie przyspiesza i nieco na skróty galopuje ku rozwiązaniu sensacyjnej zagadki.
Widz teatralny nie musi znać powieści. Ktoś, kto nie czytał Końca..., może nie zrozumieć wszystkich niuansów, a mam wrażenie, że i wierni czytelnicy Krajewskiego będą zawiedzeni. Spektakl zaczął się obiecująco – w bardzo ciekawej, ponurej scenografii, widzowie usłyszeli słowa o nadchodzącym końcu świata, kojarzące się z kursującym po współczesnym Wrocławiu samochodzie wieszczącym apokalipsę. To samo miasto, podobna atmosfera zmierzania ku niewiadomemu, ze złem czającym się w każdym zaułku i przeczuciem upadku...
W spektaklu jest kilka bardzo dobrych ról. Sprawdza się grający gościnnie Konrad Imiela jako Mock. Jest nieoczywisty – to nie policyjny prostak (zna nawet łacinę), choć pijak i brutal. Jest na swój sposób mądry, najwyraźniej kocha żonę, choć w ogóle jej nie rozumie. Być może nie ma tu wiele do rozumienia – Pola Błasik jest piękna, ale twórcy nie wyjaśniają, czego chce od życia jej Sophie. Mock świetnie umie wykorzystać pozycję – dobrze to widać w scenie, w której wymusza na kierowniku kasyna (Tadeusz Ratuszniak) prolongatę długu karcianego bratanka. Dobrą rolę zagrał Tomasz Orpiński jako Kurt Smolorz – to prosty policjant, starający się wykonywać obowiązki. Piotr Bondyra zagrał ciekawie bratanka policjanta – wątek Erwina jest nieduży, ale interesujący i wart dostrzeżenia. Świetna była Beata Rakowska jako prostytutka Mitzi, a scena, w której Mitzi jest przebrana za małpę, to jedna z najlepszych w przedstawieniu. Smaczkiem jest nawiązanie Krzysztofa Boczkowskiego w roli dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej Hartnera, do słynącego z erudycji i barwnych opowieści doktora Bogusława Bednarka, legendy wrocławskiej polonistyki.
Marek Krajewski w powieści zapowiada nadchodzącą erę ciemności – czasy nazizmu. Agnieszka Olsten pokazała pękającą obyczajowość i brak nadziei końca lat 20., potem swastykę i kończący spektakl taniec, nawiązujący do Thrillera Michaela Jacksona. Nie udało się jednak stworzyć spójnej, pełnej wizji. Szkoda.
Wrocławski Teatr Współczesny, Marek Krajewski, Koniec świata w Breslau, adaptacja: Krzysztof Kopka, Agnieszka Olsten, scenografia: Olaf Brzeski, muzyka: Kuba Suchar. Występują: Konrad Imiela (Teatr Muzyczny Capitol) – Eberhard Mock, radca kryminalny, Tomasz Orpiński – Kurt Smolorz, wachmistrz kryminalny, Przemysław Kozłowski – Gustav Meinerer, asystent kryminalny/książę Aleksiej von Orloff, ojciec duchowy, Pola Błasik (PWST Wrocław) – Sophie, żona Mocka, Piotr Bondyra – Erwin, bratanek Mocka, Jolanta Solarz – Elisabeth Pflüger, przyjaciółka Sophie, Justyna Antoniak (Teatr Muzyczny Capitol) – Inge Gänserich, malarka, Beata Rakowska – Mitzi, prostytutka, Jerzy Senator – Heinrich Mühlhaus, dyrektor kryminalny, Michał Szwed – Jakob, syn marnotrawny Mühlhausa, Krzysztof Boczkowski – Leo Hartner, dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej/profesor Erich Hockermann, Maciej Kowalczyk – Fritz Roberth, szlifierz, Tadeusz Ratuszniak – baron von Hagenstahl/Norbert Risse, kierownik kasyna
Krzysztof Zych – Helmut Völlinger, astrolog i jasnowidz. Premiera 16 maja.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

...
Dokładnie. Niestety miłośnikom E.Mocka pozostaje nic innego jak ponowne sięgnięcie po książkę :)
G
Gość
Niestety,po raz kolejny Wrocławski Teatr Współczesny rozczarowuje swoją nową premierą. Przez pierwsze 20 minut wieje nudą, grający głównego bohatera Konrad Imiela jest ,,bezpłciowy'' i monotematyczny (w każdym spektaklu gra tak samo), a wymyślone żarty sceniczne i wyciąganie publiczności na scenę są słabe (przedstawienie zamienia się w kabaret).Mroczny klimat Wrocławia zostaje zastąpiony w niektórych scenach nieuzasadnioną prymitywnością.Momentów trzymających widza w napięciu jest niewiele,toteż spektakl wydaje się zbyt długi.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie