Dudek: Jasonowi mogłyby przytrafić się dwie taśmy

Dawid Foltyniewicz
Patryk Dudek w sezonie 2017 czterokrotnie stał na podium w cyklu Grand Prix. Wciąż czeka jednak na pierwsze turniejowe zwycięstwo.
Patryk Dudek w sezonie 2017 czterokrotnie stał na podium w cyklu Grand Prix. Wciąż czeka jednak na pierwsze turniejowe zwycięstwo. Jakub Pikulik
Udostępnij:
Z Patrykiem Dudkiem, żużlowcem Ekantor.pl Falubazu Zielona Góra, wiceliderem klasyfikacji przejściowej cyklu Grand Prix i złotym medalistą turnieju par The World Games 2017, rozmawiamy o rywalizacji o indywidualne mistrzostwo świata, wspomnieniach z igrzysk czy... nartach wodnych.

Jason Doyle w klasyfikacji przejściowej Grand Prix ucieka Ci już na 22 punkty. Domyślam się jednak, że tytułu indywidualnego mistrza świata dobremu koledze z Ekantor.pl Falubazu Zielona Góra tak łatwo nie oddasz.
Oczywiście, sport lubi płatać figle i jest nieprzewidywalny. Jasonowi rzecz jasna nie życzę niczego złego, ale jakieś dwie taśmy mogłyby mu się przytrafić (śmiech). Wiele jest jednak do zrobienia. Myślę, że przy moim maksymalnym wyniku wszystko może się zdarzyć, więc mogę obiecać, że walczyć zamierzam do końca.

Na początku sezonu mówiłeś, że Twój plan na tegoroczny cykl Grand Prix to przynajmniej dziesięć punktów w każdej z rund. Gdy nie udaje Ci się osiągnąć zamierzonego rezultatu, pojawiają się jakieś nerwy?
Kiedy w jednym turnieju robi się szesnaście punktów, a w drugim cztery, to ta średnia dziesięciu punktów na rundę wychodzi (śmiech). Dzięki temu dziś jestem na takiej, a nie innej pozycji. Nie mogę narzekać, bo przed sezonem się tego nie spodziewałem. Plan był taki, aby się utrzymać, a walczę o medale. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie mi dane być stałym uczestnikiem cyklu. Niezależnie od tego, czy będzie lepiej, czy gorzej, chciałbym zakorzenić się w Grand Prix na znacznie dłużej.

Ponad 50 tys. kibiców podczas rundy w Warszawie na PGE Narodowym jest w stanie uskrzydlić?
Na pewno. Są to jednak zawody jak każde inne. To fajny moment, ale tylko w sytuacji, gdy się wygrywa. Kiedy człowiek zrobi pięć punktów i nawet doping kibiców nie pomaga, zawodnikowi po takich zawodach trudno jest się wypowiadać. Sama atmosfera jest jednak bardzo ważna. Istotne jest także to, aby kibice chodzili na każdy żużel, bo wtedy robimy dla nich teatr, wielkie przedstawienie, a oni to później oklaskują. Kibic jest naprawdę niezwykle ważny, w każdym sporcie, jednak wszystkich zachęcam zwłaszcza na żużel.

Sezon 2017 powoli zmierza ku końcowi. Był on pełen ciekawych rozstrzygnięć, tj. indywidualne mistrzostwo Polski Szymona Woźniaka czy szybkie pożegnanie się Duńczyków z Drużynowym Pucharem Świata. Z czym będzie Ci się on najbardziej kojarzył?
Przede wszystkim z bardzo mocnym podkreśleniem mojego dziesięciolecia startów na żużlu. Ten sezon cały czas trwa, wszystko wciąż jeszcze przede mną, a najważniejsze cele zbliżają się wielkimi krokami, są tuż, tuż. Na obecną chwilę uznaję jednak tegoroczny sezon za bardzo udany.

Jeszcze kilka lat temu zapewne nie zakładałeś, że jako żużlowiec weźmiesz udział w jakichkolwiek igrzyskach. Z jakimi wspomnieniami wiążesz ceremonię otwarcia i Twój udział udział w turnieju par The World Games 2017 we Wrocławiu?
Jeśli mam być szczery, trzy godziny czekania pod stadionem na ceremonii otwarcia nie jest takie piękne, jak wygląda to w telewizji (śmiech). Mimo wszystko dobrze było to przeżyć. Gdybym w tym nie uczestniczył, teraz nie moglibyśmy o tym rozmawiać (z Patrykiem spotkaliśmy się w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Warszawie, przy okazji konferencji podsumowującej TWG - przyp. red.). To była ciekawa przygoda. Gdy wyszliśmy na stadion i zobaczyło się tych wszystkich ludzi, klimat był naprawdę fajny. Rozmawialiśmy z innymi sportowcami, że brakowało tej kropki nad i, którym byłby być może płomień, tak jak ma to miejsce podczas igrzysk olimpijskich. Trudno mi mówić, jak TWG wyglądało od środka. Turniej na Stadionie Olimpijskim mieliśmy w trakcie sezonu, w tym czasie jeździliśmy jeszcze w Szwecji i mieliśmy zawody indywidualne. Do Wrocławia wróciliśmy w dzień zawodów. Myślę jednak, że organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Po turnieju zostawałem we Wrocławiu, bo mieliśmy tutaj zakwaterowanie w mieszkaniu, zatem moim zdaniem wszystko było dobrze dograne, wręcz na tip top.

Turniej par TWG pokazał, że ściganie w duecie może być emocjonujące i zgromadzić tysiące kibiców. Cieszyłbyś się, gdyby mistrzostwa świata par zostały reaktywowane i wróciły do żużlowego kalendarza?
Gdyby ulokowano te zawody w kalendarz w taki sposób, aby nie było natłoku turniejów, byłoby w porządku. Podczas takich zawodów jest na pewno większa presja i mniejszy margines błędu niż w Drużynowym Pucharze Świata. W zespole mamy czterech zawodników, a tu jedzie tylko dwóch, więc przy kilku wyrównanych zespołach o wszystkim decydują szczegóły. Tak było właśnie z nami, gdy na Stadionie Olimpijskim awansowaliśmy do półfinału, a później w najważniejszym biegu o złoto walczyliśmy z Australijczykami.

Czy w programie Światowych Igrzysk Sportowych natrafiłeś na dyscypliny, o których nigdy nie słyszałeś i wyjątkowo Cię zaintrygowały?
Żałuję, że nie mogłem zobaczyć wszystkich dyscyplin na żywo. Prezentacja naszej reprezentacji przed rozpoczęciem igrzysk była dla mnie dużym zaskoczeniem. Kiedy była taka okazja, oglądałem zawody w telewizji. Niektóre z dyscyplin podglądywałem na YouTube, bo chociażby skoki na nartach wodnych... Szalenie widowiskowe. Trudno pojąć, że zawodnicy są w stanie skakać ponad 60 metrów. Na żywo mogłem zobaczyć to, co działo się w dniu naszych zawodów. Widziałem rozgrywki kobiet i mężczyzn w piłkę ręczną plażową czy przeciąganie liny w hali i na powietrzu.

Śledziłeś finał PGE Ekstraligi na Stadionie Olimpijskim? Twoja żużlowa intuicja podpowiadała Ci, kto zakończy sezon z mistrzostwem?
Na żużel patrzę pod trochę innymi względami niż kibice. Najważniejsze dla nich było to, że o wszystkim decydował ostatni bieg. W kontekście emocji dla fanów finał nie mógł się zatem lepiej ułożyć. Nie przykładałem wagi do tego, który zespół sięgnie po tytuł. Wygrał po prostu lepszy.

Twojemu Falubazowi na bój o brązowy medal pozostaje jeszcze trochę poczekać. Jesteś typem, który chciałby jechać niezależnie od decyzji działaczy czy w spokoju czekasz na swój występ?
W tej kwestii zawodnicy naprawdę nie mają za wiele do powiedzenia. Wszystko ustalają działacze i dobierają wolny termin, dlatego nam pozostaje się jedynie do tego dostosować. Szkoda, że rewanż ze Stalą przypadł na najbliższy weekend, bo tego samego dnia chciałem pojechać w Zlatej Prilbie w Pardubicach (1 października - przyp. red.). Może za rok mi się uda.

Jak spędzasz dni wolne od jakichkolwiek zawodów? Następuje totalna relaksacja czy wolisz ten czas wypełnić aktywnym wypoczynkiem?
Na dobrą sprawę wszystko zależy od tego, w jaki dzień wypadają zawody. Staram się raczej po prostu odpoczywać, bo w moich ostatnich latach jest to bardzo ważne. Sen bardzo dobrze regeneruje i nic innego go nie zastąpi, więc zdecydowanie jestem typem lenia.

Rozmawiał Dawid Foltyniewicz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie