Duchowość, konieczność cierpienia i sens życia z wirusem

Janusz Michalczyk
archiwum polskapress
W rozmowie telefonicznej z bliską osobą stwierdziłem, że dopóki będzie dostępna woda w kranie i nie zabraknie chleba na sklepowych półkach, to dam radę. Powiedziałem to pół żartem, pół serio, bo nie sądzę, żeby doszło do tak potężnej zapaści w funkcjonowaniu państwa z powodu wirusa.

Niemniej uważam, że zbytnio przyzwyczailiśmy się do życia we względnym komforcie i każda drobna niedogodność urasta do wielkiego problemu. Pokolenie dzieci wojny jest już, mówiąc brutalnie, na wylocie, więc niewiele osób pamięta czasy, gdy mnóstwo ludzi musiało przeżyć w skrajnie złych warunkach. Głód, chłód i choroby - taka była też rzeczywistość lat powojennych. Może więc warto sobie zadać dziś pytanie: co nam tak naprawdę jest potrzebne do egzystencji i czy na pewno te wszystkie frykasy, którymi się nas kusi. Podejdźcie teraz do swoich lodówek, otwórzcie je i szczerze sobie odpowiedzcie na pytanie, czy tego wszystkiego naprawdę potrzebujecie do szczęścia.

Tu wkraczamy w inny obszar, o którym wspomniał prof. Marcin Król w piątkowym wydaniu naszej gazety, zwracając uwagę na to, że współczesnemu Polakowi brakuje duchowości. I nie chodzi bynajmniej o masową religijność, bo od samego chodzenia do kościoła nikt nie staje się mądrzejszy, a czasami można wręcz zgłupieć. Duchowość w szerokim rozumieniu niezbędna jest tak samo katolikowi, jak i ateiście. To naturalne, że gdy wszystko idzie jak po maśle, zdecydowana mniejszość zastanawia się nad swoim życiem, nawet na pogrzebach. Natomiast czasy zarazy niewątpliwie sprzyjają refleksji u każdego, kto ma w użyciu szare komórki.

Mądrzy psychologowie tłumaczą, że poważne kłopoty pozwalają się nam rozwijać i umożliwiają głębsze spojrzenie na życie. Nie chodzi tylko o słynną maksymę: co cię nie zabije, to cię wzmocni. Niewątpliwie bywają tak trudne doświadczenia, że potrafią słabszym psychicznie osobom na zawsze odebrać radość życia. Jednak mamy też wiele przykładów na to, że w zderzeniu z trudnościami człowiek potrafi odnaleźć w sobie siłę, której sam się nie spodziewał. Ale jakąś cenę trzeba zapłacić. To nie są ogólniki. We Włoszech przestano w pewnym momencie ratować poważnie chorych na koronawirusa ludzi po sześćdziesiątce, bo leki i sprzęt wystarczały tylko dla młodszych. O takich dylematach i doświadczeniach mówimy.

Kandyjski psycholog Jordan Peterson, który uchodzi za jeden z większych autorytetów etycznych w dobie internetu, wręcz mówi, że ludzie Zachodu nauczyli się skutecznie uciekać od wszelkiego cierpienia. Skupieni na przyjemnościach tak sprytnie lawirują, by uniknąć wszelkich dylematów moralnych albo skwitować je w najbanalniejszy sposób. Żyjemy coraz dłużej i coraz wygodniej, lecz przestajemy rozumieć, po co właściwie. I przychodzi taki moment, że władza zakazuje nam wychodzić z domu, by nie rozsiewać zarazy. Nie wiadomo, co będzie dalej z pracą, rodziną i w ogóle z życiem. To wybija nas z codziennych kolein i stwarza szansę, by pomyśleć o sensie wstawania z łóżka.

Ciekawe, że w Chinach po kwarantannie wzrosła liczba rozwodów. To dobrze czy źle?

Czy wzrośnie opłata za ZUS?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie