Dolny Śląsk. Zalało im mieszkania podczas remontu dachu, który nie został zabezpieczony przed deszczem. Kto zapłaci za szkody?

Aleksandra Baj
Wkrótce po budynku chodzą służby. Strażacy wyłączają prąd w mieszkaniach i załatwiają mieszkańcom hotel. - Jak teraz pojadę do hotelu to zaleje niższe poziomy - zauważa pan Jarosław. Wraz z innymi postanawia walczyć z wodą.
Wkrótce po budynku chodzą służby. Strażacy wyłączają prąd w mieszkaniach i załatwiają mieszkańcom hotel. - Jak teraz pojadę do hotelu to zaleje niższe poziomy - zauważa pan Jarosław. Wraz z innymi postanawia walczyć z wodą. Aleksandra Baj
Udostępnij:
Sąsiedzi do 1:00 w nocy koczujący na klatce schodowej. Strumienie wody lejące się z żyrandoli. Interwencja straży pożarnej i w końcu hotel dla najbardziej poszkodowanych. Tak przedstawiała się deszczowa noc z 30 na 31 lipca dla mieszkańców jednej ze wspólnot mieszkaniowych w Obornikach Śląskich. W budynku trwa remont dachu ale membrana zabezpieczająca budowę przed deszczem została położona tej samej nocy - już po fakcie.

Mieszkańcy miewali już zacieki na ścianach w związku z trwającym remontem dachu. Jednak pracownicy zniknęli na trzy tygodnie z konstrukcji w czasie gdy pogoda niejako sprzyjała pracom i nie zabezpieczyli jej na wypadek deszczu. A ten w końcu nadszedł i był coraz bardziej intensywny.

Powiadomieni pojechaliśmy na miejsce

Pierwsze zacieki pojawiły się popołudniu. - Najpierw standardowo zaczął przeciekać sufit przy kominie - relacjonuje pan Jacek, jeden z mieszkańców. - Potem przy niezatynkowanych od miesiąca oknach. To zdarzało się już wcześniej. Ale kiedy deszcz przeszedł w ulewę, polało się wszędzie.

W najgorszej sytuacji znalazł się pan Jarosław, nomen-omen pracownik firmy Skanska. Nie pierwszy raz od rozpoczęcia remontu do jego mieszkania woda lała się strumieniem. Większość przez plafon. - Uważam, że dach nie został należycie zabezpieczony - mówi brodząc w wodzie po kostki. - Woda, którą wylewam z wiader i garnków jest żółta. Musiała zalać wełnę mineralną - dodaje.

Wkrótce po budynku chodzą służby. Strażacy wyłączają prąd w mieszkaniach i załatwiają mieszkańcom hotel. - Jak teraz pojadę do hotelu to zaleje niższe
Wkrótce po budynku chodzą służby. Strażacy wyłączają prąd w mieszkaniach i załatwiają mieszkańcom hotel. - Jak teraz pojadę do hotelu to zaleje niższe poziomy - zauważa pan Jarosław. Wraz z innymi postanawia walczyć z wodą. Aleksandra Baj

Z mieszkania numer 19 wychodzi podłamana kobieta. Prosi o wykonanie kilku zdjęć, do dokumentacji. To siostra mieszkającej tam lokatorki. Uzbierała kilka pojemników wody w niecałe pół godziny. Ratuje panele podłogowe. Karnisza już nie ma co - wypadł z mokrej ściany.

Wynajmujący mieszkania lokatorzy spod 19 stoją na korytarzu z dziećmi, bo w pokoju jednego z maluchów zrobił się pierwszy zaciek. Na schodach dwupiętrowego mieszkania stoją miski i garnki.

Chłopaki spod 18 mówią, że mają wiele szczęścia - u nich polało się tylko w jednym miejscu. Wkrótce dołączają kolejni sąsiedzi. Zalane są 2 i 3 piętro. Woda wlewa się z coraz większym impetem, co grozi także zalaniem niższych poziomów.

Sąsiedzi próbują razem dowiedzieć się czy wykonawca wyśle kogoś, kto zabezpieczy dach. Interweniuje pan Jarosław. Na ekipę czekają tak długo, że trzeba wezwać straż pożarną.

Ośmiu strażaków i dwóch członków ekipy remontowej

Strażacy z OSP Oborniki Śląskie przyjeżdżają po około 20 minutach od wezwania. Jest już po 22:00. Wkrótce pod blokiem błyskają światła niebieskich kogutów. Zanim w obliczu zagrożenia porażenia prądem i urazów spowodowanych potencjalnym oberwaniem karton-gipsów zjawiają się zawodowcy z PSP w Trzebnicy, na miejsce "pobojowiska" docierają dwaj młodzi mężczyźni z ekipy budowlanej.

Po budynku chodzą służby. Strażacy wyłączają prąd w mieszkaniach i załatwiają mieszkańcom hotel. - Jak teraz pojadę do hotelu to zaleje niższe poziomy - zauważa pan Jarosław. Wraz z innymi postanawia walczyć z wodą.

Ekipa budowlana wchodzi do budynku przed 1:00 w nocy. Młodzi mężczyźni wychodzą na dach w deszczu i ciemnościach by przybić membranę zabezpieczającą przez ulewami. Mieszkańcy boją się, że spadną... Na szczęście nie ma wypadków.

Liczą straty i nie wiedzą co z nimi będzie

Trzy dni po zalaniu wciąż nie wiedzą co będzie dalej. - Rok temu wydałem 25 tysięcy na remont mieszkania. I ono znów jest do remontu - kwituje pan Jacek przyznając, że nie ubezpieczył lokalu.

- Nawet gdybyśmy ubezpieczyli lokale to z jakiego tytułu dostalibyśmy pieniądze: remontu? Nie można ubezpieczyć mieszkania od przedłużającego się remontu dachu. A nawet jakby wypłacono nam pieniądze, czy to my mamy płacić później wyższe składki? - podsumowuje pan Jacek.

Mieszkańcy nie widzieli jeszcze umowy z wykonawcą remontu. Tylko przezorny pan Jarosław potwierdza, że firma ma polisę ubezpieczeniową. Zdążył o nią zapytać przy pierwszym zalaniu.

O zabranie głosu w sprawie poprosiliśmy firmę "Duda", która wykonuje usługi dekarskie we wspólnocie Trzebnicka 16. - Od początku inwestycji były problemy. Wspólnota późno uzyskała kredyt, a kiedy już do tego doszło, na zebraniu zarząd wspólnoty wstrzymał prace do sezonu letniego, kiedy występuje więcej anomalii pogodowych - mówi Paweł Duda.

Należy tu wspomnieć, że członkowie zarządu nie mieszkają w budynku, który w sobotnią noc uległ zalaniu. Trudno też było się z nimi skontaktować. Mało tego, mieszkania, które wynajmują innym lokatorom znajdują się na parterze.

Wykonawca tłumaczy, że warunki pogodowe nie sprzyjają pracy na dachu, nazywając je ponadnormatywnymi. - Proces budowlany, poprawnie przebiegający technologicznie wymaga często czasu. Zwłaszcza, że w trakcie dochodzą kolejne prace, tzw. dodatkowe, co za tym idzie procedury.

Mieszkańcy wiedzą tylko, że kwota kredytu zaciągniętego na remont dachu dla 23-lokalowego budynku to 160 tysięcy złotych. - To wydaje się być sporą sumą - mówi pan Jarosław.

- Przy dzisiejszym wzroście cen materiałów i robocizny i wręcz szalejącej inflacji kwota ta jest wręcz perfekcyjna - ripostuje wykonawca. - Wiatr, deszcz i inne żywioły nigdy nie są niczyim życzeniem, a już z pewnością nie wykonawcy - dodaje.

- Ci ludzie, którzy w ostatnim tygodniu prze ulewą pracowali na dachu zdają się być tam "dla sztuki" - twierdzi pan Piotr, jeden z lokatorów drugiego piętra. - Poza tym to, co znajdujemy na balkonach - niedopałki, śmieci. Nad naszym mieszkaniem przez cały okres upałów stała butla z gazem. Nie znam się na tym ale się boję...

Przedstawiciel zarządcy budynku, firmy Major - Domus, Marcin Mielniczyk w rozmowie telefonicznej przekonywał, że firma budowlana posiada ubezpieczenie, które powinno pokryć koszty remontów. 2 sierpnia zarządca dostarczył numer polisy mieszkańcom po dokonaniu wcześniejszej inspekcji i spisaniu strat.

Mieszkańcom więc pozostaje tylko czekać na rozwój wydarzeń...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Firma DUDA i wszystko jasne.
G
Gość
ależ oni mają te rowery zabezpieczone , przed Ukr... :)

jak w Szwajcarskim Banku :)
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie