Dokuczliwy smród i zanieczyszczona woda po pożarze pod Wrocławiem. Czy tam jest bezpiecznie?

Kinga Czernichowska
Kinga Czernichowska
Wilczyce, teren po pożarze Jaroslaw Jakubczak/ Polska Press
Tydzień po wielkim pożarze w Wilczycach pod Wrocławiem, mieszkańcy w dalszym ciągu nie wiedzą, czy są bezpieczni i obawiają się skażenia środowiska. W powietrzu wciąż roznosi się okropny smród, a woda popożarowa, która może być skażona, stała w prowizorycznym zbiorniku około tygodnia. Co się tam dzieje? Sprawdziliśmy.

Przypomnijmy, pożar wybuchł na terenie hal. W jednej z nich produkowano środki do dezynfekcji. Mieszkańcy obawiają się skażenia środowiska. W tym rejonie roznosi się potworny smród.

- Z informacji, jakie nieoficjalnie otrzymałem na temat badań wynika, że woda nie jest skażona. Wiem również, że pobrano próbki gleby, jednak ich wyniki będą znane za około 4 tygodnie. Wczoraj podjąłem decyzję o podjęciu prac związanych z przepompowywaniem do szczelnych zbiorników (typu mauzer) wody popożarowej, zgromadzonej w zorganizowanym prowizorycznie zbiorniku znajdującym się w bezpośrednim sąsiedztwie drogi gminnej - mówi Wojciech Błoński.

Dlaczego tak późno? - Decyzję tę podjąłem, mając na uwadze bezpieczeństwo mieszkańców, pomimo tego iż nie jestem organem właściwym do podejmowania rozstrzygnięć w tej sprawie - tłumaczy wójt Błoński. - Konieczność jak najszybszej likwidacji powstałego po akcji gaśniczej zbiornika zgłosiliśmy do właściwych organów już w zeszłym tygodniu z jednoczesną prośbą o wyznaczenie właścicielowi terenu terminu na jej dokonanie. Proszę mi uwierzyć, że gdybym nie zadecydował wczoraj o odpompowywaniu wody zgromadzonej po akcji gaszenia pożaru, to ta woda by jeszcze stała.

Strażacy opisywali akcję jako "koszmarną", wspominali o wybuchach, które przypominały wybuchy w wyniku zapalenia się trotylu. WIOŚ w komunikacie na swojej stronie podał, że

w hali zajętej pożarem magazynowane były w dużych ilościach substancje, w tym: kwas siarkowy w ilości 1 Mg, perhydrol w ilości 13 Mg oraz kwas octowy w ilości 3 Mg i izobutanol w ilości 30 Mg.

Tyle że żadna z tych substancji nie jest wybuchowa.

- Przyczyny pożaru wyjaśnia policja. Na podstawie informacji przekazanych przez PSP, WIOŚ oraz w oparciu o nasze obserwacje na miejscu zdarzenia podejrzewamy, że wybuchy mogły być spowodowane tym, że część materiałów zgromadzono w zamkniętych szczelnie beczkach. Wysoka temperatura spowodowała wzrost ciśnienia w ich wnętrzu czego skutkiem było rozerwanie beczek, a następnie ich zawartość uległa spaleniu. Niestety, nie znamy wszystkich substancji, jakie mogły tam być. Przedsiębiorca wynajmujący spaloną halę poinformował co magazynował. Czy ta informacja jest pełna - nie jesteśmy w stanie tego w tej chwili stwierdzić. Sądzimy, że może to wyjaśnić Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska we Wrocławiu, która wszczęła na wniosek WIOŚ i wójta gminy Długołęka postępowanie w związku z potencjalną szkodą w środowisku. Dotyczy to głównie możliwości zanieczyszczenia wody i gleby w związku z pożarem i prowadzoną akcją gaśniczą. Trzeba pamiętać, że część wód gaśniczych zmieszanych z magazynowanymi substancjami przedostało się do gleby. Mamy nadzieję, że odpowiedź na pytanie, co trafiło do gleby uzyskamy po analizie próbek pobranych przez WIOŚ w ubiegły piątek - wyjaśnia Andrzej Milian, kierownik Wydziału Ochrony Środowiska w gminie Długołęka.

W pobliżu miejsca, w którym doszło do pożaru, są też pola, na których rolnicy uprawiają rzodkiewkę. Czy żywność może być skażona?

- Ukształtowanie terenu w miejscu pożaru jest takie, że wody pogaśnicze zmieszane z magazynowanymi substancjami spłynęły na ulicę Wilczycka - oba spalone budynki położone były powyżej poziomu ulicy. Na terenie zakładu nie ma kanalizacji deszczowej, a strażacy podczas akcji zabezpieczyli studzienki kanalizacji sanitarnej. Na Wilczyckiej wykonano również wał z piasku zabezpieczający przed rozlewaniem się mieszaniny dalej do pobliskiego rowu i Widawy. Zgromadzone w ten sposób wody pogaśnicze PSP przepompowała do tymczasowego zbiornika ziemnego. Biorąc pod uwagę, że teren przed spalonymi halami jest wyłożony kostką brukową, a ul. Wilczycka posiada nawierzchnię asfaltową mieszanina mogła dostać się do gruntu jedynie w obszarze nieutwardzonym między halami oraz w strefie między spaloną halą i ulicą. - dodaje Andrzej Milian i dodaje: - Tak duża ilość przechwyconych wód pogaśniczych, to przecież 23 tysiące litrów, oraz sprawna akcja strażaków pozwala nam sądzić, że uprawiane na okolicznych polach warzywa nie stanowią zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi zwłaszcza, że wody w ciekach sąsiadujących z pogorzeliskiem nie zostały skażone. Potwierdzają to badania WIOŚ.

Na podstawie badań wiemy, że wody w ciekach sąsiadujących z pogorzeliskiem nie zostały skażone. Ale to sytuacja "na teraz". Niewykluczone, że badania powtórzone za jakiś czas dadzą inne wyniki. Z kolei na próbki gleby musimy jeszcze poczekać około czterech tygodni.

Woda popożarowa trafiła w ostatnich dniach do 23 zbiorników typu mauzer. Część z nich (12 sztuk) została zakupiona przez gminę, 11 zapewnił właściciel hali, w której doszło do pożaru. Wyłapano 23 000 litrów wody popożarowej, która mogła stanowić zagrożenie. Z uwagi na to, że wciąż nie wiadomo na pewno, czy nie doszło do skażenia środowiska, a także chcąc wyjaśnić niejasności, gmina przygotowała doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa.

Rząd przyspiesza luzowanie obostrzeń

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie