Do Ossolineum trafiły zbiory fredrologa prof. Bogdana Zakrzewskiego

Katarzyna Kaczorowska
Na wtorkowej uroczystości w Ossolineum wśród gości nie zabrakło znanych twarzy polonistyki - był m.in. prof. Janusz Degler
Na wtorkowej uroczystości w Ossolineum wśród gości nie zabrakło znanych twarzy polonistyki - był m.in. prof. Janusz Degler fot. Paweł Relikowski
Udostępnij:
Listy, rękopisy i maszynopisy prac naukowych, zdjęcia i osobiste pamiątki - we wtorek oficjalnie Barbara Zakrzewska przekazała do zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu archiwum swojego zmarłego dwa lata temu męża, profesora Bogdana Zakrzewskiego.

Był jedną z legendarnych postaci wrocławskiej polonistyki, z którą związany był od 1952 roku. Wybitny historyk i badacz literatury specjalizował się w twórczości dwóch wielkich epoki romantyzmu: Adama Mickiewicza i Aleksandra hr. Fredry. Obu poświęcił wiele artykułów i książki, m.in. "Natus est Pan Tadeusz", "Dwaj wieszcze: Mickiewicz i Wernyhora", "Potomstwo Pana Tadeusza", "Fredro i Fredrusie", "Fredro z paradyzu" czy "Fredro nie tylko komediopisarz". I nic dziwnego, że na wczorajszej uroczystości w refektarzu dawnego konwiktu jezuitów obecni byli nie tylko Barbara Zakrzewska, najbliżsi profesora i dr Adolf Juzwenko, dyrektor Ossolineum. Przyszli też m.in. profesorowie - witkacolog Janusz Degler i wybitny znawca epoki romantyzmu Jacek Kolbuszewski.

Prof. Zakrzewski "wyszedł" poza polonistyczne mury instytutu przy pl. Nankiera, kiedy w 1970 roku przywiózł z ukraińskich Rudek... palec Fredry. Sprawa stała się głośna w latach 80., kiedy historię mauzoleum Fredrów w "Gazecie Robotniczej" opisała Lena Kaletowa, ale profesor szukał miejsca, gdzie można by palec pochować, aż do 1989 roku. Zgodził się ks. prałat Jan Onufrów, proboszcz kościoła pw. św. Maurycego. Kciuk - w miedzianym, wyściełanym czerwonym pluszem puzderku z różą na wieczku - wmurowano w zewnętrzną południową ścianę świątyni. Razem z poświadczeniem autentyczności sporządzonym przez prof. Bogdana Zakrzewskiego i opatrzonym pieczęcią parafialną.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jurek
Nie sztuka czytać Reymonta i snobować się rzucając cytatami - sztuką jest rozumieć, co się czyta.
J
Jurek
Jak profesory umierają, to dowiadujemy się, że każdy był wybitny i w ogóle talent jakich mało. Więc czemu polska nauka leży i kwiczy, skoro mamy samych "wybitnych" naukowców?
l
leniuch102
„Świnia, gdyby rozumowała o orle, dajmy na to, rozumowałaby podobnie"
t
taka prawda
Takich mamy właśnie "naukowców". Coś tam sobie dłubią do szuflady, przeważnie o historii albo literaturze, ewentualnie jeszcze o filozofii, a polska gospodarka korzyści z nich nie ma żadnej. Na dodatek to wszystko powiedziało już przed nim 100 innych osób. Nie dziwię się, że pisał do szuflady, ciekawe gdzie publikował ten "wybitny historyk i badacz literatury" poza acta universitatis vratislaviensis, wydawnictwami własnego zakładu i innymi pokonferencyjniakami z lokalnych konferencji w Pcimiu Wielkim? Historyków i badaczy literatury ci u nas dostatek, prawdziwych naukowców ze świecą szukać. Polska ponoć ma najwięcej profesorów w Europie, tymczasem pod względem osiągnięć naukowych jesteśmy w dalekim ogonie we wszelkich możliwych rankingach.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie