Czterdzieści lat temu generał Mirosław Hermaszewski poleciał w kosmos

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
archiwum
Udostępnij:
Z generałem brygady Mirosławem Hermaszewskim, pilotem Wojska Polskiego, lotnikiem i kosmonautą, pierwszym i jedynym Polakiem, który poleciał w kosmos

Czterdzieści lat temu, 27 czerwca 1978 roku, razem z Piotrem Klimukiem na statku Sojuz 30 poleciał pan w kosmos, jako jedyny do tej pory Polak...

Rzeczywiście było to bardzo dawno...

Ale wspomnienia z tego lotu wracają?

**Jak mogą nie wracać. Uczestniczyłem w niezwykłym wydarzeniu. Ono pod każdym względem było wyjątkowe. To było coś, czego jeszcze do tej pory nie przeżyliśmy jako Polacy. Poza tym dla mnie jako dla pilota to było nowe wyzwanie. Miałem polecieć bardzo daleko, bardzo wysoko i na czymś, co nie ma skrzydeł.

Jako chłopiec marzył pan o lataniu. Jednak kosmos był wtedy pewnie czymś nierealnym?

Kosmos nie pojawiał się w moich marzeniach. Tak jak pani mówi, było to nierealne. Kiedy jednak w 1961 roku w kosmos poleciał Jurij Gagarin, ja to bardzo przeżyłem, chłonąłem wszystko, co dotyczyło tego lotu. Wtedy u mnie pojawiła się pewna myśl.

Jaka?

Bardzo skromna. By kiedyś w życiu zobaczyć prawdziwego kosmonautę. Chciałem wiedzieć, kim ten człowiek jest, jaki jest zdrowy, mądry, odważny. Może by mi podał rękę, bo pytania nie śmiałbym mu zadać. Ta myśl mi długo towarzyszyła. Dopiero w trakcie badań selekcyjnych, podczas których wybierano kandydatów do lotu w kosmos, kiedy z tej wielkiej grupy zostało nas dziesięciu, pojawiła się szansa na spełnienie tego marzenia. Pomyślałem, że gdybym dostał się do tej czwórki najlepszych, to pojechałbym do Gwiezdnego Miasteczka i tam na pewno spełniłbym marzenie, zobaczył kosmonautę! I tak się stało.

Pamięta pan chwilę, gdy dowiedział się, że to jednak pan poleci w kosmos?

Bardzo dokładnie pamiętam. Wcześniej musiałem przejść niezwykle skomplikowane procedury, trudne testy. Dawaliśmy z siebie wszystko. Człowiek jednak nie da z siebie więcej niż tyle, na ile przygotowany jest organizm. Kiedy po tych trzymiesięcznych badaniach u nas w Polsce, a następnie trzytygodniowych w Gwiezdnym Miasteczku, wróciliśmy do kraju, umieszczono nas w hotelu bez prawa wyjścia. Dopiero po paru dniach wezwano nas do gabinetu ministra obrony narodowej. Tam ogłoszono, że ja i Zenon Jankowski pojedziemy na szkolenie.

To była wielka chwila?

Tak i niezwykłe przeżycie. Dynamiczne, ostre, aż prawie dostałem skurczu mięśni w łydce. Nie mogłem uwierzyć, że to mnie wybrano. Rozpoczął się długi proces przygotowania, szkolenia, który trwał półtora roku. Obaj z Zenonem Jankowskim mieliśmy takie same szanse.

Miał pan to szczęście, że okazał się pan lepszy i spełniło się marzenie?

To było coś więcej niż marzenie. Moim marzeniem było to, by zostać pilotem, a potem spotkać kosmonautę. Ale polecieć w kosmos? To przekraczało marzenia. A poleciałem w kosmos, bo wybrali lepszego.

Był pan jednym z najlepszych polskich pilotów, a uprawnienia lotnicze zdobył w wieku dwudziestu lat. Chyba nie każdemu się to udaje?

Nie wiem, czy czytała pani moją książkę „Ciężar nieważkości. Opowieść pilota - kosmonauty”. Tam się pani dowie jak trudna, kręta była moja droga do latania. Wychowałem się bez ojca, którego zamordowali banderowcy. Było nas w domu siedmioro dzieci. Zawsze w tym życiu człowiek musiał patrzeć wokół siebie, coś zdobywać. Nawet na egzaminy do Szkoły Orląt w Dęblinie pojechałem bez trampek, bo nie miałem. Musiałem ćwiczyć boso.

Takie rzeczy hartują człowieka?

Myślę, że tak. Byłem komendantem Szkoły Orląt w Dęblinie. Zgłaszało się tam zawsze wielu kandydatów. Jeśli było dwóch równorzędnych, to zawsze wybierałem tego z małego miasteczka lub ze wsi. Wiedziałem, że dla takiego chłopaka będzie to wielki awans. On da z siebie wszystko, by spełnić swoje marzenia. To się zawsze sprawdzało. Tak było też ze mną. Z małego miasteczka dostałem się do Dęblina. Ludzie otoczyli mnie opieką, uczyli, wymagali. Ja też od siebie wymagałem i doszedłem do czegoś w życiu.

Spędził pan w kosmosie osiem dni. To niesamowite przeżycie?

Tam wszystko jest inne. Inny sposób poruszania się, jedzenia, orientacji. Przygotowywaliśmy się do tego półtora roku. By umieć tam pracować, wszystko postrzegać, interpretować. Wykonywać eksperymenty naukowe. Przeprowadzaliśmy eksperymenty medyczno-biologiczne, technologiczne, geofizyczne. Coś z naszego lotu musiało wynikać. Daliśmy polskiej nauce troszeczkę pożywienia.

Kapsuła, w której wylądował pan 5 lipca 1978 roku, znajduje się dziś w Muzeum Okręgowym w Sieradzu. Jak pan na to patrzy?

To osobny temat. Nie wiem dlaczego ta kapsuła jest tam tak długo. Jeśli ta kapsuła uwiera ludzi w Warszawie, bo nie jest amerykańska, to ja ją wezmę do domu, zapewnię jej godne miejsce. To nic nowego. Mojemu koledze, mongolskiemu kosmonaucie, oddano taką kapsułę, też widocznie tam kogoś uwierała. On ma ten lądownik w domu. A ja od kilku lat chcę sobie zrobić zdjęcie przy tej kapsule z moim wnuczkiem i wnuczkami, ale nie mogę, bo kapsuły nie ma w Warszawie.

W kapsule podobno znajduje się lalka, którą przed lotem ofiarowała panu córka?

Nie ma tam żadnej lalki! Nie wiem, kto takie rzeczy opowiada. Tę lalkę mam w domu. Jest ubrana w strój łowicki. Wszystko, co znajdowało się w kosmosie, ma przybity stempel poczty kosmicznej. A gdzie na laleczce można by postawić taki stempel? Chyba na pupie.

Poleciał pan w kosmos z Piotrem Klimukiem. Utrzymujecie znajomość?

Jesteśmy dalej w miłych, przyjacielskich kontaktach. Generalnie wszyscy kosmonauci na świecie tworzą jedną wspólną rodzinę. Mamy Międzynarodową Organizację Kosmonautów Świata. Spotykamy się co roku w innej części naszego globu. Przede wszystkim wyjaśniamy, jaki jest cel obecności człowieka w kosmosie, co nam to daje. Nakreślamy perspektywę i strategię na następne lata.

Minęło czterdzieści lat, a dalej jest pan jedynym Polakiem, który poleciał w kosmos. Amerykanie, jak do tej pory na taki lot żadnego Polaka nie zabrali. Dlaczego?

Amerykanie by nas zabrali, tylko trzeba było za to zapłacić. Ten lot sprzed czterdziestu lat był gestem rozpaczy, ten system zaczął się łamać. Chciano zrobić coś spektakularnego i myśmy z tego skorzystali. W tym momencie historii miałem odpowiednie predyspozycje i poleciałem. Czy jakiś Polak poleci znów w kosmos? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Tuż po moim locie wydawało mi się, że będziemy obecni w kosmosie. Tak się nie stało. To nie tylko Polska tu się zatrzymała. Inne kraje też. To są rzeczy zbyt drogie, żeby tak sobie latać. Z takiego lotu coś musi wynikać.

Żelazne zdrowie musi mieć lotnik, a kosmonauta?

Tak, zdrowie kosmonauty musi być wyjątkowe. Jednak zdrowie nigdy nie jest dane na zawsze. O zdrowie trzeba dbać. Najlepszy wiek do lotu w kosmos to czterdzieści lat. Kosmos lubi czterdziestolatków. Kiedy już się nie lata, nie zajmuje się sportem, to wychodzą jakieś problemy zdrowotne. Całe szczęście, że mam jeszcze dobrą kondycję i nie chodzę do lekarzy.

Kiedy był pan w kosmosie, zdawał sobie pan sprawę, że ten lot przechodzi do historii, bo nie da się go z niej wymazać?

Są jednak tacy, którzy chcą to zrobić. Dlatego między innymi w Warszawie nie ma tej kapsuły, by dzieci nie fotografowały się na tym tle, by nikomu się się kojarzyło z kim leciałem. Taka jest prawda, smutna, ale prawda. Niestety, takie są czasy.

Uczcił pan jakoś 40. rocznicę lotu w kosmos?

Zrobiłem to w gronie rodzin i przyjaciół, bez wielkich fajerwerków. Ale wypadałoby zauważyć tę czterdziestą rocznicę. W środę gościłem w programie Andrzeja Morozowskiego w TVN 24. Można było tam obejrzeć ciekawy film. Koledzy przysłali mi z orbity życzenia. To jest przeurocze. Oni zajęci tam robotą, pamiętają o Mirosławie. Przysłali mi półtoraminutowy film. Nie dosyć, że

Wideo

Materiał oryginalny: Czterdzieści lat temu generał Mirosław Hermaszewski poleciał w kosmos - Plus Dziennik Łódzki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie