Covid - 19. Jest szczepionka. Będzie lek? Nadzieje budzi molnupiravir

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
fot. pixabay
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Nie mamy jeszcze zarejestrowanego leku na COVID, choć w wielu ośrodkach naukowych prace nad nim są już bardzo zaawansowane. Jednym z leków budzących ogromne nadzieje jest molnupiravir.

Trudno uwierzyć, ale tylko w jednym, 2018 roku, aż 4,5 mld ludzi przemieściło się gdzieś samolotem. Oznacza to, że połowa ludzkości musiała choć raz lecieć gdzieś przed pandemią.

- Wirus z tego chętnie korzysta, bo można zarazić się nim w Ameryce Południowej i przylecieć z nim do innego kraju w ciągu jednego dnia. Jeśli przelot trwa 10 godzin, to człowiek wchodzi do samolotu zdrowy, a wysiada chory. W tym miejscu, gdzie wyląduje, będzie zakażać. Gdyby nie samoloty, samochody i transport kolejowy na długie odległości, nie mielibyśmy pandemii - twierdzą eksperci. I tak mamy 250 mln ludzi zakażonych na całym świecie.

Plagi i zarazy

- Lęk? Lekceważenie? Złość? A może inne odczucia Państwu towarzyszą na co dzień w związku z tematem „pandemia”? - pyta retorycznie dr n. med. Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej, prezes Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń. - Trzeba zadać sobie pytanie: co to jest wirus, co to jest pandemia - czy my rozumiemy te zjawiska. Czy powinniśmy bardziej lekceważyć tego wirusa, czy się go obawiać, czy wręcz bać?

Prawda jest taka, że ludzkość była, jest i będzie dziesiątkowana przez najrozmaitsze plagi i zarazy. Prawdopodobną przyczyną zarazy, która przyczyniła się jeszcze przed naszą erą do zakończenia Złotego Wieku Aten, był dur brzuszny (dawniej: tyfus). Naukowcy doszli do wniosku, że DNA uzyskane z próbek pobranych z zębów znalezionych w miejscu pochówku starożytnych Greków jest podobne do DNA współcześnie występującego organizmu wywołującego dur brzuszny, choroby przenoszonej poprzez skażoną wodę i jedzenie.

W kolejnych stuleciach różne choroby zakaźne zabijały miliony ludzi. Z powodu chorób zakaźnych ludzie umierali we wczesnym dzieciństwie.

- To był swojego rodzaju czynnik selekcyjny - uważa dr Grzesiowski. - Dziś go już nie ma. Myśmy jako ludzkość sami wypracowali sobie tę pandemię. W pewnym sensie zapracowaliśmy na nią tym, że jest nas tak wielu na świecie, i tym, że mechanizmy naturalnej selekcji przestały działać. Ludzie żyją dłużej, mamy szczepienia, antybiotyki, zaawansowane techniki medycyny naprawczej. Ludzie przestali tracić życie w sposób naturalny. Co oznacza, że jest nas bardzo, bardzo dużo. I że zachwiana została pewna równowaga.

Czego potrzeba, by rozwinęła się pandemia?

- Potrzebny jest wirus, czy w ogóle jakiś patogen, ludzie podatni na zakażenie i okoliczności sprzyjające - wylicza dr Grzesiowski.

Starzy znajomi

Czy SARS-CoV-2 to jest zjawisko, którego w ogóle nie znaliśmy?

- Otóż nie, koronawirusy to grupa wirusów, które doskonale znamy - twierdzi prof. Zbigniew Gaciong, szef Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - Wirus zidentyfikowany w grudniu 2019 roku pochodzi ze znanej rodziny Corona, która od lat 60. powodowała nawet u kilkunastu procent dzieci łagodne infekcje dróg oddechowych. Być może dlatego, że dzieci zetknęły się z nim już dawno, infekcje SARS-CoV-2 przebiegają u nich łagodnie.

O wiele gorszy finał miały następne fale. Pierwsze przypadki SARS 1 zostały rozpoznane w połowie marca 2002 roku w prowincji Guandong w Chinach. Epidemia SARS trwała od początku listopada 2002 do końca lipca 2003, po czym została opanowana. Wirus SARS w ciągu 6 miesięcy rozprzestrzenił się do ponad 30 krajów. Ostatni zarejestrowany przypadek wystąpił w sierpniu 2003 roku u pracownika laboratorium w Singapurze. Według danych WHO, na całym świecie odnotowano blisko 8,5 tys. przypadków SARS 1, z czego niespełna tysiąc chorych zmarło. Wielu zakażonych kręciło się wokół targowisk, gdzie sprzedawano żywność pochodzącą od zwierząt, które mogą być potencjalnym rezerwuarem wirusa. Dziesięć lat później pojawił się wirus MERS-CoV, który powodował „bliskowschodni zespół oddechowy”. Ten niewielki, bo liczący zaledwie 30 tys. nukleotydów wirus z rodziny koronawirusów zabił w tamtym rejonie świata ok. 40 proc. zakażonych. MERS-CoV wyizolowano po raz pierwszy od chorego w 2012 roku w szpitalu w Dżuddzie.

Natomiast wirusa SARS-CoV-2 zidentyfikowano i opracowano metodę jego rozpoznawania już po miesiącu od pierwszego zachorowania. Po roku gotowa już była skuteczna szczepionka. COVID-19 okazał się bardziej zakaźny niż grypa.

- Tak więc to nie jest tak, że jesteśmy zaskoczeni, że nietoperze dostarczyły nam nowego wirusa, a właściwie jego nową odmianę - zastrzega dr Paweł Grzesiowski. - Nietoperze były obserwowane przez wiele lat jako źródło różnych wirusów. W zależności od szerokości geograficznej mogą być one nosicielami wirusa Ebola, wścieklizny, wirusa SARS itd. W pewnym sensie przyzwyczailiśmy się, że ten latający ssak może w sobie nosić groźne patogeny i bagatelizowaliśmy to.

WHO ostrzegała

Tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia wydała w 2018 roku globalne ostrzeżenie. Mówiło ono o tym, że musimy się obawiać nieznanej nowej choroby, zapewne odzwierzęcej, może wirusowej, może bakteryjnej. Niezbyt ciężkiej, bo - według szacunków - umierać z jej powodu miała tylko jedna do pięciu osób na sto chorych. WHO radziła przygotować świat tak, by - w razie potrzeby - w ciągu trzech miesięcy rozpoznać patogen i się zabezpieczyć - albo wytworzyć szczepionkę, albo surowicę.

Czy ludzkości udało się z tego ostrzeżenia skorzystać? Wygląda na to, że nie.

Rok później pojawia się w Chinach nieznana choroba - ciężkie uszkodzenie płuc. 8 stycznia ukazuje się informacja, że jest to nowy koronawirus. Od momentu zgłoszenia przypadku do identyfikacji czynnika mija niecały miesiąc. 15 stycznia 2019 r. pierwsze sekwencje wirusa, czyli układ jego genów zostaje przekazany Światowej Organizacji Zdrowia i producentom szczepionek. Już po dwóch tygodniach rozpoczyna się praca nad ewentualnym środkiem zaradczym. W tym obszarze ludzkość zdaje egzamin na piątkę.

Niestety, same procesy produkcyjne muszą trwać, więc na szczepionkę trzeba czekać rok. Pierwsze osoby zostają zaszczepione na przełomie 2020 i 2021 roku. Aktualnie na rynku jest już 30 szczepionek, które mogą skutecznie chronić przed COVID-19.

Sami sobie jesteśmy winni

Również my, jako ludzie przyczyniliśmy się do powstania pandemii.

- Po pierwsze ludzkość dewastowała i nadal dewastuje skutecznie środowisko naturalne - wylicza dr Grzesiowski. - Pytanie: co ma środowisko do koronawirusa? Otóż ma, i to bardzo dużo. Gdyby nie to, że człowiek wniknął w siedziby nietoperzy, że wyłapuje te zwierzęta, że handluje nimi - nie byłoby tej pandemii. Zmiany klimatyczne też wiele zmieniają w ekosystemie. Niektóre wirusy przy tej nieznacznie podwyższonej temperaturze stają się bardziej aktywne. Pamiętajmy, że człowiek nie zauważa różnic temperatury rzędu jednego stopnia wzwyż, ale cały ekosystem to doskonale odczuwa i zmienia się, dostosowuje się. Po drugie - z powodu COVID-19 najczęściej umierają pacjenci z chorobami cywilizacyjnymi, z nadciśnieniem, otyłością, cukrzycą. Chorobami, na które pracujemy sami - złą dietą, niewłaściwym trybem życia. Wygląda na to, że ludzkość sama stwarza sobie czynniki ryzyka, które mogą skrócić jej życie. Spójrzmy, gdzie wirus czyni największe szkody? W Ameryce Południowej śmiertelność wskutek COVID-19 sięga 8 proc., podczas gdy w krajach rozwiniętych wynosi 1 do 2 proc. A więc system ochrony zdrowia jest ważny, podobnie jak dostęp do tlenu. W krajach azjatyckich, gdzie zachorowalność jest bardzo duża - infrastruktura tlenowa prawie nie istnieje. Gros ludzi umiera tam z powodu braku dostępu do tak podstawowego leku, jakim jest tlen.

Kampania dezinformacji

Kto by przypuszczał w 2018 roku, że lekarze będą musieli walczyć nie tylko z COVID -19, ale również z dezinformacją dotyczącą szczepień. Że to cudowne odkrycie i ten dar, który naukowcy przygotowali w ciągu roku, dar, który ratuje życie ponad wszelką wątpliwość, bo wiadomo, że osoby zaszczepione nie umierają tak często jak osoby niezaszczepione - wzbudzać będzie tak skrajne emocje. Że medyczny personel będzie atakowany, że będą podpalane punkty szczepień. - Obok pandemii mamy więc również infodemię, czyli epidemię dezinformacji - ubolewa ekspert. - Nikt nad tym nie panuje i nawet nie ma pomysłu, jak z tym walczyć. Głównym miejscem szerzenia się dezinformacji nie są media tradycyjne, gdzie łatwiej wyłapać fałsz, a sieć. W sieci można wszystko.

Jak wędrowały kolejne warianty? Wariant pierwszy, tzw. Alfa, przyleciał do nas z południowej Afryki, kolejny - z południowej Ameryki. I tak dalej, aż do Delty.

- W tej chwili uważa się, że potrzeba trzech miesięcy, by nowy wariant zdominował jakiś kontynent i szerzył się tak jak obecnie Delta - tłumaczy ekspert. - Według oficjalnych danych światowych odpowiada on za 230 mln zachorowań i 4700 zgonów. Eksperci zgodnie twierdzą, że dane, jeśli chodzi o zachorowania, są zaniżane, i to nawet czterokrotnie, a dane o liczbie zgonów - dwukrotnie. Zatem, tak naprawdę około 1 mld ludzi na świecie przeszło COVID, a 10 mln z jego powodu straciło życie.

- Oznacza to, że mimo postępu wiedzy, wirus jest w stanie pokonać najnowsze technologie, najlepsze respiratory, najlepsze leki. Ludzie, którzy mają zniszczone płuca, nie dożywają do przeszczepu - ubolewa dr Grzesiowski.

Zaniżone dane

Rzeczywista sytuacja w Polsce wygląda też nieco inaczej niż mówi wersja oficjalna. Dane tu są również zaniżone.

Dlaczego wariant DELTA SARS-CoV- 2 jest taki groźny? Bo, po pierwsze - cały czas się zmienia, po drugie - jego głównym celem jest namnożenie się i wydanie kolejnego pokolenia. Jest swego rodzaju „maszynką” do tworzenia się kolejnych wirusów. - My tak naprawdę dziś nie wiemy, jakie jeszcze warianty tego wirusa przed nami - zastanawiają się eksperci.

Aktualnie zmienia się on tak, że staje się bardziej zakaźny i jeszcze szybciej się namnaża. Zarażamy nim osoby z otoczenia już dwa dni wcześniej, nim wystąpią pierwsze objawy. I co jest bardzo niepokojące - częściowo przełamuje odporność poszczepienną. A to oznacza, że wymaga podawania szczepionki w tzw. dawkach przypominających. Obecnie trzecią dawkę szczepionki podaje się osobom z tzw. grup ryzyka, głównie z obniżoną odpornością.

Nietoperze - nasi bracia

- Równie istotny jest sposób, w jaki wirus atakuje człowieka - przekonuje dr Grzesiowski. - Okazało się, że my jesteśmy z nietoperzami jak bracia. Mamy te same białka, co powoduje, że wirus może łatwo przeskoczyć z nietoperza na człowieka. To białko AC2 wykorzystywane do leczenia nadciśnienia, chorób układu krążenia. Blokując je, możemy np. obniżyć ciśnienie tętnicze. Wirus wykorzystuje to białko atakując człowieka. Wskakuje do naszego organizmu po takiej drodze, na której nie możemy go zablokować. Nie możemy się go pozbyć, zasłonić przed nim, bo białko jest wszędzie. W komórkach układu odpornościowego, oddechowego, jest w naszych naczyniach krwionośnych, w nerkach, w narządach płciowych. Nie da się żyć bez tego białka. Wirus wykorzystuje to z premedytacją, dlatego może powodować tak wiele objawów. Chorzy skarżą się na bóle głowy, brzucha, mięśni, całego ciała. Wirus może też spowodować zapalenie mięśnia sercowego, zatorowość, udar czy zawał. Wachlarz objawów jest tak szeroki, że trudno przewidzieć, co będzie się działo. Dziś mówimy, że jest to tzw. trombozapalenie, czyli zakrzepica. Mylnie początkowo traktowana była jako zapalenie płuc, czyli choroba układu oddechowego.

Tymczasem jest to choroba całego organizmu, polegająca na aktywacji wrodzonego układu odporności, który jest w stanie tak samo nas chronić, jak zniszczyć ważne narządy. Jeżeli ten układ odporności zostanie „przejęty” przez wirusa, to tak jakby wirus zakradł się do naszego arsenału i zabrał nam naszą broń. Nie ma nic gorszego jak dywersja w naszym składzie amunicji. Dlatego, że te środki, które my mamy przeciwko zewnętrznym wrogom, zostaną przez wirusa wykorzystane do zniszczenia naszego organizmu.

Nie ma leku, jest szczepionka

Nie mamy jeszcze zarejestrowanego leku na COVID, choć w wielu ośrodkach naukowych prace nad nim są już bardzo zaawansowane. Jednym z leków budzących ogromne nadzieje jest molnupiravir. Molnupiravir to drobnocząsteczkowy inhibitor polimerazy wirusowej, który został wprowadzony do badań klinicznych przez firmę Merck. Zaledwie kilka dni temu amerykańska firma oficjalnie zadeklarowała, że do końca 2021 roku zamierza wyprodukować 10 milionów dawek tego leku. Merck zgodził się również na udzielenie licencji na lek kilku indyjskim producentom leków generycznych.

Zawsze jednak bardziej opłaca się nie chorować niż chorować i przyjmować leki.

- Jedynym sposobem obrony są szczepienia - podkreśla główny inspektor sanitarny Marek Posobkiewicz. - Dzięki szczepieniom zniknęło wiele groźnych chorób zakaźnych, takich jak choćby ospa prawdziwa, która zabijała od 40 do 95 proc. osób niezaszczepionych. Takie kraje jak Portugalia, Irlandia, Hiszpania czy Dania odniosły na tym polu ogromny sukces. Najbardziej wrażliwe grupy zaszczepiono tam przeciw COVID-19 w 98-100 procentach. Badania przeprowadzone w Izraelu dobitnie pokazały, że osoby w wieku 60 plus zaszczepione trzema dawkami mają 50-krotnie niższe ryzyko zgonu z powodu COVID-19 wywołanego przez Deltę, w porównaniu do osób, które się nie szczepiły. Nie da się wyeliminować tej choroby, ona zostanie z nami być może na kolejne dziesięciolecia, a być może i setki lat, musimy więc zacząć nauczyć się żyć normalnie z tą chorobą. Aby stało się to możliwe, musimy się szczepić.

System nie wytrzyma

Tak masowych zachorowań nie wytrzyma żaden system ochrony zdrowia, nie tylko polski. - Nie ma na świecie systemu, który byłby przygotowany na stukrotny, czy nawet tylko dwudziestokrotny wzrost liczby chorych pod respiratorami w ciągu kilku tygodni - twierdzi dr Paweł Grzesiowski. Bo nikt nie ma takich rezerw. To musi sparaliżować system, nie mówiąc o tym, że przesuwa wówczas na koniec kolejki pacjentów, którzy potrzebują pomocy z powodu innych schorzeń - kardiologicznych, onkologicznych itd. Bo kto odmówi duszącemu się człowiekowi przyjęcia do szpitala? Tymczasem ktoś, kto ma ból zamostkowy i czeka godzinami na karetkę, może mieć później nieodwracalne zmiany w sercu. Z tego powodu może nawet umrzeć. Tak naprawdę to my wciąż nie wiemy, jaki jest prawdziwy bilans strat wśród osób, które nie miały COVID-19, ale z jego powodu nie otrzymały pomocy na czas.

Bilans strat spowodowanych przez pandemię nadal jest otwarty.

Tekst powstał na bazie materiałów z wrześniowej konferencji z cyklu „Polka w Europie” organizowanej co roku od 20 lat przez Stowarzyszenie „Dziennikarze dla Zdrowia”

Jest zielone światło na szczepionki dla dzieci!

Wideo

Materiał oryginalny: Covid - 19. Jest szczepionka. Będzie lek? Nadzieje budzi molnupiravir - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie