"Co siódmy Polak może być uzależniony od nauki". Ekspert zdradza, co jest tego przyczyną

Magdalena Konczal
Magdalena Konczal
"Co siódmy Polak może być uzależniony od nauki, a więc około 15% populacji osób uczących się. Dla porównania warto jest przytoczyć, ile osób uzależnienia się od gier komputerowych: to jest mniej więcej 1-2% osób" - mówi dr Paweł Atroszko z Uniwersytetu Gdańskiego.
"Co siódmy Polak może być uzależniony od nauki, a więc około 15% populacji osób uczących się. Dla porównania warto jest przytoczyć, ile osób uzależnienia się od gier komputerowych: to jest mniej więcej 1-2% osób" - mówi dr Paweł Atroszko z Uniwersytetu Gdańskiego. Fotograf: Arkadiusz Smykowski.
Udostępnij:
Nie od gier, komputera czy używek, młodzi ludzie coraz częściej uzależniają się od… nauki. I wcale nie powinno nas to dziwić. Presja na zdobywanie coraz to lepszych ocen, nadgorliwi rodzice, pytający: „A co dostała Basia?” i system edukacji, który napędza dzieci do nieustannego siedzenia nad podręcznikami mogą doprowadzić do fatalnych konsekwencji. Dr Paweł Atroszko – psycholog z Uniwersytetu Gdańskiego, specjalizujący się w uzależnieniach behawioralnych wyjaśnił nam, gdzie szukać źródła uzależnienia od nauki i w jaki sposób mu przeciwdziałać.

Sporo się dziś mówi o różnych uzależnieniach wśród młodych ludzi: media społecznościowe, gry komputerowe, używki. Tymczasem Pan przychodzi i zaczyna głośno mówić o tym, że nastolatkowie są uzależnieni od nauki. Jestem pewna, że w wielu osobach pojawia się pytanie: „Ale jak to? Można być od tego uzależnionym?”. No właśnie… Można?

Mówi się, że co siódmy Polak może być uzależniony od nauki, a więc około 15% populacji osób uczących się. Dla porównania warto jest przytoczyć, ile osób uzależnienia się od gier komputerowych: to jest mniej więcej 1-2% osób.

Przy tych grach komputerowych chciałbym się na chwilę zatrzymać, ponieważ są najlepiej przebadane. Rozpoznaje się je jako zaburzenie w klasyfikacjach chorób i zaburzeń, oficjalnie zaliczane do uzależnień behawioralnych. Z mojej perspektywy i z danych wynika, że jest to kozioł ofiarny, na którego zwalamy wszystkie problemy, a tak naprawdę dużo większym problemem niż gry komputerowe jest na przykład organizacja systemu szkolnictwa.

Podoba mi się, jak sformułowała Pani pytanie. Wychodzimy od uzależnień, o których się dużo mówi, a więc: portale społecznościowe, gry komputerowe, ale też pornografia. I w ten sposób jesteśmy w stanie zobaczyć szerszy kontekst, a więc rosnącą skalę problemów, związanych z uzależnieniami behawioralnymi.

Skąd bierze się problem uzależnienia od nauki?
Mniej więcej w latach 70-tych wprowadzono pojęcie pracoholizmu, a więc uzależnienia od pracy. Zaczęto badać ten problem. Wiemy, że uzależnienia rozwijają się we wczesnej młodości, a więc dotykają nastolatków i młodych dorosłych. Nie inaczej jest z uzależnieniem od nauki. Młodzi ludzie nie pracują, ale uczą się. Zaczęliśmy to zagadnienie systematycznie badać i okazuje się, że faktycznie mamy do czynienia ze zjawiskiem kompulsywnego uczenia się, które ma charakter uzależnieniowy.

Ale skąd wiadomo, że jest to uzależnienie od nauki, a nie powiedzmy zwykła chęć dowiedzenia się czegoś nowego?
Wiemy to z danych ilościowych, ja się specjalizuje w dużych populacyjnych badaniach. Tam zadajemy pytania o klasyczne symptomy uzależniania i możemy ocenić, jaki odsetek populacji je przejawia. Mam na myśli: utratę kontroli, objawy odstawienne, dana osoba na przykład próbuje odpocząć, ale nie jest w stanie, bo doświadcza pobudzenia, podenerwowania, lęku czy irytacji. Typowo pojawia się takie uczucie, że człowiek nie jest w stanie usiedzieć spokojnie na miejscu dopóki nie zacznie się znowu uczyć. To są lekkie objawy, ale one mogą oczywiście przybierać większe nasilenie.

Obecnie prowadzimy też pogłębione badania kliniczne. Docieramy do takich osób i przyglądamy się temu uzależnieniu. U niektórych obserwujemy, że chcą przerwać uczenie się, odpocząć, ale nie są w stanie. Pojawia się też niepokój, lęk czy depresja i symptomy fizyczne: bóle głowy czy mięśni, problemy ze snem. Takie osoby próbują przerwać naukę, ale nie są w stanie tego zrobić. To jest taki kraniec silnego natężenia, ale to zjawisko – podobnie jak każde uzależnienie – może występować w stopniu lekkim, umiarkowanym i silnym.

Trochę już Pan o tym wspomniał, ale chciałam dopytać, jak rodzic, obserwujący swoje pilnie uczące się dziecko może poznać, czy jest ono po prostu ambitne, a może już uzależnione od nauki?
Niestety często jest tak, że to właśnie rodzice są częścią problemu. Wiemy, że dzieci pracoholików są obarczone większym ryzykiem uzależnienia się od pracy. Wynika to między innymi z tego, że rodzice zazwyczaj nie są obecni. Wówczas ich dzieci dostają warunkowe wzmocnienia, a więc rodzic zauważa dziecko tylko i wyłącznie wtedy, gdy przynosi ono jedynie piątki ze szkoły.

A co z tymi rodzicami, którzy obserwują swoje dziecko i nie chcieliby przegapić symptomów uzależnienia od nauki?
Pierwsza rzecz to całokształt funkcjonowania tego dziecka. Trzeba popatrzeć na to, czy ono ma grupę rówieśniczą, czy ma inne zainteresowania, czy tylko i wyłącznie koncentruje się na nauce. Jeżeli chodzi o gry komputerowe, które są tak demonizowane, to często stają się one elementem kontaktu z rówieśnikami.

Natomiast, jeśli dziecko wraca ze szkoły i siedzi nad lekcjami do późnego wieczora, nie ma przyjaciół czy innych form rozrywki, to już jest pierwszy sygnał, by się zaniepokoić. Warto także przyjrzeć się temu, jak dziecko reaguje na niepowodzenia szkolne, jak zachowuje się, gdy dostanie złą ocenę. Mogą na przykład pojawiać się reakcje nieproporcjonalne do tego, co się wydarzyło. Myślę, że dla rodzica, który jest naprawdę uważny, nie jest to trudne do zauważenia: dziecko jest samotne, zamyka się w sobie, staje się coraz bardziej depresyjne – to będzie widoczne.

Od nauki częściej uzależniają się kobiety czy mężczyźni? A może nie widać jakichś szczególnych różnić w zakresie płci?
W badaniach obserwujemy, że mężczyźni i kobiety uzależniają się inaczej. Mężczyzna uzależniony od nauki będzie bardziej ambitny, skoncentrowany na sukcesie i dążący do niego. Natomiast jeżeli chodzi o kobiety to, ambicja też ma znaczenie, ale prawdopodobnie uzależnienie związane jest z samooceną i takim lękowym podejściem. Najczęściej uzależniają się introwertyczne i sumienne kobiety.

Z czego to wynika?
W tym zakresie trzeba by przeprowadzić jeszcze sporo badań. Na ten moment mamy więcej hipotez, niż przeanalizowanych danych. Duże znaczenie ma tutaj pewnie to co jest, dobrze udokumentowane w literaturze psychologicznej, a więc wyniki badań, mówiące o tym, że kobiety są bardziej sumienne i ugodowe, jeżeli chodzi o osobowość. Kiedy więc rodzice czy nauczyciele będą oczekiwać od uczennicy na przykład dobrych ocen, to ona bardziej niż chłopiec, będzie próbowała temu sprostać.

Chłopcy w przypadku porażki szkolnej, często uciekają w gry komputerowe. Występuje u nich myślenie: „No dobrze, tu mi się nie powiodło, to chociaż pogram sobie w gry, to jest przyjemne”. Natomiast dziewczęta nie poddają się tak łatwo. My takie osoby cenimy kulturowo: bo ktoś dąży do celu, chce sprostać zadaniu, ale to niestety może się przerodzić w niezdrowe zjawisko. Jeśli więc miałbym stawiać hipotezę na temat tego, dlaczego dziewczynki częściej uzależniają się od nauki, pewnie szła by ona w tym kierunku.

Mówił Pan, że od gier uzależnione jest 1-2% osób, a od uczenia się może być aż 15%. Co według Pana jest przyczyną rozpowszechnienia się tego uzależniania na aż tak dużą skalę?
Ten problem jest osadzony w szerszym kontekście socjoekonomicznym: organizacji rynku pracy, dostarczanego wsparcia społecznego itd. Ja ściśle współpracuję z Uniwersytetem w Bergen, to jest uczelnia, która jest w światowej czołówce, jeśli chodzi o uzależnienia behawioralne i od lat prowadzimy badania międzykulturowe. W Norwegii osób uzależnionych jest pewnie z dwa razy mniej, przynajmniej te dane, które mamy, na to wskazują.

Różnice są takie, że w kraju skandynawskim jest dużo większe poczucie bezpieczeństwa socjoekonomicznego. Robiliśmy badania, w których mierzyliśmy poczucie niepewności socjoekonomicznej. Pytaliśmy młodych ludzi: „Czy myślisz, że jak skończysz studia, to będziesz mieć pracę i pieniądze, które pozwolą Ci przeżyć?”. W Norwegii większość studentów powie: „tak”. W Polsce dużo więcej osób ma poczucie niepewności.

A jak szkolnictwo w Polsce wpływa na skalę problemu uzależnienia od nauki?
Oczywiście do tego wszystkiego dochodzi jeszcze archaiczny, niedostosowany do współczesnego świata system edukacji. On nie działa i my wszyscy o tym wiemy. Dzieci poddawane są ekstremalnej presji, a jednocześnie nie zapewnia się im żadnego wsparcia.

System edukacji nie rozwija kompetencji emocjonalnych, a więc zdolności do samoregulacji emocjonalnej czy kompetencji społecznych. Nie mówiąc o tym, że przez ostatnie dwadzieścia lat liczba dzieci, które biorą udział w zajęciach wychowania fizycznego bardzo poważnie spadła. W tej chwili jest całkowita koncentracja tylko na jednym aspekcie dziecka: poznawczym i intelektualnym.

Jeżeli spojrzymy na to, jak jest zorganizowany system, to nie ma się co dziwić, że jest coraz więcej osób uzależnionych od nauki. My wszyscy funkcjonujemy właśnie w takim systemie, co zapewne też wpływa na skalę problemu – taką bym stawiał hipotezę.

Jak w takim wypadku przeciwdziałać uzależnieniu od nauki? Mam na myśli rozwiązania systemowe.
Ja proponuję takie rozwiązanie, które w Polsce nie cieszy się popularnością, a więc prewencja. W naszym kraju nie działa zarówno w przypadku chorób somatycznych (np. chorób serca, nowotworów itd.), ale też w przypadku problemów ze zdrowiem psychicznym.

My nie wiemy, jak to robić, ale musimy się dowiedzieć, bo skala problemu jest tak wielka, że nie jesteśmy w stanie dostarczyć indywidualnego wsparcia psychologicznego wszystkim osobom, które by tego potrzebowały, nawet wszystkim osobom uzależnionym od uczenia się. Poza tym to wsparcie byłoby bardzo nieskuteczne.

Dlaczego?
Wyobraźmy sobie, że identyfikujemy maturzystę, który doświadcza ekstremalnego stresu, lęku i depresji. Szuka wsparcia, więc idzie do psychologa i psycholog będzie mu tłumaczył, że polepszy mu się, jeśli przeformułuje swoje poglądy na życie, podejdzie do tego w inny sposób. Ale on wtedy powie: „No dobra, ale jak nie zdam matury najlepiej, jak tylko potrafię, to nie pójdę na studia, na które chciałbym pójść, a jak nie pójdę na studia, to nie będę miał pracy i nie będę miał za co przeżyć”. Oczywiście jakaś forma selekcji na studia jest konieczna, ale presja jaka obecnie istnieje w związku z tymi testami i niepewność zatrudnienia w znacznym stopniu przyczyniają się do problemów psychicznych młodych ludzi.

Jeżeli nie zajdą zmiany na poziomie systemu, to będzie bardzo trudno robić coś na poziomie indywidualnego wsparcia. Tak jak mówiłem trzeba bardziej koncentrować się na wszechstronnym rozwoju dzieci. W szkołach powinny odbywać się zajęcia z zakresu samoregulacji emocjonalnej, rozwijania kompetencji społecznych – to wszystko można by wprowadzić w program nauczania.

Kolejną kwestią jest system oceniania. Wiemy, że proces efektywnego uczenia się nie przebiega w warunkach, jakie panują obecnie w szkołach. Nauczyciel zadaje coś i później wyciąga konsekwencje odpytuje i stawia oceny. Dzieci powinny uczyć się przez eksplorację. Warto skorzystać ze sprawdzonych systemów nauczania, na przykład zainspirować się przykładem Finlandii. Rozwiązania są, trzeba by tylko usiąść z ekspertami od edukacji i zastanowić się, jak je wprowadzić.

Mocna pozycja kobiet w polskim świecie naukowców i inżynierów.

Wideo

Materiał oryginalny: "Co siódmy Polak może być uzależniony od nauki". Ekspert zdradza, co jest tego przyczyną - Strefa Edukacji

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Kolejny dzban oderwany od rzeczywistości.

Nauka kompletnie bez wartości dodanej.

Przykład: dzieci uczą się angielskiego w zasadzie od przedszkola - po 12 latach nauki przychodząc na studia powinni być przynajmniej na poziomie C1, a oni ledwo dukają, a po studiach poziom ledwie komunikacyjny...
Dodaj ogłoszenie