Ciężka praca czy igraszki nocą w szkole? Dyrektora LO zaczęła szukać policja

Tomasz Kozłowski
Julian Koziobrodzki jest dyrektorem szkoły od 1 grudnia 2012 roku. Teraz najprawdopodobniej straci swoje stanowisko
Julian Koziobrodzki jest dyrektorem szkoły od 1 grudnia 2012 roku. Teraz najprawdopodobniej straci swoje stanowisko fot. strona LO w Bogatyni
O tym, że nie warto zostawać w pracy po godzinach, boleśnie przekonał się dyrektor bogatyńskiego Liceum Ogólnokształcącego. Julian Koziobrodzki oraz jedna z zatrudnionych w szkole kobiet pracowali tak długo, że policja była zmuszona rozpocząć poszukiwania.

Rzecznik prasowy policji poinformował nas o tym, że w nocy z 20 na 21 listopada wpłynęło zgłoszenie, ale nie może ujawnić, jakiej osoby ono dotyczyło. Potwierdził jedynie, że poszukiwana osoba została odnaleziona na terenie szkoły.

Procedury są takie, że jednym z pierwszych miejsc, w których rozpoczyna się poszukiwania, jest miejsce pracy. W związku z tym funkcjonariusze bogatyńskiej policji udali się do miejscowego "ogólniaka".

Zastali zamknięte drzwi, ale zauważyli, że w jednym z pomieszczeń jest zapalone światło. Na miejsce wezwali strażaków, którzy mieli pomóc w dostaniu się do gmachu szkoły. Do wspinaczki po drabinie nie doszło, bo w porę, czyli około godziny 1 w nocy, na miejscu pojawił się pracownik z obsługi szkoły, który po prostu otworzył służbom drzwi wejściowe do budynku. Okazało się, że w gmachu liceum przebywali dyrektor oraz pracownica z administracji szkoły.

Początkowo dyrektor odmówił podania swoich danych osobowych i został przewieziony na miejscowy komisariat. Dopiero tam okazało się, że jest szefem tej placówki oświatowej.

Co robił o godzinie 1 w nocy sam na sam z pracownicą szkoły? W rozmowie telefonicznej przekazał nam, że pracował nad ważnym unijnym projektem. Przyznał także, że spożywał alkohol i nie ma nic więcej do dodania w tej sprawie. Teraz dyrektor może mieć spore problemy, bo picie alkoholu w szkole jest kategorycznie zabronione.

Starostwo powiatowe, czyli organ prowadzący szkołę, zapowiedziało szczegółowe wyjaśnienie sprawy. Niebawem ma się odbyć spotkanie, na którym dyrektor ma wytłumaczyć zajście.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Koziobrodzki zostanie odwołany ze stanowiska.

Wideo

Komentarze 57

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kuba

Patrząc na te komentarze to chyba całe ciało pedagogiczne szkoły i wszyscy znajomi pani z którą zastano "byczka z Bogatyni" już się wpisało. Jutro każą komentować uczniom:)

s
seksuolog

to pokazałeś właśnie ty, kmiocie. pewnie masz tak małego fiutka, że ciągle myślisz o "tych" sprawach.

Tylko myślisz...

J
Jan

Taka jest prawda. Różnica jest tylko taka, że szmaty nie brzydziłbym się wykręcić. To są te "elity intelektualne", które mają kształtować opinię publiczną? Wolne żarty...

w
w

Dajcie spokój facetowi. Został dłużej w pracy i tyle!

G
Gość

...i kobitki lecą na nich.

ż
żona

Julek, wracaj do domu. Nic się nie stało :D

N
Nicpoń

Nie rozumiem przesłania mimo szerokiej definicji.
Może też ja zostałem źle zrozumiany;-)

l
latin

I właśnie słychać głosy oburzonego tłumu, który skanduje "na szafot", albo "na stos".
A po prostu trzeba ocenić co jest AFERĄ, a co aferką na miarę mieściny zabitej dechami (wiem, bo się tu urodziłam). Nikt nikogo nie zabił, nie pobił, nie okradł, nie wręczył łapówki.
W kraju, w którym to dzieci są winne pedofilii m.in. księży, człowiek który wieczór spędził w biurze, zostając po godzinach (jeszcze nie wiemy i pewnie się nie dowiemy po co dokładnie), jest po prostu zwykłym człowiekiem jak każdy z nas, a to co tam robił, to osobna sprawa, raczej do wyjaśnienia w gronie rodzinnym niż na forum całego miasta.
Ponieważ jednak miasto żyć czymś musi, podobnie "internet", więc Ci najbardziej niewinni pierwsi rzucają kamieniami. Totalna żenada...

l
latin

Nie o to chodzi, czy coś się stało, czy NIC SIĘ NIE STAŁO.
Chodzi o miarkowanie AFERY i afery. Nikt nie powiedział, że wszystko było OK, ale tak naprawdę poza oskarżeniami byle pismaka nie wiemy nic, a już wydajemy wyroki. W kraju, w którym to dzieci są winne pedofilii m.in. księży taka nagonka na kogoś (dorosłego) kto wieczór spędził w biurze z koleżanką (również dorosłą) jest co najmniej zastanawiające.
Jeśli rzeczywiście COŚ WIĘCEJ BYŁO, jak to sugeruje Bylepismak, to bardziej problem rodzinny pana i pani przyłapanych na gorącym uczynku, niż problem całego miasta, które nie ma się czym zająć i o czym mówić. Teraz ma... i od razu coś się dzieje i jest ciekawiej.

N
Nicpoń

Afera koperkowa, mydlenie oczu...

N
Nicpoń

O rety nic się nie stało!

l
latin

Małe miasto, to i małe sprawy urastają do rangi wielkich afer, które dla większości z nas są chlebem powszednim. Ani to nic nadzwyczajnego, że ludzie zostają po pracy, czy to pracując, czy po prostu spędzając ze sobą czas - nie ma co wnikać co było ważniejsze, czy kieliszek do opróżnienia, żale do wylania, czy miłe chwile poza domem.
Zastanawiające jest to, że zaledwie kilka godzin po prawdopodobnym spodziewanym powrocie do domu, ktoś powiadomił policje. Poza tym, na zdrowy rozum kto powiadamia policję, bo mąż/żona kilka godzin do domu nie wraca - w czasach telefonów komórkowych i stałego kontaktu.
Może więc nie chodziło o "szukanie zaginionej/go" tylko o zemstę dobrze poinformowanych lub zdradzanej żony lub męża. Bez względu na wszystko, reakcja podejrzanie szybka, podejrzanie sprawna i skuteczna. Biorąc pod uwagę duuuużą rotację na tym stanowisku w ciągu ostatnich lat, można się domyśleć, że nie była to przypadkowa akcja.
Co do picia, czy innych aktywności w miejscu pracy - przecież nie byli w pracy... żaden uczeń, czy pracownik nie widział alkoholu, czy zapitego nauczyciela (a przecież te mury różne rzeczy już widziały).
I na koniec, podzielam opinię poniżej - jakim prawem gazeta po nazwisko dowala ludziom, dodatkowo zamieszczając ich zdjęcia, sugerując wszystkie grzechy świata.
Podstawową zasadą prawa jest: podejrzany tak długo jest niewinny, jak długo nie udowodni mu się winy... A tu mamy: oskarżenie, skazanie, wyrok i jego wykonanie (lincz) - do tego bez żadnej ochrony danych osobowych i ochrony wizerunku, na upublicznienie których zgodę wydaje sąd.
Ręce opadają.

P
Pio

Dno - to poniżej Faktu czy tym podobnych brukowców.

s
stop ponurakom

Wyluzuj się chopie......

s
staszek

większdośc co napisałem po kilku dobrych piwkach lub przy drinku otrzymały dofinansowanie pisane na trzeźwo ani jeden.

Dodaj ogłoszenie