Chrzan to był szok, później już jakoś poszło. Obcokrajowcy o polskich świętach

Marta Wróbel
Irlandka Grace Sexton w Killiney, dzielnicy Dublina archiwum prywatne
Irlandka, Hindus i Portugalczyk święta wielkanocne spędzą w domu - we Wrocławiu. Grace Sexton, Kartikey Johri i Joao de Sousa cieszą się Wielkanocą po polsku, łącząc naszą tradycję z tradycjami swoich krajów.

O tym, że stolica Dolnego Śląska jest miastem spotkań, wiedzą doskonale Irlandka Grace Sexton, Portugalczyk Joao de Sousa i Hindus Kartikey Johri. We Wrocławiu znaleźli swój dom, tutaj spędzą Wielkanoc w gronie rodziny i bliskich znajomych.

Kartikey: Mazurek, masala, maślanka i mąka z ciecierzycy

Wrocław. Druga połowa lat 80. Kartikey Johri jest na pierwszym roku studiów informatycznych na Politechnice Wrocławskiej. To jego pierwsze święta wielkanocne w życiu. Nic dziwnego, że je przegapił.

- To były moje najnudniejsze święta w życiu. Szedłem ulicą i zastanawiałem się: dlaczego wszystkie sklepy i restauracje są zamknięte? - śmieje się wychowany w hinduizmie Johri.

Siedzimy w jego restauracji Masala Grill & Bar, która mieści się we Wrocławiu przy ul. Kuźniczej. Zamawiam mango lassi - napój na bazie jogurtu i mango, który w Indiach pije się dla orzeźwienia, samosy - chrupiące pierożki z nadzieniem ziemniaczanym z dodatkiem groszku i orzechów nerkowca i aromatycznej masali. Kartikey zachęca mnie jeszcze do spróbowania chai latte - herbaty z mlekiem, kardamonem i innymi przyprawami. Mam przed sobą sporo jedzenia, ale to nic w porównaniu z tym, ile dań trafia na stół Hindusów w ich najważniejsze święta - kilkudniowe Diwali (święto świateł, podczas którego zapala się lampki i wymienia prezentami) czy Rathajatra, tzw. święto rydwanów, które w czerwcu lub lipcu pojawiają się na ulicach indyjskich miast.

- Pamiętam moją pierwszą Wielkanoc tutaj, dlatego Masala będzie otwarta także w święta - mówi Kartikey Johri, który postanowił otworzyć restaurację cztery lata temu z miłości do jedzenia i do gości, których nigdy u niego i jego żony Magdaleny w domu nie brakowało.

Restauracja to dla Johriego pasja, zajmuje się jeszcze prowadzeniem firmy konsultingowej. I promowaniem indyjskiej kultury, także wśród znanych znajomych, takich jak Marek Niedźwiecki, Robert Makłowicz i Jarosław Kret.

Wielkanoc spędzi z żoną, synami, bratem, który też mieszka we Wrocławiu - założył tu rodzinę. I wieloma znajomymi z różnych krajów świata.

- Dla mnie w święta bardzo ważna jest atmosfera. Gotować będzie żona. Już nie mogę się doczekać. Zjemy późne, rodzinne śniadanie. Uwielbiam żurek i ciasta - mazurek, makowiec i mój ulubiony sernik. Nie przepadam za mięsem, więc nie jem białej kiełbasy. To zostało mi jeszcze z dzieciństwa - opowiada Kartikey. Pochodzi z miasta Kasganj w stanie Uttar Pradesh w Indiach. A do Polski trafił dzięki mamie naukowcu, która znalazła informację o stypendium na Politechnice Wrocławskiej.

Na świątecznym stole u Johriego pojawi się też być może jego ulubiona zupa z... maślanki i mąki z ciecierzycy - indyjski przysmak. Najlepiej na świecie gotuje go jego polska żona.

Święta w klimacie Irlandii. Czytaj dalej na następnej stronie

Grace: Czekoladowe jajka i gorące bułeczki z... krzyżem

Grace Sexton przyjechała z Dublina do Wrocławia siedem lat temu w sprawach zawodowych. Pół roku później zdecydowała się tu zostać.

- Spodziewałam się postkomunistycznego klimatu rodem z Syberii. Na miejscu czekała mnie jednak fantastyczna niespodzianka. Wrocław to europejskie miasto, w którym od razu poczułam się świetnie. Poznałam tu też świetnych ludzi - opowiada Irlandka, która pomaga zagranicznym podmiotom i firmom w znalezieniu w stolicy Dolnego Śląska nowego lokum. Grace jest też redaktor naczelną gazety "The Wrocław International", do której o bieżących sprawach piszą mieszkający we Wrocławiu obcokrajowcy.

- Jestem katoliczką, tak jak większość Polaków. Podoba mi się to, że w Wielką Sobotę święcicie w koszyczku pokarmy, tego u nas nie ma. A także to, że polska rodzina w święta trzyma się razem. Teraz staram się robić podobnie - twierdzi Grace.

Irlandka mówi, że brakuje jej podczas polskich świąt czekoladowych jajek z nadzieniem i tzw. hot cross buns - maślanych bułeczek z rodzynkami i narysowanym na nich lukrem... krzyżem.

Rok temu podczas Wielkanocy była na odprawianej w języku angielskim mszy świętej we wrocławskim kościele pw. św. Karola Boromeusza przy ul. Kruczej. Zgodnie ze wspomnieniami z dzieciństwa, uroczysta kolacja to dla niej jagnięcina, ziemniaki i warzywa. Jednak dziś Grace i jej siostra są wegetariankami, więc przygotowują własne jedzenie.

- Wciąż mam nadzieję spróbować baranka wielkanocnego z ciasta, liczę, że kiedyś któryś z polskich przyjaciół mnie na niego zaprosi! - śmieje się Irlandka.

Suszony dorsz i...żurek, czyli święta Joao. Czytaj dalej na następnej stronie

Joao: Suszony dorsz, jarmuż ze śmietaną, chrzan i ryż z ziemniakami
- Na początku wszystkie potrawy z chrzanem były dla mnie szokujące. A teraz to właśnie je lubię najbardziej - opowiada Portugalczyk Joao de Sousa, od dziesięciu lat we Wrocławiu. Przyjechał tutaj dla kobiety. Śpiewa, komponuje i gra na gitarze w zespole Joao de Sousa & Fado Polaco.

Współpracował m.in. ze Smolikiem i Mikromusic. Można go też oglądać w czwartej edycji programu "X Factor" w TVN-ie. W rodzinnym Porto Wielkanoc świętował jagnięciną z warzywami i ziemniakami z... ryżem. U nas je się albo jedno, albo drugie, tam ziemniaki i ryż lądują na talerzach obok siebie. Z rozrzewnieniem wspomina też przygotowywany przez mamę jarmuż ze śmietaną i suszonego dorsza. Zdarzyło się, że rodzicielka wysyła mu go z Portugalii pocztą.

- Co prawda jemy go głównie na Boże Narodzenie, ale kojarzy mi się z rodzinnymi stronami, więc jadłem go także podczas Wielkanocy - uśmiecha się de Sousa. I dodaje:- Od trzech lat spędzam ją tutaj i zasmakowałem w polskiej kuchni. Bardzo lubię żurek. Teraz bardziej lubię polskie jedzenie w Wielkanoc, a portugalskie w Boże Narodzenie.

Joao pochodzi z mało religijnej rodziny, ale nasiąkł tradycjami, które są tam żywe. Przeniósł na polski grunt pełne marcepanu i świeżych migdałów potrawy, które uwielbia. W Polsce zje też "smażenicę". - To danie z różnych smażonych mięs i jajka, z chrzanem. Pochodzi ze Wschodu - mówi Joao.

Nie znam tego dania. Miło dowiedzieć się czegoś o naszej kuchni od Portugalczyka.

Wideo

Materiał oryginalny: Chrzan to był szok, później już jakoś poszło. Obcokrajowcy o polskich świętach - Gazeta Wrocławska

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Sława

Pan Hindus wymienia słowo Rathajatra-święto rydwanów,a u nas w kraju pełno Rataji,Ratajczyków
Rataj-sanskryt Rathesta-z awesty walczący na rydwanie
Genetyka już potwierdziła,że to Słowianie stworzyli kulturę Ariów,tę ktróra stworzyła piękno Indii
Jajeczko,pisklę,Wesołych Świąt życzę!

N
Nowoczesny Obywatel

nie przestrzegasz norm cywilizacyjnych, w szczegolnosci dyrektywy gender

wobec tego zglaszam Cie do policji swiatopogladowej, dostaniesz 3 punkty karne

pamietaj, 10 punktow to odebranie praw rodzicielskich

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Chrzan to był szok, później już jakoś poszło. Obcokrajowcy o polskich świętach

F
Faajna

Fajna ta Irlandka. Taka męska! :D

Czy ktoś to redaguje przed publikacją? Czy wrzucacie na głupa?

Dodaj ogłoszenie