Cezary Przybylski: Za koalicję z PiS-em spadł na mnie ogromny hejt, a czas pokazał, że mieliśmy rację [NASZA ROZMOWA]

Maciej Rajfur
Maciej Rajfur
Cezary Przybylski reprezentuje Bezpartyjnych Samorządowców, którzy maja swoją siłę na Dolnym Śląsku.
Cezary Przybylski reprezentuje Bezpartyjnych Samorządowców, którzy maja swoją siłę na Dolnym Śląsku. Maciej Rajfur
Udostępnij:
Rozmowa z Cezarym Przybylskim, Marszałkiem Województwa Dolnośląskiego. O planach Bezpartyjnych Samorządowców na zbliżające się wybory, koalicji z PiS-em, relacjach z wrocławskimi urzędnikami i układzie sił w Urzędzie Marszałkowskim.

Maciej Rajfur: Za nami dwa duże wydarzenia samorządowe dla Wrocławia i regionu – Samorządowy Okrągły Stół i VIII Dolnośląski Kongres Samorządowy. Tę drugą imprezę zorganizował Urząd Marszałkowski, a mnie interesuje Pana zdanie na temat pierwszego wydarzenia, które zainicjował Jacek Sutryk. Został Pan zaproszony?

Cezary Przybylski: Nie zostałem zaproszony.

To dobrze, czy źle? Jak Pan to potraktował?

Na wydarzeniu został poruszony temat wsparcia Ukrainy, a województwo dolnośląskie było jednym z tych, które pomaga najbardziej w skali kraju. To dziwne, że tego zaproszenia nie otrzymałem. Żeby było jasne – nie boleję nad tym.

To pokazuje, że stosunki między samorządem województwa a władzami Wrocławia nie są najlepsze.

Mówiąc oględnie – są chłodne. Ja nie wyobrażam sobie braku współpracy między dwoma największymi samorządami w województwie. Na razie ta relacja jest słaba. Z naszej strony oczywiście pojawiła się już gotowość, ale, jak pisał Tadeusz Boy-Żeleński: „Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”.

Zarząd Województwa Dolnośląskiego uzyskał niedawno w głosowaniu wotum zaufania oraz absolutorium za wykonanie budżetu w 2021 roku. Jak Pan ocenia miniony rok?

Rzeczywiście większość radnych pozytywnie oceniła działalność zarządu za ubiegły rok. Myślę, że została zauważona ciężka praca i kwestia ugruntowania pozycji Dolnego Śląska nie tylko w Polsce, ale i w Unii Europejskiej. Jesteśmy bowiem jednym z najdynamiczniej rozwijających się regionów w całej UE. To ogromny wysiłek wszystkich Dolnoślązaków, którzy ciężko pracują na ten sukces. Naszym zadaniem jest utrzymanie tempa tego rozwoju.

Wotum zaufania i absolutorium udało się zdobyć głosami m.in. radnych Nowej Nadziei – ludzi spoza koalicji. Czy tak po prostu sami z siebie uznali, że trzeba zagłosować „za”, czy może mieli coś obiecane?

Skoro fakty świadczą o tym, że obraliśmy dobry kierunek przez ostatni rok, że zarząd realizuje swoje zadania, to nie mogli zagłosować inaczej. Szczególnie, że wszyscy wiemy, iż obecna koalicja w sejmiku jest trudna dla obu stron. Zarówno dla Bezpartyjnych Samorządowców, jak i dla PiS-u. Jednak okazuje się niezwykle korzystna dla Dolnego Śląska. I zrozumienie tej sytuacji powoduje, iż coraz więcej osób jest skłonnych przyznać, że zawiązanie koalicji z PiS-em było dobrym krokiem dla regionu. Myślę, że gdyby nie pewne dyscypliny klubowe i narzucana retoryka wynik głosowania byłby jeszcze lepszy. Nie wyobrażam sobie bowiem, że dla dobra mieszkańców Dolnego Śląska ktoś nie chce współpracować z rządem. Jednak bardzo wiele decyzji dotyczących regionu zależy właśnie od tej współpracy. Dzięki niej możemy przekonywać się na argumenty, co jest potrzebne dla nas tu na miejscu. Żeby nie decydowała za nas Warszawa. O najważniejszych dla Dolnoślązaków inwestycjach decydujemy tutaj, na Dolnym Śląsku.

Już większość kadencji 2018-2023 za nami. Jak układa się współpraca z PiS-em w ramach działań Urzędu Marszałkowskiego? Zawiązanie koalicji wywołało burzę.

Ja nawet poszedłbym krok dalej. Przypominam sobie ogromny hejt, jaki na mnie spadł z powodu tej wspólnie podjętej decyzji, że zawrzemy koalicję z PiS-em. Z perspektywy czasu widać, że mieliśmy rację. Choćby po inwestycjach. Przywołam tu nasze sztandarowe projekty dotyczące rozwoju kolei. Przecież nigdy do tej pory nie udawało się przejąć linii kolejowej, poza relacją Wrocław - Trzebnica czy Szklarska Poręba - Jakuszyce. My to zrobiliśmy, w krótkim czasie i na bardzo dużą skalę. Dalej, kwestia dofinansowania budowy nowego szpitala onkologicznego, czy budowa S3 i S8 – te inwestycje powstają. Wspólne inicjatywy można mnożyć. W KGHM, który jest największym pracodawcą na Dolnym Śląsku, dzięki obniżeniu podatku miedziowego w regionie zostaje grubo ponad 250 milionów złotych na rozwój. To także wpisaliśmy do umowy koalicyjnej i to się dzieje.

Kto właściwie rozdaje karty z tych dwóch ugrupowań? Bezpartyjni czy PiS?

Jeżeli popatrzymy na ostatnie lata funkcjonowania, weźmiemy do analizy głosowania na zarządzie i w sejmiku, to można na palcach jednej ręki policzyć różnice na głosowaniach. A na każdym zarządzie podejmujemy ponad 100 uchwał, więc odsetek odmiennych punktów widzenia jest niewielki.

Układ prawie że idealny? Dotarliście się?

To nie znaczy, że panuje absolutna idylla pomiędzy nami. Nasze różnice głównie dotyczą podejścia do praworządności, do polityki ogólnopolskiej, do stosunku do samorządów. Jako Bezpartyjni Samorządowcy jesteśmy absolutnie przeciwni centralizacji. Uważamy, że trzeba rozwijać reformę samorządową, a nie skupiać zadania na Warszawie. Samorządy się sprawdziły i gdyby nie dotychczasowe kompetencje, jakie przyznano im po 1990 roku, to nie byłoby takiego rozwoju Polski.

Jeśli w nadchodzących wyborach najwięcej głosów zbierze Koalicja Obywatelska, wtedy porzucicie PiS i będziecie się z nią dogadywać? Dzisiaj są do was w opozycji.

Do wyborów mamy sporo czasu. W dodatku wszystko wskazuje na to, że zostaną przesunięte. My nie jesteśmy ani antyPiS-em, ani antyPlatformą. Jeżeli nasz program rozwoju Dolnego Śląska będzie akceptowany i będziemy mogli go realizować, to jesteśmy otwarci. Ale sądzę, że za wcześnie jeszcze, by mówić o koalicjach, skoro wybory czekają nas za 2 lata. To kawał czasu. Wiele może się wydarzyć.

Jak Pan po ponad 3 latach ocenia pracę opozycji w sejmiku, czyli Koalicji Obywatelskiej? To konstruktywna opozycja czy raczej ta totalna?

Zauważam próbę opozycji totalnej. Jeżeli słyszę takie hasła jak „zwycięski remis”, „zwycięska porażka” o wyniku głosowań, to widzę, że przestrzeni na porozumienie i wspólną realizację celów nie ma. Opozycja głosuje tak jak my wtedy, kiedy sprawy dotyczą praworządności. Takich uchwał kilka podjęliśmy i wówczas się zgadzamy. Zgodni byliśmy także np. co do strajku kobiet. Ale generalnie porozumienia nie ma. Tam nawet nie dochodzi do refleksji, że te kierunki, które proponujemy dla Dolnego Śląska, są naprawdę dobre. A moim zdaniem należałoby się absolutnie do realizacji tych celów połączyć. Naturalnie rozumiem, że prawem opozycji jest szukanie błędów, jednak wszystko ma granice i ramy. Kiedy to zaczyna działać wbrew rozwojowi regionu i interesowi społecznemu, wtedy należałoby się zastanowić nad poparciem koalicji.

Od lat mówi się, że w polskiej polityce układ PiS-PO jest nie do ruszenia. Nikt się realnie nie liczy. Na Dolnym Śląsku, w przypadku samorządu województwa dolnośląskiego, to wygląda nieco inaczej. Odpowiada Wam taka właśnie pozycja? Gdzieś pomiędzy?

Na szczeblu samorządowym powinno być jak najmniej polityki. Zarząd województwa, ale również burmistrzowie, prezydenci i wójtowie zostali wynajęci przez społeczeństwo do realizacji pewnych celów. Do rozwoju i wzrostu zasobności życia mieszkańców. I powinniśmy pracować na wspólną rzecz. Politycy sądzą, że wszyscy obywatele są zainteresowani tym, co akurat oni robią. A wielu patrzy po prostu na skuteczność lokalnej władzy na różnych szczeblach: gminy, powiatu, czy województwa.

Nie byłoby łatwiej być pod sztandarem jednej albo drugiej partii na poziomie samorządu? Dzisiaj to dość popularne. Prezydenci dużych miast i nie tylko mocno identyfikują się z konkretnymi barwami politycznymi. Bezpartyjni robią coś na przekór tej tendencji.

Nie można realizować wielu zadań, będąc ciągle w kontrze. Oczywiście trzeba głośno mówić, co nam się nie podoba. Ale my spełniamy ambicje Dolnoślązaków. Opozycja, jeśli tak bardzo chce coś zmienić, powinna wygrać wybory i tyle. Poprzednie koalicje też nie były do końca prosamorządowe. Zabierano nam pewne kompetencje albo dokładano nam kompetencje bez odpowiednich środków finansowych na realizację zadań. Nic nie jest czarno-białe.

Jeden z radnych sejmiku województwa stwierdził jakiś czas temu, że jak wroga nie da się zwalczyć, to trzeba się z nim dogadać. To bliskie Panu podejście?

Ja nie szukam wrogów wśród ludzi. I taką politykę prowadzimy jako Bezpartyjni Samorządowcy. Choć widzę, że to zdanie ma głębszy sens. Nawet jeśli ten polityczny „wróg” robi coś dobrego, warto i należy się do niego przyłączyć i pomóc mu to realizować. Myślę, że to rozsądne i pragmatyczne podejście. To dialog buduje porozumienie.

Jak Bezpartyjni Samorządowcy podejdą do wyborów na prezydenta Wrocławia?

Na pewno wystawimy swojego kandydata. Chcemy aktywnie uczestniczyć w wyborach samorządowych, ale również przymierzamy się bardzo poważnie do wyborów parlamentarnych.

Jaki jest cel jeśli chodzi o wybory do sejmiku województwa dolnośląskiego?

Na pewno chcemy znacznie poszerzyć liczbę zdobytych mandatów, ale tych z pierwszego rozdania. Wówczas wywalczyliśmy sześć miejsc.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Jak żołnierz dawca ratuje ludzkie życie

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie