Były wojewoda Krzysztof Grzelczyk o drukarzach w opozycyjnym Wrocławiu (ROZMOWA)

Marcin Torz
fot. Paweł Relikowski
- Nie było internetu, telefonów komórkowych. Telefon stacjonarny? Luksus. Do społeczeństwa można było dotrzeć tylko za pomocą ulotek i pism tzw. drugiego obiegu. Stąd tak wielka rola drukarzy - mówi Krzysztof Grzelczyk, który opowiada o książce "Solidarność drukująca. Wrocławscy drukarze podziemni".

Dlaczego napisał Pan książkę o wrocławskich opozycyjnych drukarzach?

Ta książka jest częścią serii wydawniczej, którą wspiera wrocławska Solidarność. Pojawiają się w niej ludzie ważni dla Solidarności, ale też nieco zapomniani. Przyjęliśmy kryterium, że w pierwszej kolejności piszemy o ludziach zmarłych. Jednak zaznaczam, że cała opisana przeze mnie piątka była nie tylko drukarzami. To były bardzo ważne osoby dla całego antykomunistycznego podziemia. Ich życie było niezwykle ciekawe, a dokonania wzbudzają największy szacunek.
Chciałbym podkreślić znaczenie słowa drukowanego w tamtych czasach. Nie było wówczas internetu, telefonów komórkowych, a nawet posiadanie telefonu stacjonarnego było luksusem. Media były całkowicie kontrolowane przez komunistyczne państwo. W tej sytuacji z jakimkolwiek przekazem niezależnym od władzy można było dotrzeć do społeczeństwa tylko za pomocą ulotek czy pism tzw. drugiego obiegu. Stąd tak wielka rola drukarzy w działalności podziemia.

Jednak nie były to osoby, które w stu procentach zgadzały się z ideałami "S". Podkreślali to Pana goście podczas spotkania promującego książkę.

Na pewno tak było czasami, że drukowali teksty, z którymi mogli się nie zgadzać. Ale na pewno nie było tak, że odrzucali wszystkie ideały Solidarności, że się z nimi nie zgadzali. To naturalne. Pamiętajmy, jaka była Solidarność. To był masowy, 10-milionowy ruch. Trudno oczekiwać, że wszyscy mieli jednakowe poglądy. Ważny był jednak wspólny cel: zmiana systemu, nikt z nas nie chciał komunizmu. Wszystkich tych drukarzy łączył moralny sprzeciw wobec niesprawiedliwości komunistycznego państwa.

To prawda, że bohaterowie wywodzili się ze środowiska hipisów?

Tak, aż czterech z pięciu była hipisami. Całe ich środowisko komunistyczna władza tępiła, nie pasowali do modelu społeczeństwa socjalistycznego. Dlatego też pewnie łatwiej było im związać się z opozycją lat 70., a później z Solidarnością. Dzięki temu, że byli zaprawieni w boju - w końcu milicja bezwzględnie ich zwalczała - bez kłopotu weszli w środowisko opozycyjne. Bezpieka ich biła, wsadzała do więzień, podpalała drewniane chaty w Bieszczadach, w których mieszkali... Cóż więc dla nich znaczyło kolejne zatrzymanie na 48 godzin?

Jak wyglądała praca podziemnego drukarza?

Pracowali w bezpiecznych miejscach. W zakonspirowanych mieszkaniach musiało być wszystko, co było potrzebne do pracy i do życia na czas druku, czyli na tydzień-dwa. Sami nie mogli wychodzić na zewnątrz. Jeśli trzeba było uzupełnić żywność, to robiła to zaufana osoba z zewnątrz. Drukarze opuszczali mieszkania dopiero, gdy skończyli swoją pracę. Dzięki takim środkom bezpieczeństwa wpadek było niewiele.

Kim byli przedstawieni przez Pana drukarze?

Antoni Roszak. Był najlepszym drukarzem podziemia. Pracował też w Warszawie w NOW-ej. Był również cenionym poetą, zdobywał nawet nagrody w konkursach poetyckich. Z kolei Krzysztof Gulbinowicz organizował pomoc dla osób uzależnionych od narkotyków i to już w latach 70, jeszcze przed Kotańskim. Dużo pisał, zaczynał w "Biuletynie Dolnośląskim", potem sam zakładał i redagował różne pisma. Był też autorem opowiadań (m.in. "Pocztówki z Workuty"). Wiesiek Moszczak był znakomitym drukarzem, pracował przez cały stan wojenny. To właśnie on wydrukował pierwszy "wojenny" numer związkowego pisma "Z Dnia na Dzień", kolportowany już dzień po wprowadzeniu stanu wojennego. Piotr Starzyński - bez niego nie byłoby tak mocnej opozycji we Wrocławiu. Miał bardzo dobre relacje z KOR-em. Współtworzył Studencki Komitet Solidarności i był inicjatorem Klubu Samoobrony Społecznej we Wrocławiu. Z "Majorem" tworzył Pomarańczową Alternatywę. Tomek Wacko - bardzo zaangażowany w działalność opozycyjną. Był rzecznikiem SKS, potem organizował NZS. W połowie lat 80. był jednym z aktywniejszych działaczy ruchu Wolność i Pokój. Po upadku komuny działał dalej, ale już za granicą. Dużo ryzykował, aby pomagać ludziom - działał w Komitecie Helsińskim, był na Bałkanach podczas wojny, działał w byłych republikach sowieckich. Był tam, gdzie coś się działo.

DALSZY CIĄG WYWIADU NA 2. STRONIE

13 grudnia, wraz z trójką drukarzy, został Pan aresztowany.

Najpierw trafiliśmy, jak wszyscy internowani, do więzienia przy ul. Kleczkowskiej. Wtedy nie były przygotowane jeszcze specjalne więzienia dla politycznych, tzw. internaty. We Wrocławiu byliśmy do Wigilii. Wtedy zostaliśmy przetransportowani do Grodkowa. Trafiłem tam razem z Roszakiem i Starzyńskim. Wacko trafił do Nysy, dwaj pozostali drukarze ukrywali się. Wigilia przy Kleczkowskiej wyglądała tak, że dostaliśmy od klawiszy świerkowe gałązki. Dzięki temu udało się stworzyć w celi namiastkę świątecznego klimatu. Trwało to jednak krótko, bo nagle - po kilku godzinach - pojechaliśmy do Grodkowa, gdzie dotarliśmy późnym wieczorem i już nie było mowy o żadnych świętach. Tam jednak nasza sytuacja w jakimś sensie się ustabilizowała. Dano nam prawo do codziennego spaceru, mogliśmy wychodzić z cel, mogliśmy też brać prysznic - początkowo raz w tygodniu, potem, po interwencji Czerwonego Krzyża - dwa razy w tygodniu. Przy Kleczkowskiej - udogodnienia nie do pomyślenia. Jednak w sylwestra pojawiły się kłopoty. Najpewniej dlatego, że część klawiszy miała wolne, zostaliśmy wsadzeni do cel, bez prawa wyjścia. Doszło do buntu. Kryminalnego doświadczenia nie mieliśmy, ale z grubsza wiedzieliśmy, co trzeba robić, więc po prostu wrzeszczeliśmy przez okna tak, że na mieście było nas słychać, waliliśmy metalowymi naczyniami o drzwi i kraty. Zrobiła się zadyma. Przyjechał specjalny oddział milicji. Wytypowano sześciu prowodyrów, w tym mnie. Trafiłem do Brzegu, Sylwestra więc spędziłem w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Później przewieźli mnie znów do Grodkowa.

W książce wymienia Pan znanych dziś posłów: Adama Lipińskiego i Stanisława Huskowskiego. Co robili w opisywanych czasach?

Obu ich poznałem w Studenckim Komitecie Solidarności, w latach 70. Staszek jest nieco starszy ode mnie, wtedy był już po studiach, ale wciąż trzymał się przy SKS-ie, bo to była jedyna organizacja opozycyjna w tym czasie. Później byliśmy w Solidarności. Z Adamem było podobnie, też poznaliśmy się w SKS, później działaliśmy w Solidarności, a dziś jesteśmy razem w PiS. Mimo że ze Staszkiem nasze polityczne drogi po odzyskaniu niepodległości się rozeszły, to w tamtych latach byliśmy razem.

Dziwi mnie, że takiej książki nie można kupić...

To prawda, ale nie oznacza to, że książki nie da się zdobyć. Większość nakładu trafiła do Zarządu Regionu Solidarności, część jest też w miejskich bibliotekach oraz w szkolnych. Niestety, nie można jej kupić w księgarniach.

***


Krzysztof Grzelczyk

Urodził się w 1957 roku. Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego - Instytutu Nauk Politycznych. W okresie PRL działał w opozycji demokratycznej. Od 1978 był rzecznikiem Studenckiego Komitetu Solidarności, w 1979 współzałożycielem i rzecznikiem KSS Ziemi Dolnośląskiej. W sierpniu 1980 roku wspomagał strajk w MKS we Wrocławiu. Działacz Solidarności, w stanie wojennym internowany. Po upadku komunizmu, samorządowiec i wojewoda dolnośląski. W 2007 został odznaczony przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W tym samym roku odznaczony również Honorowym Krzyżem Sybiraków, a rok później Medalem Pro Memoria. Od 2003 zaangażowany w walkę o prawa człowieka na Białorusi i Ukrainie. Wspiera mniejszość polską w tych krajach.

Książka "Solidarność drukująca. Wrocławscy drukarze podziemni"

Książka opisuje życie i pracę opozycyjnych drukarzy, którzy w czasach PRL działali na Dolnym Śląsku. Krzysztof Grzelczyk przedstawia jednak nie tylko samych bohaterów, ale też wiele innych wątków z tych trudnych czasów. Książki nie można kupić, ale można ją wypożyczyć, na przykład w miejskich bibliotekach publicznych.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
jak się nie ma z czego utrzymywać (wojewodą pisowskim to on już nie będzie), to wziął się za pisanie wspominek z cyklu "opowieści przy kominku" dziadka Krzysia

do IPN-u panie Grzelczyk - może tam jest etat z publicznej kasy
J
Jerzy
o! Znowu pisowski Grzelczyk (pseudonim kaskader) w Gazecie Robotniczej

on jak Lenin - wiecznie żywy

miesiąc bez Grzelczyka w Gaz. Robot. miesiącem straconym!

ostatnio czepił się ornamentów w urzędzie wojewódzkim, bo skojarzyły mu się ze swastyką - prostak!
k
kontra
z upływem czasu coraz więcej kombatantów i znawców przedmiotu,pojawił się następny.
Dodaj ogłoszenie