Było sobie miasto u kresu, do którego wytrwale dążyli jego...

    Było sobie miasto u kresu, do którego wytrwale dążyli jego mieszkańcy

    Małgorzata Matuszewska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Podczas czytania tej książki można dostać zawrotu głowy, odkrywając kolejne warstwy, gubiąc się w labiryncie szczegółów, opowieści poruszających, zabawnych, czasem dramatycznych, ale zawsze barwnych.
    Było sobie miasto u kresu, do którego wytrwale dążyli jego mieszkańcy

    ©Wydawnictwo Amaltea

    „Medgidia, miasto u kresu” Cristiana Teodorescu to kolejny tom (po świetnej książce „Matei Brunul” Luciana Dana Teodorovici), którym wrocławskie, młode Wydawnictwo Amaltea, przybliża czytelnikom literaturę rumuńską. Cieszę się, że całość poprzedza wstęp autora, napisany specjalnie do polskiego wydania, pozwalający zorientować się w burzliwych dziejach Rumunii (coraz bardziej modnej, ostatnio wiele osób wybiera się właśnie tam na wakacje). Smutne, że, jak pisze Cristian Teodorescu, „choć wydaje się to niewiarygodne, również i dziś część ludności Rumunii nie tylko nie zna historii swojego kraju, ale w dalszym ciągu jest ofiarą wymazywania zbiorowej pamięci”.
    Wielkie wydarzenia historyczne przeplatają się z mniejszymi i całkiem drobnymi wypadkami, tworząc niezwykłą mozaikę. Migoczącą, aż oczy bolą. Cristian Teodorescu reportażowo-poetycką mozaikę złożył ze 103 szkiców. Ich bohaterami są: restaurator Stefanek, kobieciarz i namiętny karciarz, kelner marzyciel Januszek, niegdyś pracujący w Orient Expressie, zasadniczy major Scipion, jego żydowska kochanka, lekarka Lea, safandułowaty sędzia, listonosz Claudiu – po godzinach skrytobójca, żołnierze niemieccy i radzieccy oraz dziesiątki innych barwnych postaci. Nie ma tu fabuły linearnej, przygody bohaterów (użyłam tego słowa, choć nazwanie czyjegoś życia „przygodą” odejmuje mu ważności, ale jest tu adekwatne) przeplatają się i zazębiają, a zagłębiający się w szkice czytelnik jest coraz bardziej zaintrygowany. Bo nie tyle jest tu ważne: „co dalej?”, ale „jak to zostało napisane?”. Świetnie, zaskakująco, w formie opowiadań, więc właściwie można czytać książkę, zaczynając w dowolnym miejscu. Teodorescu zaprasza czytelnika do swoistej gry i poszukiwań. Gdzie właściwie jest ta Medgidia i może warto zobaczyć to miasto oraz poznać jego przedziwnych mieszkańców? Przecież Teodorescu pisze, że po ukazaniu się pierwszych opowiadań, wydrukowanych w piśmie „Literacka Rumunia”, skontaktowali się z nim potomkowie bohaterów. Rozpoznali część historii, narzekali, że autor „trochę pozmyślał”.
    W „Znaku dobrobytu” spotykamy restauratora Stefanka, który znalazł kelnera Januszka, niegdyś obsługującego podróżujących Orient Expressem. Kucharka gotuje świetnie, o ile akurat nie jest pijana, a sama restauracja ma wyglądać lepiej niż bukareszteńska. Kieszonkowiec Portfel („Zegarek kieszonkowy”) przypomina batiarów ze lwowskich opowieści mojego dziadka, jest podobnie kolorowym indywiduum, a opis jego posiłku może sprawić, że czytający poczuje głód. Podobnie interesującą postacią jest Kostek z opowieści „Kostek Obserwatorium Astronomiczne” – dawny księgowy w banku, karciarz, koneser koniaków, umierający zimą z wychłodzenia, na marnej stacyjce. Mieszkańcy Medgidii niewątpliwie radzą sobie nieźle, choć niektórzy to miejska biedota. W opowiadaniu „Woda i legioniści” są opisane ich codzienne kłopoty z wodą, bo i ta z rzeczki, i ta ze studni nie była zdrowa. A kiedy już zagłębimy się w opowieść o kiepskiej wodzie, woziwodach, nagle okazuje się, że woda to niejedyny kłopot mieszkańców. Niektórzy z nich nie mogą wychodzić z domu bez gwiazdy Dawida przyszytej do rękawa. „Jak można żądać, aby hurtownik Haikis coś przyszywał na swoim pięknym palcie, albo pani Lea, doktorka, na futrze?”. W „Owczarkach alzackich sędziego” ktoś najpierw zabija z broni myśliwskiej psy i wiesza je na płocie, okna restauracji zostają wybite, a sklepik Mardarego płonie... Są też i Turcy, także mieszkający w mieście. „Kto miał przyjaciół wśród Turków – a któż ich nie miał? – szedł do nich poświętować”, pisze Cristian Teodorescu w opowiadaniu „Bajram ramadan”. Cała ta kolekcja postaci dziwnych, egzotycznych i barwnych pokazuje Europę Środkową. Bogatą swoją historią pełną zawirowań. I ludźmi, kolorowymi niczym ptaki.
    Cristian Teodorescu, „Medgidia, miasto u kresu”, tłum.: Radosława Janowska-Lascar, Wydawnictwo Amaltea 2015.

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo