Bolesławiec: Wielki przebój z buraka w Łaziskach

Mariusz Junik
Niebieski Burak powstał w 1779 roku. To jeden z najstarszych istniejących domów przysłupowych w całym regionie jeleniogórskim
Niebieski Burak powstał w 1779 roku. To jeden z najstarszych istniejących domów przysłupowych w całym regionie jeleniogórskim Marcin Oliva Soto
Do maleńkich Łazisk koło Bolesławca goście jadą z Niemiec, Holandii, a nawet z Ameryki. Co ich tu ciągnie? To nie ceramika, ale... Niebieski Burak. O małym hoteliku z wyjątkowym klimatem, który mieści się w odnowionym XVIII-wiecznym domu przysłupowym, pisze Mariusz Junik

Blue Beetroot - to oficjalna angielska nazwa niewielkiego hoteliku w Łaziskach, koło Bolesławca, który zyskał uznanie turystów z różnych stron świata. Po polsku to Niebieski Burak, który w rankingu ogólnoświatowego portalu turystycznego TripAdvisor.com znalazł się na 8. miejscu. Był jedynym polskim obiektem w kategorii "Hotele za małe pieniądze".

- Nie spodziewaliśmy się takiego wyróżnienia i naprawdę byliśmy nim zaskoczeni - przyznają zgodnie Barbara i John Ałaszewscy, którzy własnymi rękami przebudowali ponad 200-letni dom przysłupowy na przytulny hotel.

Remont zaczęli sześć lat temu. Niektórzy sąsiedzi pukali się w czoło i mówili, że dużo łatwiej, szybciej i być może taniej byłoby wybudować nowy obiekt. Jednak Barbara Ałaszewska stwierdziła, że nie miałby ani duszy, ani charakteru, ani klimatu, który mają stare budynki. Prace restauracyjne były żmudne, a w ich trakcie przydarzył się nawet pożar. Spłonęła część poddasza, ale nie zniechęciło to małżeństwa inwestorów. Wystrojem wnętrza zajmował się ich syn Jim, który pracuje jako projektant w Londynie.

Bo właśnie z Londynu pochodzi małżeństwo Ałaszewskich i stamtąd przyjechało, aby osiedlić się w Łaziskach. A nazwę ich hotelu wymyślił syn Jim. Zapytany kiedyś, z czym mu się kojarzy Polska, odparł, że z barszczem. Więc był już burak. Tylko że kolor czerwony tego warzywa był zbyt pospolity, dlatego zmienił go na bardziej intrygujący - niebieski.

- Teraz jest tu wszystko urządzone, ale jak kupiłam ten dom, to nie było tu ani prądu, ani wody. Ale zakochałam się w tym miejscu i John, choć łapał się za głowę, zamieszkał tu ze mną - wspomina Barbara Ałaszewska.

W ciągu dwóch lat wydali fortunę na doprowadzenie domu do stanu dzisiejszego. I już nie chcą wracać do zatłoczonego Londynu, w którym oboje się urodzili. Swoją emeryturę - oboje są po sześćdziesiątce - spędzą w spokojniejszym miejscu: w Niebieskim Buraku. Razem z gośćmi z wielu krajów Europy, ale i świata. Bo do Łazisk przyjeżdżają coraz chętniej goście nie tylko z Holandii czy Niemiec, ale i Ameryki.

- Przyjeżdżają kupić bolesławiecką ceramikę i zostają na dłużej - uśmiecha się pani Barbara.

I nie ma się im co dziwić. Bo Niebieski Burak to przytulny hotelik o wyjątkowym klimacie. Po wejściu do środka ma się wrażenie, że jest się w domu. Goście widzą krzątające się po kuchni kucharki, bo drzwi do kuchni są cały czas otwarte. Nic dziwnego, że popularność hotelu rośnie.

- Pokoje trzeba rezerwować co najmniej kilka tygodni wcześniej - mówi Jarosław Fink, menedżer Niebieskiego Buraka. Co prawda, wciąż niektórym klientom trzeba tłumaczyć, że jest elektryczność i nie muszą zabierać ze sobą pościeli, ale to zdarza się już coraz rzadziej.
Turyści z zapartym tchem słuchają legendy o Niebieskim Buraku. Ponoć pierwsi właściciele budynku prowadzili gospodarstwo i uprawiali buraki cukrowe. Gospodarz produkował z nich bimber. Srogą zimą 1791 roku uzbierało się tyle baryłek, że stajnia zapełniła się po sufit. Gdy tylko zima odpuściła, gospodarz załadował bimber na wóz i baryłki przykrył burakami. Ale podczas jazdy w Łaziskach na zakręcie koło stawu wóz wraz z ładunkiem zniknął pod wodą. Według legendy, do dziś na powierzchni stawu rzekomo pojawiają się pojedyncze niebieskie buraki. I jak żartuje Jarosław Fink, im częściej turyści będą zaglądać w te okolice, tym większa szansa, aby zobaczyć na tafli stawu wyjątkowego, niebieskiego buraka.

- Tę legendę lubią zwłaszcza turyści z Ameryki - mówi John.

I opowiada, jak kilka lat temu jego żona poznała w Bolesławcu Amerykanów kupujących wyroby ceramiczne. To oni pokazali jej czasopismo, które trafia do wszystkich amerykańskich baz wojskowych na świecie. Tam właśnie zamieściła małe ogłoszenie o miejscach hotelowych w Niebieskim Buraku. I to był przełom, bo od tej pory już cały czas gości Amerykanów przyjeżdżających z europejskich baz wojskowych, głównie z Niemiec. Co prawda, przyjeżdżają do Bolesławca kupić ceramikę, ale śpią w domu przysłupowym.

Bo to właśnie dzięki ceramice Barbara Ałaszewska trafiła do Łazisk. W Londynie zajmowała się sprzedażą antyków i przy tej okazji kilkanaście lat temu trafiła na słynną ceramikę z Bolesławca. - W Anglii była tylko jedna firma produkująca podobne wyroby, ale były bardzo drogie - wspomina.

Dlatego zaczęła hurtowo sprowadzać ceramikę z Polski do Anglii. Handlowała z największymi galeriami i dzięki temu często bywała w Bolesławcu, poznała okolicę i tak trafiła do Łazisk.

Od niedawna na terenie hotelu są dwa kucyki, na których dzieci i młodzież mogą uczyć się jeździć. Jest też pomysł, by w czasie wakacji wozić turystów bryczką do Bolesławca, gdzie zwiedziliby zabytki i odwiedzili sklepy z ceramiką słynną na całym świecie. Właściciele mają nadzieję, że promocja Bolesławca i okolic ściągnie tu nowych podróżnych, którzy docenią uroki dawnego życia w domu przysłupowym.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie