Bogusław Wołoszański szukał obrazu na Dolnym Śląsku

Małgorzata Moczulska
Bogusław Wołoszański rozmawia z Melittą Sallai ( w środku) w jej pałacu w Morawie Fot. użyczone
Mieszkająca w Morawie Melitta Sallai była ostatnią osobą, która w styczniu 1945 roku w pałacu pod Strzegomiem widziała wart miliony dolarów obraz „Portret młodzieńca” pędzla Rafaela Santiego. Dzieło zaraz potem zniknęło. Początkowo przypuszczano, że zostało zniszczone przez nazistów. Przeczą jednak temu informacje i ślady, które prowadziły do szwajcarskich banków, potem do Rosji i Stanów Zjednoczonych i które są dowodami na to, że obraz Rafaela istnieje, lecz jest gdzieś ukryty.

Szuka go również Bogusław Wołoszański, który w Morawie realizował swój program „Tajna historia XX wieku”. Wołoszański przyjechał do Morawy tydzień temu. Towarzyszył mu Robert Kudelski, autor publikacji na temat zaginionych dzieł sztuki, m.in. książki „Zaginiony Rafael”. Swoimi informacjami dzieliła się z nimi właśnie Melitta Sallai. Obraz widziała jako 17-letnia dziewczyna, wtedy jedna z córek rodziny von Wietersheim-Kramsta, właścicieli majątku w Morawie.

Prawdziwe dzieło sztuki
„Portret młodzieńca” to jeden z najbardziej pożądanych obrazów na świecie. Należał do założonego przez księżną Izabelę Czartoryską Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Kiedy wybuchła wojna Czartoryscy próbowali zabezpieczyć dzieła. Wywieźli je do Sieniawy. Niestety i tam dotarły oddziały niemieckie, a po rozpoczęciu okupacji Niemcy zaczęli przejmować polskie zbiory muzealne. Te najcenniejsze miały trafić do Muzeum Adolfa Hitlera w Linzu. „Portret młodzieńca” ostatecznie powrócił jednak do Krakowa i został umieszczony na Wawelu, by zdobić siedzibę gubernatora generalnego.

W 1944 roku Niemcy w obawie przed inwazją Armii Czerwonej postanowili ewakuować dzieła z Wawelu na Dolny Śląsk. Robert Kudelski w swojej książce przekonuje, że obraz Rafaela wraz z innymi zabytkami przewieziono właśnie do pałacu w Morawie.

Gdy pod koniec stycznia 1945 roku pałac opuścili właściciele, dolnośląski konserwator sztuki postanowił ewakuować zbiory do Cieplic, by później część z nich wywieźć dalej na zachód i przekazać wojskom amerykańskim. Wśród nich nie było już jednak obrazu Rafaela.

Niezwykła kobieta
Czy wiedza mieszkanki Morawy pozwoli wyjaśnić zagadkę zniknięcia działa? Przekonamy się niebawem. 92-letnia dziś Melitta Sallai to wyjątkowa postać. Po latach wróciła do Morawy, aby wspólnie z innymi członkami rodziny założyć charytatywne przedszkole, a potem Fundację św. Jadwigi.

Urodziła się w Morawie w 1925 roku w inteligenckiej rodzinie niemieckiej. Wraz z czterema siostrami i dwójką braci spędziła tu szczęśliwe i beztroskie dzieciństwo. Niestety w 1945 roku rodzina musiała szybko stąd wyjechać. Groziło im niebezpieczeństwo. Melitta trafiła do szkoły z internatem pod Berlinem. Po wojnie najpierw osiadła we Francji, gdzie pracowała jako opiekunka do dzieci, potem przeniosła się do Hiszpanii, a z niej do Wielkiej Brytanii. Tam poznała swojego męża, z którym wróciła do Niemiec. Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych mąż zmarł, a ona przeszła na emeryturę, rodzina namówiła ją na powrót do Morawy.

Morawa jej domem
Przyznaje, że początki pobytu w naszym kraju nie były łatwe. Dla wielu była Niemką, która próbuje ze starego pałacu zrobić tętniące życiem miejsce. Ludzie pukali się w głowę, kiedy opowiadała o swoich planach. Ona się jednak uparła. Otworzyła przedszkole, wyremontowała pałac i założyła fundację. Dziś jest dumą gminy i Honorowym Obywatelem Strzegomia.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Sąsiad

... kiedy się zobowiąże,to słowa dotrzymuje. Znajdzie. Koledzy z esbe pomogą.

P
Ps-kronikarz

Jakbym znalazł to bym nie oddał. Ja osobiście, a każdy zrobi jak trzeba. Po co oddawać obrazy złodziejom z wawy albo krakau. Największy hipokryta, to Gliński, który kupuje obrazy za publiczne pieniądze, a na Dl. SLASKU przycina na zabytkach. Ja osobiście zrobiłbym tajna kolekcję albo sprzedał Nowyojorczykom za grubą kase. W Polandii jak oddasz taki obraz, to od Glińskiego dostaniesz, nie powiem co, bo szkoda sie produkować.

S
Sett

Hmmm....Z taką fatalna przeszłością ten pan powinien zniknąć z TV....

Dodaj ogłoszenie