Przeglądając przedwojenną prasę i wieści ze wsi, można poczuć dreszcz emocji. W gazetach sprzed 90 lat nie brakuje mrożących krew w żyłach zbrodni, kryminalnych

pixabay.com

Następne
Przeglądaj również za pomocą strzałek na klawiaturze [1/10] Następne

Z rubryki kryminalnej przedwojennej wsi

Przeglądając przedwojenną prasę i wieści ze wsi, można poczuć dreszcz emocji. W gazetach sprzed 90 lat nie brakuje mrożących krew w żyłach zbrodni, kryminalnych zagadek i wyjątkowo bezczelnych kradzieży.

Zebraliśmy dla Was kilka historii. Pierwsza pochodzi z 1939 roku, miała miejsce w okolicach Starogardu.

Wszystko zaczęło się od kradzieży siekiery, którą stracił jeden z robotników.

Uzbrojeni w nią złodzieje usiłowali - pod osłoną nocy - okraść Józefa Bielińskiego. Właściciela ziemskiego zaalarmowały jednak ujadające psy, mężczyzna spłoszył opryszków. Ci się nie poddali - ruszyli do chlewu, gdzie zabili siekierą tucznika. Zabrali zwierzę, na miejscu zostawiając jedynie jego łeb.

Ba, po drodze ich łupem padły jeszcze cztery kaczki. Kradzieże się mnożyły... Zdesperowani gospodarze zorganizowali więc własną "straż bepieczeństwa".

Historia rolniczki-kleptomanki i inne opowieści na kolejnych stronach.

Polecamy