Będą zarzuty za tuszowanie sprawy lekarskich błędów

Marcin Rybak
Małgorzata Ossman-Bitner siedem lat czeka na odpowiedź na pytanie, czy lekarze przyczynili się do śmierci jej dziecka?
Małgorzata Ossman-Bitner siedem lat czeka na odpowiedź na pytanie, czy lekarze przyczynili się do śmierci jej dziecka? Janusz Wójtowicz
Wraca sprawa wrocławskiej prokuratorki Justyny D. i afery z zamiataniem pod dywan dwóch śledztw o błędy w sztuce lekarskiej. Prokuratura Okręgowa w Legnicy chce w środę postawić Justynie D. zarzuty przekroczenia uprawnień i poświadczania nieprawdy w dokumentach.

Czy do tego dojdzie, nie wiadomo. Justyna D. już raz była wzywana na przesłuchanie w charakterze podejrzanej o dwa przestępstwa. Ale 17 września do legnickiej prokuratury pani prokurator nie dotarła. Dlaczego? Nie wiadomo.

Prokurator Justynie D. już w maju Sąd Dyscyplinarny uchylił immunitet. Dopiero po tej decyzji prowadzący śledztwo legniccy prokuratorzy mogli wzywać swoją wrocławską koleżankę i stawiać jej zarzuty. Ale akta sprawy - wraz z wyrokiem Sądu Dyscyplinarnego - do Legnicy dotarły dopiero 1 września. Wciąż więc nie widać końca tej historii. I wciąż nie wiemy, kiedy poznamy wszystkie szczegóły niezwykle tajemniczej sprawy. Z dokumentami, które najpierw zginęły, a potem "cudem" się znalazły. I to kilkaset kilometrów od miejsca, w którym wszyscy spodziewali się, że będą.

Tymczasem minęła druga rocznica ujawnienia tego skandalu. Opisaliśmy ją w "Gazecie Wrocławskiej". Wtedy to wyszło na jaw, że w nieznanych okolicznościach zginęły akta sprawy, w której zarzuty usłyszał znany wrocławski lekarz, ginekolog Andrzej K. Było to w 2008 roku, ale od tego czasu sprawa - tak przynajmniej wynikało z dokumentów - była u biegłych z medycyny sądowej. W aktach znajdowała się nawet korespondencja z owymi ekspertami i pisma od nich.

Dwa lata temu okazało się, że dokumentów nigdzie nie ma. Nie było ich u biegłych, u których być powinny. Czyli w Zakładzie Medycyny Sądowej w Poznaniu. Zapytana o akta prokurator D. zemdlała i trzeba było wzywać pogotowie.

Gdy opisaliśmy sprawę, akta śledztwa odnalazły się - u innych ekspertów. Ktoś podrzucił je do Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku. Choć z akt wynikało przecież, że są w Poznaniu...

Natychmiast wszczęto śledztwo. Wtedy wyszło na jaw, że wcześniej zginęły akta innej podobnej sprawy. Też chodziło w nich o medyczny błąd. Sprawę zamieciono pod dywan w identyczny sposób. Wysłano ją do biegłych, do których nie dotarła. W tym drugim przypadku zamieciono bardzo skutecznie: przedawniła się.

Śledczy z Legnicy, którym polecono rzecz wyjaśnić, już w ubiegłym roku złożyli wiosek o uchylenie immunitetu Justynie D. Ich zdaniem to ona stała za ukrywaniem akt. To ona poświadczała nieprawdę w dokumentach, jakoby korespondowała z poznańskim Zakładem Medycyny Sądowej.

Ale w pierwszej instancji, pod koniec ubiegłego roku, Sąd Dyscyplinarny dla prokuratorów wniosek o uchylenie immunitetu pani prokurator Justyny D. odrzucił. Prokuratura odwołała się i dopiero sąd wyższej instancji immunitet pani prokurator z Wrocławia uchylił. Teraz Justyna D. usłyszy zarzuty i - po zakończeniu śledztwa - prokuratura będzie mogła posłać do sądu akt oskarżenia w jej sprawie.

Siedem lat trwa sprawa - CZYTAJ NA NASTĘPNEJ STRONIE

Od kilku miesięcy toczy się proces w jednej ze spraw zamiecionych pod dywan na wiele lat. Pokrzywdzoną jest Małgorzata Ossman-Bitner, a oskarżonymi profesor Andrzej K. i doktor Marek M. z Kliniki Ginekologii i Położnictwa z ul. Chałubińskiego we Wrocławiu.

Prokuratura zarzuca im nieumyślne spowodowanie śmierci noworodka i narażenie jego matki - właśnie pani Małgorzaty - na niebezpieczeństwo utraty życia. Lekarze mieli zbyt długo zwlekać z cesarskim cięciem. Efekt? Dziecko nie żyje, zagrożone było też życie matki. Podstawą oskarżenia jest opinia biegłych lekarzy. Do tragedii doszło w sierpniu 2007 roku. Nie wiemy, kiedy poznamy sądową ocenę tych wydarzeń.

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

y
ygy

nie nazywajmy szamba perfumerią...

chociaż oni, to pewnie zawartość szamba z chęcią by wypili...

O
Ont

tuszowanie? 8 fikcyjnych dochodzeń nie na temat zażaleń bo dotyczyły ,,szanowanego developera' obecnie przeglądanych akt w Prokuraturze Generalnej to bardzo podobna tendencja. z tym, ze Wrocławskiej Prokuraturze wydawało się że dochodzenie z tym samym DSem dotyczy czego innego zależnie o co pytano z różnych zakątków Polski albo z Sądu, nigdy zaś nie dotyczyło tego o co pytano w zażaleniu lub powołaniu dowodów. aż w końcu pisma zostały skatalogowane i wysłane wyżej.

a
abra

że kruk krukowi oka nie wykole .Czy potrzebny tu komentarz ?

k
kagawa

To prokuratura Wrocław Śródmieście i sprawa dotyczy SPSK nr 1? Co pan Kaucz na to?

h
haiku

rozgrzebywać śmierć dziecka na nowo...te rany, ten ból, tą bezsilność, to banalne, a takie ważne "co by było, gdyby...". Najserdeczniej Pani współczuje, jako matka Aniołka, wiem, co Pani czuje...

W
Wroclawianin

Klasyczny zabieg sledczych z dolnego slaska

J
Jamci

Sąd Dyscyplinarny dla prokuratorów wniosek o uchylenie immunitetu pani prokurator Justyny D. odrzucił. Prokuratura odwołała się i dopiero sąd wyższej instancji immunitet pani prokurator z Wrocławia uchylił

Wszystko to śmierdzi kałem na kilometr. Prawnicy bandyci, ta prokurator i Sąd Dyscyplinarny tak samo.

k
kara podwojna

ukarac to babsko bardzo surowo ... a jak bedzie dalej olewac poslki wymiar sprawiedliwosci w legnicy to przekazac sprawe wyzej

Dodaj ogłoszenie