Barbara Nowacka: W tych wyborach nie chodzi o przeżycie. Chodzi o to, by skutecznie działać w Sejmie

Arlena Sokalska, Witold Głowacki, Paweł Siennicki
Barbara Nowacka: rządy lewicy w czasach Leszka Millera były dla Polski dużo lepsze niż ostatnie dwa lata rządów Platformy
Barbara Nowacka: rządy lewicy w czasach Leszka Millera były dla Polski dużo lepsze niż ostatnie dwa lata rządów Platformy Fot. Bartek Syta
- Nie wyobrażam sobie koalicji z PiS. A z drugiej strony, koalicja z PO też jest trudna do wyobrażenia - mówi Barbara Nowacka, liderka Zjednoczonej Lewicy.

Po co Pani ta cała polityka?
Bo nie podoba mi się to, jak wygląda dziś Polska. Moglibyśmy być krajem dużo większych możliwości, dużo większej sprawiedliwości społecznej. A ja zostałam wychowana w duchu społecznikowskim: że jeśli mi się coś nie podoba, to się nie obrażam, nie chowam w piwnicy, nie wyjeżdżam za granicę, tylko próbuję coś zmienić.

Pani nie daje się zaszufladkować, wyrywa się z ram, choćby w kwestiach Smoleńska. A jednocześnie wchodzi Pani w świat w aparatczyków, karierowiczów, w świat, na który nie ma Pani wpływu. Choćby na kształt list.
Ale ja miałam wpływ na listy. Pomysł Zjednoczonej Lewicy nie zrodził się podczas któregoś posiedzenia Sejmu, tylko po wyborach prezydenckich, gdy wraz z koleżankami i kolegami, z którymi się znamy od lat, uznaliśmy, że musimy coś zrobić. Że jeśli tego nie zrobimy razem, to znikniemy ze sceny politycznej. Nie prowadziliśmy rozmów w świetle jupiterów, nie zapraszaliśmy mediów do każdej rozmowy, tylko spotykaliśmy się we własnym gronie. To nie było łatwe. Ale gdybyśmy nie mieli w sobie wzajemnie sojuszników, czyli gdyby nie było Krzysztofa Gawkowskiego czy Pauliny Piechny-Więckiewicz, nie zbudowalibyśmy tego.

Naprawdę to Pani lista i decydowała Pani, kto może się na niej znaleźć?
O ich kształcie decydowaliśmy wspólnie. Ułożenie listy to jest proces dużo szerszy niż tylko wybranie, kto jest silny w regionie. To jest spojrzenie też na koalicję, ale przede wszystkim spojrzenie perspektywiczne na kształt przyszłego parlamentu i własnego klubu.

I teraz może Pani powiedzieć: to jest moja drużyna?
W dużej mierze czuję się odpowiedzialna za kształt tych list. Wiem, że jeśli do Sejmu wejdą ci, którzy są na wysokich miejscach, będzie to sprawna i różnorodna drużyna. To zdolni młodzi ludzie, ale i starsi z dużym bagażem doświadczenia politycznego. Partie bez doświadczenia - i to nie raz pokazała polska polityka - wchodzące do Sejmu dość szybko znikały.

Leszek Miller powoli wycofuje się z życia politycznego. Nie będzie się już ubiegał o ponowny wybór na szefa SLD

Jak kobiecie takiej jak Pani współpracuje się z Leszkiem Millerem? Bo jesteście przecież jak ogień i woda.
Szanuję go. On sam się zadeklarował niedawno, że nie będzie ponownie ubiegał się o stanowisko szefa SLD. Bardzo szanuję taką postawę i tę decyzję, że oto nadchodzi zmiana pokoleniowa. Niewymuszona. Liderzy, którzy nie potrafią odejść, przegrywają. Ci, którzy potrafią się cofnąć, a zarazem zachować głos doradczy, dużo więcej wygrywają.

Wybaczyła mu Pani te szowinistyczne teksty, które się zdarzały? A może próbuje Pani wychować to starsze pokolenie lewicy?
Wychować to za duże słowo. Próbuję wychować swoje dzieci, żeby były dobrą Polką i dobrym Polakiem. Nie mam ambicji, żeby wychowywać dorosłych. Ale myślę, że należy uczyć wszystkich wrażliwości społecznej, równouprawnienia, równości. Czasami słucham posłów choćby Platformy Obywatelskiej i włos naprawdę jeży mi się na głowie. A potem ich koleżanki muszą przepraszać, np. za posła Szejnfelda.

Dlaczego tak późno stała się Pani twarzą Zjednoczonej Lewicy?
Władzy nie dostaje się od nikogo. Trzeba na nią zapracować. Jeżeli większość nie jest przekonana, że dana osoba może być liderką, tylko zostaje mianowana, to będzie miała papierową władzę. Czasem trzeba poczekać.

Ktoś blokował Pani kandydaturę?
To nie była kwestia blokowania. To była raczej kwestia dojścia do pewnej pozycji. Zanim rozpoczęła się na dobre kampania wyborcza, także sporo jeździłam po Polsce busami Zjednoczonej Lewicy.
Ciężko było to wywalczyć? Zjednoczona Lewica to koalicja, w której jeden z partnerów jest tym większym.
Nie było łatwo przekonać, że oto liderką czy osobą numer jeden będzie ktoś z mniejszej formacji. To też nie było łatwe dla ludzi z SLD. Po tych czterech latach obrażania się w Sejmie naprawdę trudne do przełknięcia było to, że na czele stanie ktoś z innej partii. Tym bardziej, że SLD jest obtłuczone przez ostatnie wybory prezydenckie.

Nieprzypadkowo zaczęliśmy od pytania, po co to Pani. Bo jednak jest Pani z innej bajki, a teraz nam opowiada o świecie partyjnych gier i układanek. Pani się naprawdę dobrze w tym czuje?
Bez dogadania się, bez negocjacji i porozumienia niczego nie da się osiągnąć. Nie tylko w polityce, w biznesie również.

Patrząc dziś na partie lewicowe na świecie, to widzimy, że one jednak powstają w opozycji do takiego świata, powstają jako ruchy społeczne, które demolują system partyjny, partyjniactwo.
Pytacie, czemu nie budujemy jak w Hiszpanii Podemos czy w Grecji SYRIZA?

Tak.
Wydaje mi się, że dziś nadrzędną wartością nie jest zaspokojenie swoich wielkich marzeń o masowym ruchu społecznym, tylko osiągnięcie pewnej skuteczności, która jest potrzebna w Sejmie.

Tym celem jest przeżycie?
Nie, tym celem nie jest przeżycie. Przeżyć można i bez obecności w Sejmie, naprawdę.

Dla Pani może nie, ale dla kolegów z SLD tak.
Mnie interesują wartości, a nie przeżycie formacji. Żeby być w Sejmie, trzeba mieć formację. Dlaczego w Hiszpanii był możliwy Podemos, a w Grecji SYRIZA? Dlatego, że tam jest inna tkanka społeczna. Społeczeństwo jest dużo bardziej obywatelskie. Ludzie chętniej włączali się w akcje społeczne. Proszę zobaczyć, ile osób u nas bierze udział w demonstracjach społecznych, politycznych, a ile tam.

Przy sprawie ACTA na ulice wyszły tysiące młodych Polaków.
Wyszły tysiące młodych Polaków, a w Grecji, Niemczech czy Hiszpanii jeszcze więcej. Kilka lat temu, gdy mieszkałam chwilkę w Wielkiej Brytanii, brałam udział w demonstracjach antywojennych. W Londynie wyszły na ulice dwa miliony ludzi. W Warszawie tych osób było 300. W tych wyborach nie chodzi o przeżycie. Chodzi o to, by skutecznie działać w Sejmie. Celem polityka jest skuteczność parlamentarna. Tej skuteczności nie da się osiągnąć, nawet budując sobie niezależną partię. Jest partia Razem, która próbuje. I całkiem nieźle jej idzie. Niezależnie i bez nikogo. Ale czy będą skuteczni?

Pani się nie boi tego, że decydując się na wielką politykę, wystawia się Pani na świecznik: utrata prywatności, zdjęcia dzieci w tabloidach. Skalkulowała to Pani? Ta gra jest warta świeczki?
Myślę, że każdy z nas, jeśli wchodzi w sferę publiczną, boi się, że jego prywatność zostanie naruszona, ale jeśli ktoś jest człowiekiem przyzwoitym, nie za bardzo ma się czego obawiać. Z drugiej strony, czy to jest cena, jaką ja bym zapłaciła za podniesienie ceny minimalnej w Polsce? Odpo-wiedź brzmi: tak. Czy to jest cena, którą bym zapłaciła za równe wynagrodzenia kobiet i mężczyzn? Tak.

To nie jest nadmierny idealizm?
Ale nawet jeśli ktoś zrobi jakieś zdjęcie, to co pokaże? Że mam dzieci? Zresztą publikowanie wizerunków dzieci jest niedozwolone bez mojej zgody. Chcę, żeby moje dzieci mieszkały w Polsce. Nie chcę, żeby wyjeżdżały. Z drugiej strony, wiem, że nie bardzo mamy wpływ na to, że ktoś nam zechce zrobić świństwo. Pamiętam, jak moja matka miała sprawę sądową z tabloidem, który próbował ją zniszczyć jakimś drobiazgiem. Można zrobić aferę nawet z tego, że piję wodę ze szklanki, która nie jest polskiej produkcji. Każdego można tak próbować zniszczyć. Nie chcę zostać posłanką dlatego, że chcę się dorobić. Bycie posłanką to nie będzie dla mnie awans społeczny czy ekonomiczny. Może i jestem nawiedzoną idealistką, ale tak mnie wychowano. Jestem głęboko przekonana, że poświęcanie swojego czasu, swojej energii opłaca się społecznie. Cała moja rodzina tak żyła: mój dziadek, moja matka, moje dzieci chodzą ze mną na manify.
Jest Pani gotowa zapłacić cenę za swoje idee, ale nie zrobiła sobie Pani selfie na meczu polskiej reprezentacji jak wielu polityków. A wiemy, że lubi pani piłkę nożną.
Trzeba jednak gdzieś w tej kampanii wyborczej zachowywać normalność. Jeśli nie chodzę na mecze przez lata, bo przyjemniej mi się ogląda piłkę nożną w domu, to pójście na stadion, żeby się ogrzać w cieple drużyny, która ma szansę odnieść sukces tylko dlatego, że są wybory, jest po prostu słabe. Dokładnie w tych kategoriach: żenujące i słabe. Rozumiem, że wszyscy się cieszą. Ja też się cieszę, gdy nasi wygrywają w piłkę nożną, którą po prostu lubię i która mnie bawi. Ale żeby z tego robić kampanię wyborczą?

Dotychczas każde środowisko polityczne, które szło razem z SLD, kończyło jako przystawka, tak było choćby z Unią Pracy, w której działała Pani mama.
My nie chcemy patrzeć na to, co było, tylko próbować zbudować coś trwalszego. Nie być w opozycji do siebie, tylko współpracować. Od powstania Unii Pracy minęło 20 lat. Inne było wtedy społeczeństwo, inne wtedy było SLD, inna była Unia Pracy. Dziś SLD, jakie spotykam, to głównie młodzi, nowi ludzie, nowi również w sensie myślenia. I myślę, może to ryzykowna teza, że dziś nie chodzi tylko o wchłonięcie kogoś, by struktury się rozbudowały, tylko o osiąganie celów politycznych niekoniecznie kosztem innych.

Ale wchodząc w układ z SLD, pozostaje Pani wciąż po tej stronie lewicy, która jest historycznie skażona przeszłością.
Jeżeli będziemy na każdą partię patrzeć z perspektywy „sprzed 1989 r.”, to nigdy nie dokonamy postępu. Bo możemy patrzeć historycznie na SLD, na PO, na PiS, tylko że minęło już pokolenie. I dziś ludzie, którzy są liderkami i liderami SLD, to są ludzie ode mnie młodsi. Mam lat 40, oni trzydzieści kilka. Co oni mają wspólnego z historią przed 1989 r.?

Ich liderem jest były sekretarz PZPR ze Skierniewic.
Jak powiedział, wycofuje się z życia politycznego. Co młodzi ludzie mają wspólnego z tamtymi czasami? Mają ponosić ciężar odpowiedzialności za kolegów? To jest tak, jakbyśmy chcieli uznawać, że każdy, kto dziś jest w PiS, ma za sobą sukcesy Porozumienia Centrum albo jeszcze lepiej jest korowcem. No czy Adam Hofman jest korowcem?

Ale czy to jednak nie jest taka skaza polskiej lewicy? Jest sporo ludzi, którzy uznają swoje poglądy za lewicowe, a jednocześnie mówią, że nigdy nie zagłosują na postkomunę. Mam na myśli 40-50-latków.
Dla mnie - szanując historię i rozumiejąc jej zawiłości - liczy się przyszłość. I oczywiście jest pewna granica w przeszłości, z którą nikt z nas nie chce mieć nic wspólnego, ale też patrzenie w przyszłość wymaga czasem odwagi powiedzenia, że to jest czyjeś dziedzictwo. Ale nie ponosi się winy za przodków ani nie nosi ich chwały. Większość ludzi o PRL ma dziś inne wyobrażenie, niż to było faktycznie. Urodziłam się w PRL i tak naprawdę pamiętam tylko te rzeczy, które były dla mnie istotne. Pamiętam kolejkę, w której stałam po mięso, pamiętam puste półki w sklepie, pamiętam, że wszyscy mieliśmy takie same buty. To jest gdzieś dalekie wyobrażenie. To pokolenie 40-, 50-latków nosi w sobie właśnie takie wspomnienie o PRL. Ale Jacek Kuroń też był politykiem lewicowym. I dla swojej skuteczności mógł pracować i głosować z ludźmi z PZPR. Okrągły Stół to było porozumienie ponad podziałami. Dwie wrogie frakcje potrafiły usiąść i się dogadać. I gdzieś ta wspólnota wybiegająca w przyszłość jest dla mnie ważniejsza niż przeszłość.

Czyli ten Leszek Miller z białymi zakasanymi rękawami ma się nam nie kojarzyć z Komitetem Wojewódzkim w Skierniewicach, tylko z przyszłością?
Niech się kojarzy, z czym chce.

Z waterboardingiem?
Nie chciałabym, żeby politycy ferowali wyroki sądowe. Sprawa jest w prokuraturze. Będzie wyjaśniona, będziemy o tym rozmawiać.
A z Biznes Center Club i sojuszem programowym może się kojarzyć?
Wiem, że lewica jest świetnym celem do walenia. Można oczywiście mówić, że wszyscy są wokół źli, tylko im bardziej mówimy, że wszyscy wokół są źli, tym bardziej sami stajemy się źli.

To w takim razie poprosimy jeden dowód na skuteczność Leszka Millera.
Wzrost PKB w czasie rządów Leszka Millera na poziomie 7 proc. Bez dotacji unijnych. Nie będę bronić poszczególnych zachowań. Ale tak, rządy lewicy bez pieniędzy unijnych były dla Polski dużo lepsze niż ostatnie dwa lata Platformy Obywatelskiej, która je miała. Tak, było też dużo błędów. Czy to oznacza, że w Sejmie nie powinno być ludzi, którzy chcą coś zrobić i coś zmienić?

Pani jest dziś bliżej do PiS czy do Platformy? Oczywiście w sensie koalicyjnym, wspólnego działania. Krytykuje Pani PO, dziś PiS mówi podobnie jak Pani, też chce zmieniać.
Po pierwsze nie wyobrażam sobie koalicji z PiS. Nie chodzi o politykę społeczną, tylko to, co mówią o wymiarze sprawiedliwości, jak chcą zmieniać politykę zagraniczną, w którym kierunku chcą prowadzić Polskę w sprawach edukacji, wymiaru sprawiedliwości. Z drugiej strony, koalicja z PO dla człowieka lewicy też jest trudna do wyobrażenia. Co by nam to miało dawać? Firmowanie ich porażek? Wydaje mi się, że dla samej formacji najlepsze byłoby kilka lat w opozycji. Zbudowanie sobie pozycji, odzyskanie wiarygodności, pokazanie skuteczności jako opozycja. Przypominam sobie też, jak wyglądała edukacja w czasach PiS, czego skutki odczuwamy do dziś. Roman Giertych dziś nie jest w sojuszu z PiS, ale niejedna osoba w tej partii będzie chciała zrobić to samo, co on. Czy jest cena, którą trzeba zapłacić, żeby powstrzymać pewne szaleństwo? Być może tak. Ale na to pytanie odpowiem, gdy zobaczę, ile jest nas w Sejmie, czy PiS ma większość i kto z PO uzyskał mandat. Nie wierzę zresztą, że Platforma pozostanie w takim składzie po wyborach. Jestem przekonana, że część osób z PO już jest mentalnie w Prawie i Sprawiedliwości.

A jest Pani pewna, że w przyszłym Sejmie będzie jeden klub Zjednoczonej Lewicy, że wytrzymacie razem?
Tak uważam.

Od słowa „uważam” do pewności jest dość daleka droga.
Nie lubię mówić zbyt mocnych słów. Na dziś jestem przekonana, że wszyscy umiemy liczyć. Silny klub to duży klub. Rozbicie się na te partyjki, z których przyszliśmy, spowodowałoby utratę skuteczności. Małe koło Zielonych, koło Twojego Ruchu, koło SLD. I co by to dało?

W tej kadencji taki był los Twojego Ruchu.
Oczywiście, że były błędy. To jest związane z powstawaniem list wyborczych.

Pytamy o ten klub, bo dość twardo mówi Pani „nie” koalicji z PiS. Leszek Miller chyba nie jest tak kategoryczny.
Zapytajcie go o to.

A Pani go pytała?
Rozmawialiśmy o tym. Janusza Palikota nikt o koalicję z PiS nie pyta, bo nikt sobie jego w niej nie wyobraża. Jarosław Kaczyński też sobie nie wyobraża. (śmiech). Ale Leszek Miller też się nie wybiera do koalicji z Prawem i Sprawiedliwością.

Pani mówi o pozostaniu w opozycji przez kilka lat. To długofalowe myślenie. To jaki jest ten cel polityczny, do którego pani dąży?
To wszystko jest wariantowe. Nie jestem takim politykiem, który przyjdzie przed wyborami i powie: Wygramy, tu taka koalicja, tu inna.
Polityka jest wariantowa. Chętnie posłuchamy o Pani wariantach.
Wykluczam więc koalicję z PiS. Z trudem dopuszczałabym jakąś inną. Jaki jest cel? Taki, żeby w tej kadencji postulaty lewicowe były realizowane w Sejmie z silną, uczciwą, zaangażowaną grupą. A w 2019 r. uzyskanie większości sejmowej.

Słowem wygrana w wyborach za cztery lata?
Tak, wtedy wygramy wybory.

I Pani zostanie premierem?
Czas pokaże, czy będę zasługiwała na taki mandat.

A dziś nie czuje się Pani trochę traktowana instrumentalnie? PO ma Ewę Kopacz, PiS Beatę szydło, to Zjednoczona Lewica też musiała wystawić kobietę, bo taki jest teraz trend.
Po pierwsze, nie musiała. Po drugie, nie sądzę, żeby kategorią wyboru było to, że akurat jestem kobietą. Byłoby nas kilka do wyboru, bo akurat mamy wiele doświadczonych pań, są też w SLD i w Zielonych. Co więcej, niektóre są ode mnie bardziej doświadczone politycznie, są bardziej obyte medialnie. Tylko że to właśnie ja tworzyłam Zjednoczoną Lewicę. I czuję się za nią odpowiedzialna.

Pani mówi: Jestem tu gdzie jestem, bo coś osiągnęłam. No właśnie, nie bolą Panią takie stwierdzenia, że dziś jest po prostu moda na kobiety w polityce?
Przyzwyczaiłam się do tego, że wszystko, co osiągną kobiety, jest kwestionowane, podawane w wątpliwość. Między innymi dlatego jestem od zawsze w ruchach kobiecych. Dzięki temu jestem przygotowana na takie sytuacje. Gdy kobieta zostaje prezeską firmy, zawsze pada pytanie „dlaczego akurat kobieta?”. Czułabym się „wstawiona”, gdybym po ostatnich wyborach do parlamentu europejskiego została wskazana jako liderka. Teraz przyszłam ze swoją siłą polityczną. Miałam zresztą propozycję startu już w wyborach w 2011 r. Uważałam, że to jest absolutnie nie na miejscu z dwóch powodów: osobistych i dlatego, że nie miałam za sobą zaplecza.

Nie męczy Pani męski świat polityki? Taki, gdzie są sami mężczyźni i Pani jako jedyna kobieta?
Staram się, żeby to nie był świat męski. Dlaczego startowałam do Parlamentu Europejskiego? Prowadziłam podczas Kongresu Kobiet szkolenie, które było poświęcone namawianiu kobiet do angażowania się w politykę, w działalność społeczną. Razem z Kazią Szczuką opowiadałyśmy tym kobie-tom, że trzeba się angażować, że nie można odrzucać propozycji startu w wyborach. Minęły cztery miesiące i dostałyśmy propozycję startu. I co, miałyśmy odmówić? (śmiech). Ale dzięki temu poszłyśmy do wyborów grupą. Po to są ruchy kobiece, by rozbijać szklany sufit, by nie dać się stereotypom, by właśnie nie zostać jedyną kobietą na ważnym zebraniu.

Jaki Pani ustawia próg sukcesu Zjednoczonej Lewicy w tych wyborach?
40 osób w Sejmie. Wolałabym więcej, ale to jest minimum skuteczności. To pozwala mieć przedstawicieli we wszystkich komisjach i zachować wpływ na wszystkie sprawy.

Głos w komisjach to ważna rzecz, 40-osobowy klub może też czasem być języczkiem u wagi w głosowaniach. Ale ciężko będzie cokolwiek innego zrobić.
Można sporo zrobić. Ważne jest też to, by wrzucać tematy do debaty publicznej. Kwota wolna od podatku jest najlepszym przykładem, jak to niewielki klub, jakim jest Twój Ruch, mógł wrzucić temat, o którym dziś wszyscy chcą debatować i rozmawiać, który jest ważny społecznie, a oczy-wiście został odrzucony. Ale dziś PiS już wie, że to jest dobry pomysł. Powoli Platforma, która głosowała przeciw, też się do tego przekonuje. Czy skuteczność musi być natychmiast? Byłoby dobrze, ale są tematy, o których trzeba mówić z mównicy sejmowej. I czasem taka niewielka grupa, nawet te 40 osób, może zablokować duże zmiany. I o to chodzi.

Wideo

Materiał oryginalny: Barbara Nowacka: W tych wyborach nie chodzi o przeżycie. Chodzi o to, by skutecznie działać w Sejmie - Polska Times

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
czarnajama
Ciekawy wywiad, Pani Barbara dobrze odpowiedziala na trudne pytania. Dobrze przykonuje by glosowac na ZL zamiast PR, i mysle ze ona i inny mlodzi ludzie wygryza starych baronow, ale kulturalnie. Napewno to jest najwieksza preszkoda dla ZL, to ze wyborcy mysla ze stawiaja na Millera i Palikota, ale trudno inaczej do tego podchodzic niz Pani Barbara to robi.
F
Farmer John
Przecież dzieci nie można deprecjonować, kiedy nie są dorosłymi, kiedy wynagają opieki. Jednak, gdyby SLD
o dzieci należycie i permanentnie dbał, i nie tylko o własne, wówczas na emigracji nie byłoby tych innych,
i których już w ilości 2,5 mln. I owszem, jest w każdej demokracji widziana lewica, i nieważnym iż niemile.
Jednak w Polsce rzeczywistej lewicy nie ma, bo jest tylko organizacja wzajemnej adoracji i wzajemnego biznesu
61
To dojdzie do wniosku, że następna warstwa poniżej należy do obecnych przyjaciół z zachodu, którzy sprzedali Polskę i robią to znowu nadstawiając przy okazji odpowiednią część do wylizania. Lepiej już jak to próbujr powiedzieć pani Nowacka patrzeć w przyszłość i dbać o przyszłość dla naszych dzieci.
F
Farmer John
(...) Na lewicę patrzyć należy jako na bezpośrednich spadkobierców komuny. PZPR nie wyrosła na naszej ziemi na
drodze ewolucji czy symbiozy. Gdyby nie „bratnia pomoc” NKWD i Armii Czerwonej, które we krwi Polaków utopiły
wolność II Rzeczypospolitej – komuniści nie mieliby szans zaistnieć nad Wisłą. Never. Nikagda. Trzecie pokolenie
resortowych dzieci - dzięki uwłaszczeniu się na polskim majątku – radzi sobie całkiem nieźle w naszej „transformacji” …
Na złej glebie nigdy nie wyrośnie nic dobrego. Skreślamy! (...)

PS. W pełni zgadzam się z głosem p. L. Makowiecki. I rzeczywiście, jedynie PiS ma program przebudowy kraju. SLD
miał nas, nas milionów wyborców, bronić przez łapczywością koleżanki PO. Ale SLD całkowicie z powołaniemI się
rozminął, bo częściej bronił koleżankę Po. Ichyba większość wyborców identycznie rozumuje, a tak właśnie myślę!
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Barbara Nowacka: W tych wyborach nie chodzi o przeżycie. Chodzi o to, by skutecznie działać w Sejmie
k
kaja
Z PIS nie można stworzyć koalicji a historia z przed lat to jedynie potwierdza, PIS idzie do sejmy po posadki i władzę, nie interesują ich żadne ustawy.
Dodaj ogłoszenie