Atalanta czy Atlantyda? Czyli jak Bergamo stało się piłkarską ziemią obiecaną [ATALANTA - REAL MADRYT, LIGA MISTRZÓW]

Marcin Bratkowski
Atalanta czy Atlantyda? Czyli jak Bergamo stało się piłkarską ziemią obiecaną Cristiano Barni/shutterstock.com/materiały prasowe
Z ulic włoskiego Bergamo przy dobrej pogodzie pięknie widać ośnieżone szczyty Alp. Miejscowemu klubowi piłkarskiemu jednak przez lata błąkania się po pograniczu Serie A i B bardzo daleko było do topu. Jednak w ostatnich latach Atalanta została odkryta dla kibiców z całego świata niczym mityczna Atlantyda, zachwycając bezkompromisowym, pięknym futbolem. W zeszłym sezonie dotarła do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, gdzie odpadła po wyrównanej walce z napakowanym petrodolarami PSG. Czy da radę Realowi Madryt?

Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział Gian Piero Gasperiniemu - trenerowi, który w 2016 roku przejął Atalantę Bergamo z misją uniknięcia spadku do Serie B - że niedługo jego drużyna będzie faworytem w starciu z największymi klubami Starego Kontynentu, pewnie szkoleniowiec tylko by się uśmiechnął. Ktoś inny mógłby parsknąć śmiechem, ale nie charakteryzujący się dużą klasą, zawsze nienagannie ubrany „Gasperson”. Skąd taki niecodzienny przydomek? Nadał go trenerowi Enrico Preziosi, prezes Genoi, który był na tyle zakochany w Gasperinim, że specjalnie dla niego zrezygnował ze swojego ulubionego zwyczaju, charakterystycznego dla włoskiego stylu zarządzania – czyli wyrzucania szkoleniowców na zbity pysk po pierwszym niepowodzeniu. W „Gaspersonie” chodziło rzecz jasna o porównanie ulubieńca do sir Aleksa Fergusona. I chociaż początkowo to zestawienie wydawało się co najmniej nie na miejscu, obecnie da się je obronić.

Cierpliwość i wilki

Tak jak początki Fergusona w Manchesterze nie były powalające, a na pierwsze sukcesy trzeba było cierpliwie poczekać, tak i obecny szkoleniowiec Atalanty nie jest typem, który wchodzi do szatni i od początku wygrywa mecz za meczem. Najbardziej bolesnym tego przykładem jest 90-dniowa przygoda z Interem Mediolan, z którego w 2011 roku został zwolniony po pięciu meczach, z których cztery przegrał. A namaścił go na to stanowisko sam Jose Mourinho.

– To wyglądało jak partia szachów. Cokolwiek bym zrobił, on już miał gotową odpowiedź i przechodził do kontrataku – mówił Portugalczyk o swoim rywalu po bezbramkowo zremisowanym meczu Interu z Genoą. Po przyjściu do Mediolanu okazało się jednak, że ten szachista potrzebuje precyzyjnie wyselekcjonowanych pionków, które rozumieją jego ruchy. Taką ekipę zbudował w Bergamo, chociaż na pierwszy rzut oka wydawało się, że materiał do pracy ma mierny.

Jednak, tak jak w filmie Moneyball, okazało się, że zawodnik nie musi być najlepszy czy najbardziej utalentowany – ma pasować do taktyki. Bo to właśnie ona jest konikiem Gasperiniego. Jego zespół ma być jak wataha wilków. – Ci z przodu nadają tempo poruszania się, za nimi są najsilniejsze wilki, które chronią wszystkich w razie ataku, z tyłu z kolei jest szef całej grupy, który ją obserwuje i dba, żeby nikt się nie zgubił – tłumaczył zawodnikom na jednej z odpraw taktycznych szkoleniowiec.

Tak też zbudował swój zespół: o sile ofensywy stanowią niezwykle dynamiczni i szybko myślący na boisku gracze typu Duvana Zapaty, Luisa Muriela czy Rusłana Malinowskiego, a za ich plecami są specjaliści od rozbijania ataków, jak Marten de Roon i Remo Freuler. Co łączy tych wszystkich zawodników? To, że zbliżają się do trzydziestki, nigdy w życiu niczego specjalnego nie osiągnęli i – do momentu, w którym ich drogi przecięły się z „Gaspersonem” – niewiele wskazywało na to, żeby mieli zostać na dłużej zapamiętani przez kibiców.

Najeść się bez „Papu”

Do tego grona, do niedawna, na pewno trzeba by zaliczyć Alejandro „Papu” Gomeza, 33-letniego ofensywnego pomocnika który w barwach Atalanty rozegrał 252 mecze, strzelił 59 goli i miał 71 asyst. Zamiast stać się ikoną, został jednak przykładem tego, że w watasze wilków nie ma miejsca na nieposłuszeństwo i chodzenie swoimi ścieżkami. Doświadczony gracz nie uszanował decyzji Gasperiniego i musiał pożegnać się z klubem, trafiając do Sevilli.

– Odsunięcie Papu Gómeza zostało podyktowane innymi czynnikami. Podjąłem taką decyzję, ponieważ musiałem znaleźć inny sposób na grę. W tym momencie potrzebowaliśmy więcej waleczności i Gomez nie dostosowywał się do wprowadzanych zmian, cierpiał w pomocy i dlatego Remo Freuler pomaga nam dużo bardziej. W poprzednich sezonach też zmienialiśmy taktykę i wtedy decyzje były przez wszystkich bardziej akceptowane niż teraz – powiedział szkoleniowiec Atalanty.

Chociaż do meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów zespół z Bergamo przystąpi już bez długoletniego kapitana, a także w trakcie niełatwego sezonu ligowego (zajmuje piątą pozycję w Serie A), to wedle bukmacherów będzie faworytem starcia z Realem Madryt. Eksperci za jedną złotówkę postawioną na Atalantę w domowym meczu zaplanowanym na środowy wieczór, zapłacą 2,32 zł (kursy za Totolotkiem). Z kolei kurs na zwycięstwo Królewskich to aż 2.92. Po części powodem takiej oceny szans jest nienadzwyczajna dyspozycja zespołu z Madrytu w tym sezonie, ale przede wszystkim to ostateczny dowód uznania dla pracy, którą pod Alpami wykonał i wykonuje Gasperini. Po zeszłorocznym zmieceniu z powierzchni ziemi Valencii i wyrównanym boju z PSG, Atalanta nie jest już ciekawostką, tylko nową siłą, z którą muszą się liczyć najlepsi na kontynencie.

Nie powstrzymywać żywiołu

Jeśli Atalanta będzie sobą, czyli zespołem, który gra szalonym pressingiem na całej powierzchni murawy, atakuje całym zespołem i wychodzi z założenia, że może stracić i pięć goli, jeśli strzeli sześć, to wszystkich kibiców futbolu czekają pasjonujące chwile przed telewizorami. „Gasperson” musi jednak uważać, żeby nie popełnić błędu z zeszłorocznego ćwierćfinału, kiedy będąc o krok od awansu zapłacił najwyższą cenę za zaprzedanie duszy diabłu i cofnięcie się do defensywy. W efekcie stracił dwie bramki w ostatnich minutach. Dla trenera i jego piłkarzy płynie z tego jedna ważna nauka – nie należy powstrzymywać żywiołu. Skoro ktoś fenomenalnie gra rock’n’rolla, nie powinno się go zmuszać do jazzu.

– Aby zbudować tożsamość i styl zespołu nie potrzeba zbyt wiele czasu. Problem jest jeden i dotyczy wyników: jeśli są, pomagają, zwłaszcza w nowym klubie. To ważne, żeby poznać charakterystykę piłkarzy i to, w czym znajdują satysfakcję. Futbol to sport wymówek. „Dlaczego zagrałeś źle?”, albo mówią „Nie byłem na właściwej pozycji”, albo „Kolega źle mi podał”. Jeśli wyeliminujesz część z tych wymówek, pójdziesz do przodu – mówi Gasperini.

I niewykluczone, że po spotkaniu z nim, to piłkarze Realu Madryt będą szukali wymówek.

Za informacją prasową

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

Boniek z kolejnym wyzwaniem

Wideo

Materiał oryginalny: Atalanta czy Atlantyda? Czyli jak Bergamo stało się piłkarską ziemią obiecaną [ATALANTA - REAL MADRYT, LIGA MISTRZÓW] - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie