Antoni Dudek: Rząd i opozycja brną w semantyczne bagno. Gdy zabraknie słów, pojawią się pięści

Agaton KozińskiZaktualizowano 
Antoni Dudek
Antoni Dudek Fot. Tomasz Hołod
- Póki co w Polsce do starć ulicznych nie dochodzi, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby w przyszłym roku doszło do nich przy okazji kolejnych demonstracji - bo ich pewnie będzie wiele. Widać bowiem wyraźnie, że wpadliśmy w samonakręcającą się spiralę i nie za bardzo wiem, jak można by to zatrzymać - mówi historyk Antoni Dudek w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Jarosław Kaczyński użył metafory dzielącej Polaków na tych, którzy współpracowali z gestapo i z AK. Ma to jakieś osadzenie w historii?
Rozumiem, że prezes Kaczyński chciał po prostu odróżnić osoby związane z AK od tych, które współpracowały z gestapo, ale i tak tego typu zestawienia średnio mi się podobają. Nawet aluzje tego typu są bardzo niesympatyczne. Choć nie zmienia to faktu, że w przeszłości mieliśmy różne postaci: twórców konstytucji 3 maja i targowiczan, powstańców styczniowych i Wielopolskiego, a w czasie II wojny szmalcowników i tych, którzy ratowali Żydów. Nie ma co udawać, że w Polsce nigdy nie było pewnej grupy osób zachowujących się podle. Ale nie akceptuję klucza, na podstawie którego Kaczyński przypisuje swoim zwolennikom chwałę, a swoim przeciwnikom - zdradę.

Akurat rolą polityka jest dzielić i umacniać przekonania własnych zwolenników. Pytanie tylko, czy operowanie takim językiem jest akceptowalne.
Właśnie ten brak proporcji w odniesieniach historycznych mnie najbardziej uderza. Nie tylko u prezesa PiS. Przecież były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień opowiada, że obecna sytuacja przypomina mu rok 1933 i dojście Hitlera do władzy. To jakiś horrendalny nonsens, który kompromituje tego człowieka, a pośrednio uderza w wizerunek instytucji którą kierował.

Andrzej Duda został z kolei porównany do Wojciecha Jaruzelskiego. Demonstracja pod domem Jarosława Kaczyńskiego w rocznicę stanu wojennego też była formą porównania go z tym dyktatorem. Te przerysowania już procentują w opiniach zagranicą, na przykład Martin Schulz mówi o zamachu stanu w Polsce.
A do polityki wróciły znów oporniki jako symbol oporu wobec obecnej władzy - i wielu ludzi to akceptuje jakby nie zauważali, że kontekst się radykalnie zmienił. Rozumiem, że politycy lubią się odwoływać do różnych konwencji historycznych, ale po przekroczeniu pewnej granicy zamienia się to w groteskę. Dziś obie strony konfliktu politycznego brną w coraz głębiej w semantyczne bagno. I obawiam się, że to dopiero początek.

Początek? Już jesteśmy przy Hitlerze i gestapo. Czym można to przebić? Mocniejszy wydźwięk miałyby chyba tylko jakieś antysemickie wycieczki - ale one są w Polsce obłożone bardzo silnym tabu.
Zapomina pan jeszcze o całej palecie słów powszechnie uważanych za obraźliwe.

Pamiętam o nich - ale to są zwroty nieparlamentarne, dosłownie i w przenośni.
Podejrzewam, że już niedługo w parlamencie je usłyszymy. I oby tylko na tym się skończyło. Póki co w Polsce do starć ulicznych nie dochodzi, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby w przyszłym roku doszło do nich przy okazji kolejnych demonstracji - bo ich pewnie będzie wiele. Widać bowiem wyraźnie, że wpadliśmy w samonakręcającą się spiralę i nie za bardzo wiem, jak można by to zatrzymać.

Jeśli dobrze rozumiem, spodziewa się Pan niedługo w Sejmie ukraińskich standardów, czyli bójek między posłami.
To będzie kolejna faza, jeśli wcześniej dojdzie do starć na ulicach. Być może dojdziemy też do fazy trzeciej, czyli bójek w studiach telewizyjnych. Tak się dzieje, gdy kończą się słowa - wtedy pozostaje tylko argument pięści. Oczywiście, proszę nie traktować mnie jako podżegacza, nie chciałbym, aby sytuacja potoczyła się w tym kierunku. Nie można jednak tego wykluczyć.
Nakręca się spirala między dwoma obozami. Nie pierwszy raz zresztą. Czy Polska jest skazana na ciągłą rywalizację między dwoma obozami? Zawsze będą - symbolicznie rozumiane - trumny Piłsudskiego i Dmowskiego dzielące Polaków?
Polacy zawsze byli silnie podzieleni. Pierwszym historycznym przykładem takiej polaryzacji jest chyba konflikt biskupa Stanisława z królem Bolesławem Śmiałym, który przyniósł śmierć pierwszego i wygnanie z kraju drugiego. Mało jest materiałów źródłowych z tamtej epoki, nie wiemy, jakie były reakcje, ale jestem przekonany, że ten konflikt musiał silnie rezonować wśród Polaków i mocno ich polaryzować. Choć, oczywiście, proszę nie uznać, że próbuję szukać jakiś mostów między tamtym podziałem, a obecnym.

To gdzie szukać źródła obecnego podziału?
W końcu XIX w., kiedy zaczęły się rodzić współczesne ruchy polityczne. W pierwszej fazie wybuchł konflikt między ruchem narodowym i socjalistami - później ten drugi obóz został zastąpiony przez ruch Piłsudskiego, gdy ten z tramwaju o nazwie „socjalizm” wysiadł na przystanku o nazwie „niepodległość”. Ale generalnie cały okres międzywojenny został zdominowany przez podział między dwoma głównymi obozami: piłsudczykowskim i endeckim. Między tymi dwoma „trumnami” było też miejsce dla innych, zapełniali je choćby ludowcy, ale jednak gdy dziś patrzymy na te czasy, to widzimy głównie te dwa największe obozy.

Obecny konflikt jest totalny, masowy - sympatycy obu obozów zaangażowani w śledzenie sporu liczą się pewnie w setkach tysięcy, jeśli nie w milionach. Przed wojną też tak było? Też tyle osób identyfikowało się z jedną z grup?
Rzeczywiście, dziś obie strony zmobilizowały po swojej stronie spore grupy - i pewnie one będą się szybko powiększać w miarę jak będzie przybywać ulicznych demonstracji. Zakładam, że licytacja na wielkość manifestacji, umiejętność mobilizowania własnego elektoratu czeka nas już w przyszłym roku.

I to pokaże wysoką skalę umasowienia tego konfliktu. Podobnie było w okresie międzywojennym?
Trudno to zmierzyć, ale jeśli spojrzymy na frekwencję wyborczą, to do 1935 r. - od tego roku trudno w ogóle mówić o demokratycznych wyborach - regularnie przekraczała ona znacząco 50 proc. (w 1928 r. było to 78 proc.) Dziś o taki wynik trudniej, mimo że wtedy analfabetyzm był mocno rozpowszechniony, a obecnie właściwie go nie ma. W XXI w. na wybory chodzi regularnie ok. połowy Polaków. To nie znaczy, że inni nie mają zdania na temat polityki. Mają - ale ono jest tak straszne, że nawet nie widzą sensu w tym, by na wybory pójść.

Za każdym razem głosują inne osoby.
To normalne, w końcu zmienia nam się geografia polityczna. Do 2005 r. najważniejszy w polityce był podział postkomunistyczny, a więc podział na obóz władzy z lat PRL i obóz dawnej Solidarności. Gdy SLD ostatecznie straciło władzę, zaczęły się czasy dominacji podziału postsolidarnościowego, którego efekty widzimy dziś. Ten obóz podzielił się na część liberalną i część konserwatywną. To naturalny podział, podobnie wygląda w wielu innych krajach.

Jest też inna próba opisania tego podziału - na Polskę fajną, wesołą, optymistyczną i na smutną, depresyjną, ciągle narzekającą. Wypisz-wymaluj mamy odtworzenie sporu między krakowską i warszawską szkołą historyczną z drugiej połowy XIX w.
Źródłem tamtego sporu była diagnoza przyczyn upadku I Rzeczpospolitej. Poniekąd jego echo do nas ciągle wraca. Zwolennicy PiS chętnie wchodzą w buty tych, którzy twierdzą, że Rzeczpospolita upadła przede wszystkim w wyniku knowań agresywnych sąsiadów, w związku z tym dziś musimy być wobec nich twardzi. Tymczasem obóz liberalny mówi coś dokładnie odwrotnego. W XIX w. ich poprzednicy z tzw. szkoły krakowskiej (wtedy zresztą utożsamianej z konserwatyzmem) twierdzili, że nie agresja sąsiadów, tylko słabości wewnętrzne przesądziły o upadku I RP - w związku z tym należy się koncentrować na modernizacji kraju i utrzymywaniu jak najlepszych stosunków z sąsiadami. Widać więc wyraźnie, że tak zdefiniowany jakieś 150 lat temu podział jest ciągle żywy. Choć przyglądając się mu bliżej nie da się powiedzieć, że można go w prosty sposób przenieść do polskiej współczesności, on jednak był bardzo wyraźnie osadzony w konkretnym kontekście drugiej połowy XIX w.
Specyfika ówczesnego sporu polegała na tym, że był konfliktem bardziej intelektualnym niż politycznym. Czy pod tym względem można go porównać do współczesnego starcia?
Na pewno pod dzisiejszym sporem politycznym kryje się starcie dwóch wizji Polski. Ten konflikt wykrystalizował się tuż po 1989 r. i obowiązuje do dziś. Jedną wizję - liberalną - sformułował Adam Michnik i dla niej największym zagrożeniem są ksenofobia, nacjonalizm, antysemityzm i klerykalizm. Z kolei wizja Polski konserwatywno-ludowej, którą jeszcze na łamach „Tygodnika Solidarność” definiował wtedy Jarosław Kaczyński, za główne problemy Polski uznawała nierozliczone rządy komunistów i ich aktualne wpływy, brak nowoczesnego systemu partyjnego i zbyt słabe akcentowanie chrześcijańskiego dziedzictwa w życiu publicznym. Tak naprawdę spór o miejsce Kościoła w życiu Polski jest fundamentem tej politycznej zimnej wojny, która trwa niemal 25 lat. Choć rozgrywał się on na wielu innych polach, choćby konstytucji. Obecna ustawa zasadnicza to w całości dzieło obozu liberalnego. Nie było mowy o żadnym kompromisie w tej sprawie, gdyż w Sejmie II kadencji, który ją uchwalił, prawica była właściwie nieobecna. Już wtedy jej przedstawiciele głośno protestowali i kontestują tę konstytucję do dziś. To jedna z głównych praprzyczyn obecnego konfliktu, a spór o Trybunał Konstytucyjny to tylko wierzchołek góry lodowej. Konstytucja nie została bowiem przyjęta jako kompromis między głównymi siłami, tylko w sytuacji, gdy jedna strona sporu nie miała prawa głosu - z własnej winy zresztą.

Stąd według Pana bierze się napęd PiS do tego, by zmienić konstytucję?
Licząc z Ruchem Kukiz ’15 tak wiele do większości konstytucyjnej tej partii nie brakuje - raptem ok. 30 głosów w Sejmie. PiS pomysły w tym kierunku ma. Po lekturze wycofanego projektu z 2010 r. jestem zdania, że przyjęta przez tę partię konstytucja nie byłaby niedemokratyczna, ale istotnie ogranicza katalog instytucji i wolności liberalnych, które są mocno rozbudowane w obecnej konstytucji. To jest właśnie istota obecnego sporu.

Ile liberalizmu w demokracji?
Właśnie. Bo w sporze o Trybunał Konstytucyjny chodzi o to jak daleko sięgać powinny ograniczenia władzy ustawodawczej i wykonawczej mających demokratyczną legitymację. W demokracji liberalnej są one bardzo duże i często ocierając się o paraliżowanie rządu w imię obrony praw jednostki. Ale istnieją inne modele demokracji, także i takie, w których - jak w Wielkiej Brytanii - w ogóle nie ma sądu konstytucyjnego. To przecież jest demokracja, tylko inaczej skonstruowana, skądinąd o nieporównanie wyższym poziomie kultury politycznej ukształtowanym przez stulecia w który Polacy nie mieli własnego państwa. Istotą demokracji są wolne wybory, które dają obywatelom autentyczną możliwość wskazania, przez kogo chcą być rządzeni. Reszta to już nadbudowa. Różne instytucje mogą poprawiać jakość funkcjonowania demokracji, mogą też przeszkadzać. Na pewno ich istnienie nie przesądza o tym, czy dane państwo jest demokratyczne, czy nie.

Rozumiem, że nie przeszkadza Panu szturm, jaki Sejm przypuścił na Trybunał.
Nie - w tym sensie, że nie zagraża on demokracji jako takiej. Choć rzeczywiście jest to sposób podmywania jednego z fundamentów demokracji liberalnej, którą de facto wpisano do konstytucji przyjętej w 1997 r. To co mi się nie podoba, to styl w jakim zostało to przeprowadzone.

Wyczerpanie się modelu demokracji liberalnej widać w całej Europie Zachodniej. Stąd na Zachodzie rośnie popularność partii, które w ten czy inny sposób chcą go zmienić.
Coraz więcej osób widzi, że obecna formuła Unii Europejskiej, oparta na współpracy rządów zbudowanych według reguł demokracji liberalnej, zabrnęła w ślepą uliczkę. Europa ciągle nie umie podnieść się z kryzysu ekonomicznego, który trwa od 2008 r., a dochodzą jej ciągle nowe problemy. Pytanie, jak długo stan ciągłego kryzysu Unia jest w stanie wytrzymać.

To pytanie przede wszystkim trzeba postawić elitom politycznym w poszczególnych krajach - bo to one w dużej mierze nie umieją wskazać sposobu na przełamanie tego stanu kryzysu.
Nie mam zamiaru stanowczo potępiać demokracji liberalnej, gdyż ma ona wiele zalet, ale dziś zaszliśmy w niej za daleko. Ten model powstał, by powstrzymać zjawisko, które określa się „tyranią większości”. Ale dziś możemy mówić o „tyranii mniejszości”. Gdy Kaczyński mówi, że dziś Trybunał ma w Polsce zbyt szerokie uprawnienia, ma dużo racji. Sam byłem zdumiony, kiedy TK w 2007 r. zablokował ustawę lustracyjną, opierając swój wyrok głównie na artykule 2 konstytucji, który mówi, że Polska jest „demokratycznym państwem prawnym”. Takie sformułowanie stało się podstawą do wywodu dowodzącego, że ustawa lustracyjna jest niezgodna z konstytucją. Tyle, że ten artykuł może być dowodem na właściwie wszystko, a zwrot „demokratyczne państwo prawa” jest na tyle pojemny, że można pod niego podciągnąć praktycznie każdą sprawę. Na jego podstawie można bez problemu dowodzić, że zgodne z konstytucją byłoby niczym nieograniczone prawo do aborcji, ale także jej całkowity zakaz. Na szczęście w sprawie ochrony życia jest jeszcze w konstytucji inny, bardziej jednoznaczny przepis. Jednak w wielu innych sprawach takich jak lustracja już tak nie jest i TK mógł używać artykułu 2 jak bardzo wygodnej maczugi.
Ale przy wszystkich zastrzeżeniach do konstytucji ona obowiązuje - a Andrzej Duda nie wypełniając wyroku TK ją łamie.
Mimo wszystko nie sądzę, by obóz rządzący się teraz wycofał i zgodził na to, by któryś ze zgłoszonych przez PiS pięciu sędziów znalazł się poza składem orzekającym Trybunału. Natomiast reakcji prezydenta w tej sprawie bardzo jestem ciekawy. W ogóle jestem ciekawy, jak PiS będzie sobie radził, gdyż zapowiada radykalne zmiany, a tymczasem czteroletnia kadencja to okres zbyt krótki, żeby zdążyć je w tym czasie przeprowadzić. Na pewno jednak nie można mówić o zamachu stanu i snuć analogii np. z wydarzeniami z maja 1926 r. Obecnie mamy spór o trzech sędziów TK. Owszem, dotyczy to konstytucji, ale nie uważam tego za cios w fundamenty na których opiera się współczesna Polska - a czymś takim był przewrót majowy Piłsudskiego. Obecnie największym problemem jest to, że obie strony sporu zagalopowały się mocno w słowach i porównaniach, których używają. Przydałoby się więcej umiaru.

A jeszcze jedna kwestia. W tych wyborach i PiS, i Kukiz mocno grały hasłem dekomunizacji. Dlaczego jest ono tak ciągle nośne? Rzeczywiście można ten proces dokończyć?
Nie sądzę, bo doświadczenie historyczne innych państw pokazuje, że trudno jest rozliczyć dyktatury. Niemcy też kilka razy próbowali dokończyć denazyfikację, ale w sumie nigdy tego procesu nie udało się doprowadzić do końca. Teraz pewnie będzie podobnie. Spodziewam się co najwyżej kilku symbolicznych gestów.

PiS zdobył władzę po raz drugi sięgając po hasło dokończenia rewolucji antykomunistycznej. Pan przewiduje, że znów mu się nie uda. To hasło będzie dalej nośne?
Nie, to już ostatnie wcielenie tej retoryki. Te hasła się wypalą, podobnie zresztą jak liderzy, którzy ich używają. Czy Jarosław Kaczyński będzie w stanie grać pierwsze skrzypce w polskiej polityce przez kolejną dekadę? Mam co do tego spore wątpliwości. Jego ostatnie zachowania pokazują, że stopniowo może stać się problemem dla formacji, której przewodzi. Jeśli dalej będzie używał języka, którego próbkę w ostatnich dniach dał kilkukrotnie, to część wyborców PiS-u może się odwrócić od tej partii, nawet jeśli zrealizuje ona swoje obietnice socjalne.

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Materiał oryginalny: Antoni Dudek: Rząd i opozycja brną w semantyczne bagno. Gdy zabraknie słów, pojawią się pięści - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 64

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
G
GABRIEL

Jak można było wybrać Pana Kuchcińskiego na Marszałka ? Więcej nie powiem.

zgłoś
G
Gabriel

Nigdy nie cenię naukowca, który jest nieobiektywny. Pan Prof. Dudek nie
pierwszy raz stara się stawać w obronie Pana Prezesa i Jego partii. Człowiek
z cenzusen naukowym tego w żadnym wypadku nie powinien czynić.Taka
osoba takim zachowaniem obniża swój autorytet.

zgłoś
B
Bocian

Kimż wg. Pana są wszyscy szpicle, którzy z donosami i paszkwilami latają na obce dwory...
1. prezydentem Dudą
2. po skrócie wg nie stawia się kropki (język polski językiem obcym dla patriotów?)

zgłoś
h
historyk

Panie Dudek. Pan jesteś profesorem a zapomniałeś pan o tym że Konstytucja została potwierdzona
w referendum w 1997 roku. Polacy zdecydowali.

zgłoś
i
internautka 50+

to wyłącznie organy - PO, PZPR, Petru & Banksterzy - wyczyniają burdy, a media je potęgują i im sprzyjają( przeanalizujcie jakie ,,osobistości" uświetniały sobotnią manifestacje.
A zaczęło się od ,,przysługi'' jaką PO podrzuciła PIS na początek rządów PIS a mianowicie na zapas wsadziła do TK sędziów!!!

zgłoś
G
Gość

Bój sie Boga!

zgłoś
G
Gość

I tak WSZYSCY spotkamy się na Osobowicach, lub Grabiszyńskiej...

zgłoś
g
gość

A może rozsądni Polacy powinni skorzystać z wyjątkowego wzorca spokoju, jakim jest w Sejmie Marszałek, Pan Marek Kuchciński?

Czy ten CZŁOWIEK nigdy się nie denerwuje? Przecież tam głupota, lubiących się pokazywać krzykaczy, "nie zna granic, ni...". Kto wie, o co im chodzi?

Czy ci "skodowani" anarchiści doceniliby prawdziwą mądrość, gdyby zostali "uhonorowani" milczeniem, OBRAŻANYCH i PROWOKOWANYCH na próżno, pragnących spokoju ludzi PRAWA, ROZUMU i PRAWORZĄDNOŚCI w państwie polskim?

zgłoś
G
Głos otrzeżwienia-Bis

Jak do kogoś się dopisujesz, @Głos otrzeżwienia, wówczas dopisz się we właściwy wpis! Inaczej, @Głos otrzeżwienia, przesz do kłótni i nieporozumień. Peace - It's my life!

zgłoś
G
Głos otrzeżwienia

Ciemny, zaślepiony i zmanipulowany człowieczku - nadejdzie czas gdy pojmiesz swoją ciemnotę, miałkość i małość. Już niedługo...

zgłoś
r
roy

Jesteś cymbał. Wnoszę, że jesli osoba przedstawia jakieś poglądy, które tobie pasują to mozna taką osobę nazwać historykiem. A jeśli te poglądy ci nie pasują to to jest co najwyżej osoba. ale już nie historyk. Wyborco PO lub SLD, weź koło i jebnij się w czolo. Twoje poglądy to właśnie dyktatura i nie mają one nic wspólnego z wolnością słowa i demokracją.

zgłoś
l
lit

Proszę nie tytułować Dudka historykiem. To zwykły propagandzista prawicy.

zgłoś
G
Gość

Z kolei kursanci w Moskwie nie byli tam tylko w tym celu, aby opróżniać butelki z Moskovskaya Osobaja 40%. Wniosek, Ty wróć na kurs do Moskwy, i naucz się już rzetelnie tej propagandy. Albo, zapłać za indywidualne specjalistyczne szkolenia w firmie Michnik & Urban.

zgłoś
l
logical man

I rzeczywiście, historyk Dudek mógłby swoje frazy tak pokombinować, ażeby nie były nudne, ale zasadnicze i inteligentniejsze. I prawdę mówiąc, ja o mały włos tekstu z tym historykiem również bym do końca nie przeczytał, a co m.in. z przyczyny, skrót z tekstu:

(...) Na pewno pod dzisiejszym sporem politycznym kryje się starcie dwóch wizji Polski. (…) Jedną wizję - liberalną - sformułował Adam Michnik i dla niej największym zagrożeniem są ksenofobia, nacjonalizm, antysemityzm i klerykalizm (...) Z kolei wizja Polski konserwatywno-ludowej, którą jeszcze na łamach „Tygodnika Solidarność” definiował wtedy Jarosław Kaczyński, za główne problemy Polski uznawała nierozliczone rządy komunistów i ich aktualne wpływy (...) Tak naprawdę spór o miejsce Kościoła w życiu Polski jest fundamentem tej politycznej zimnej wojny, która trwa niemal 25 lat (...) Obecna ustawa zasadnicza to w całości dzieło obozu liberalnego. (...)

Ja od dzisiaj wiem, i wprost od p. Dudek, że Michnik to jest li tylko subtelny liberał. Natomiast już od innych z ulicy, wiem, że Michnik to i taki wyjątkowy liberał, który właśnie od 25 lat buja się na grzbiecie podatników, bo na zasobach przyjaciela „Skarb Państwa”. Jak Kaczyński temu Michnikowi, i naturalnie liberałowi, kran z kasą podatników skutecznie po 25 latach uszczelnił, wtedy właśnie ten sam Michnik, więc subtelny liberał, założył sobie KOD. I do którego natychmiast nawtykał kolejnych, no samych subtelnych liberałów. A jeśli już tylko o samym michnikowym antyklerykalizmie mowa, to wtedy trzeba by ściągnąć w google setki fotek: Michnik w towarzystwie braci w purpurze.
Czy ten historyk, Dudek, robił wywiad w Michnik Gazeta, a lewicowy Times po przyjacielsku go sobie przedrukował?

zgłoś
G
Gość

Tu nie potzreba profesora nie glosujaca na PIS polaków oraz kukiza (V kolumna PIS) to ponad 75% zaczyna mieć tego dość zaledwie po 3 tygodniach juz nie wspominam o Andrzeju Dudzie.Jeżeli w tym roku uwalą Trybunał Konstytucyjny na nocnej zmianie może być gorący styczeń 2016 roku wtedy nie bedzie gadania a łapy pójdaw ruch.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3