Anita Włodarczyk: Hasło „daj spokój” nie jest prorocze. Myślę, że zobaczymy się w Paryżu

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Izabella Matczak
Izabella Matczak

Wideo

Udostępnij:
- W Tokio spełniło się moje marzenie, które życzyłam sobie mimo trudnego okresu po kontuzji. Muszę wrócić do Japonii, by spalić lalkę Darumy, która mi w tym pomogła - opowiada trzykrotna mistrzyni olimpijska w rzucie młotem Anita Włodarczyk.

Z igrzysk wróciła pani ze złotym medalem, na dodatek w swoje urodziny, a w Warszawie czekało na panią mnóstwo niespodzianek. Już pani ochłonęła?
Jeszcze nie, wciąż są we mnie emocje. Jestem niewyspana, ale szczęśliwa. Na odpoczynek przyjdzie czas. W moim życiu wszystko pięknie się ułożyło, a marzenie, czyli zdobycie swojego trzeciego medalu olimpijskiego, się spełniło. Przed wylotem na igrzyska dowiedziałam się, że będę wracać 8 sierpnia. To nie było planowane pod kątem moich urodzin. Po prostu tak się ułożyła cała logistyka naszych powrotów. Moje święto było więc bardzo szczególne, wymarzone, nigdy wcześniej nie obchodziłam go w samolocie na wysokości 11 tys. metrów. Zaczęliśmy je świętować już przed bramką na lotnisku w Tokio. Tam zresztą miała miejsce jeszcze jedna niesamowita rzecz - przechodziliśmy przez bramkę numer 36, a właśnie tyle lat skończyłam! Pytałam obsługi LOT-u, czy to było specjalnie, ale usłyszałam, że to czysty przypadek. Zawsze kochałam cyfry i numerologię, więc dla mnie to tym bardziej wyjątkowe. Poza tym przez różne strefy czasowe to najdłuższe urodziny. Śmiało mogę powiedzieć, że to najpiękniejszy dzień w moim życiu. Na lotnisku w Warszawie czekały na mnie także niespodzianki ze strony Polskich Linii Lotniczych i lotniska Chopina. Nie spodziewałam się, że będę miała salut wodny. Coś niesamowitego! Pięknie dziękuję za to wszystko. Powiedziałam panom pilotom i załodze, że ja dostarczyłam im emocji na stadionie, ale oni odwdzięczyli się z nawiązką.

Kiedy medaliści pojawili się w hali przylotów, część miała łzy w oczach, inni nie wiedzieli, co się dzieje, a pani weszła z uśmiechem na ustach, wyluzowana, w klapkach na nogach. Dzień jak co dzień.
Też zwróciłam na to uwagę. Spodziewałam się, że powitają nas kibice, jak to było po poprzednich igrzyskach. Wróciły wspomnienia, jak wracałam z Londynu i Rio de Janeiro. Takie momenty zapadają w pamięci. Wiedziałam, co mnie czeka, więc byłam spokojna. Tak samo jak podczas olimpijskiego startu. Zanim weszłam do koła, byłam bardzo zdenerwowana. Ale jak już zaczęła się rywalizacja, poczułam spokój i to coś niesamowitego. Już kiedyś rozmawiałam o tym z moim psychologiem Nikodemem Żukowskim. Tak emocjonalnie jestem przyzwyczajona do miejsca, z którego rzucam, że wszystko ze mnie schodzi i czuję się jak ryba w wodzie. To moje miejsce.

Przy urodzinach pojawia się tort, a na nim świeczki. Jakie miała pani marzenie, gdy je zdmuchiwała?
Mam swoje marzenia, ale nie będę o nich mówić. Za to wrócę do wcześniejszych, które się spełniły. W 2018 r. pojechaliśmy na rekonesans do Takasaki. Chcieliśmy sprawdzić, czy będzie to odpowiednie miejsce na ostatnie przygotowania przed igrzyskami. Na spotkaniu z burmistrzem dostałam lalkę Darumy, która ma przynosić szczęście. Rytuał polega na tym, żeby w wybranym momencie pomalować jej jedno oko i pomyśleć życzenie. Kiedy już się spełni, trzeba pomalować drugie oko i wrócić do Japonii, aby lalkę spalić. Ja na pewno to zrobię! Dostałam ją w październiku 2018 r., jednak z malowaniem i życzeniem poczekałam do moich urodzin w 2019 r. Mimo że był to dla mnie trudny okres, bo byłam po kontuzji, a trzy tygodnie wcześniej przeszłam operację, zamarzyłam sobie, żeby zdobyć złoty medal olimpijski w Tokio. Historia potoczyła się nieprawdopodobnie. Jak widać, takie rzeczy też mają wpływ na sukcesy. Swoją drogą, w tym roku, jak wyjeżdżałam z Takasaki do wioski olimpijskiej, dostałam kolejną Darumę...

Ma pani jeszcze miejsce na trofea?
Muszę swoje nagrody rozdzielać. Część trzymam w mieszkaniu w Warszawie, część jest u rodziców. Niesamowita jest historia, że zawsze po zakończeniu sezonu, gdy wracałam do domu z medalem, to moja mama przygotowywała wolne miejsce na kolejne trofeum. Rok 2018, w którym zdobyłam złoty medal mistrzostw Europy, był jedynym, kiedy mama zapomniała zrobić to następne miejsce. Z kolei 2019 r. przyniósł kontuzję, później żartowaliśmy, że to przez mamę. Rok temu o niczym już nie zapomniała i miejsce czeka na medal z Tokio.

Ma pani trzy złote medale olimpijskie, tyle samo co Irena Szewińska. Chce pani dogonić Roberta Korzeniowskiego?
Nie ukrywam, że czuję się na siłach, by dalej robić to, co robię. Rozmawiałam z doktorem Robertem Śmigielskim, który wybił mi z głowy pewne rzeczy. Utarło się, że jak człowiek ma te plus-minus 35 lat, to już jest stary i nie nadaje się do wyczynowego sportu. Pokazałam, że jest inaczej. Mamy pewien plan z doktorem, żeby zadbać o mój organizm. Tym bardziej że trzy lata, jakie zostały do kolejnych igrzysk, to nie jest dużo. Zwłaszcza że przez kontuzję miałam dwuletnią przerwę i mówiłam to przed sezonem - zregenerowałam się fizycznie i psychicznie. Trenowanie i starty wciąż sprawiają mi radość. Dlatego nie chcę jeszcze kończyć kariery, pozostaje tylko kwestia zdrowia. Ale mam supersztab medyczny, więc myślę, że zobaczymy się w Paryżu. A co śmieszne, tam jeszcze nie byłam!

Proszę opowiedzieć historię baneru z napisem „Daj spokój”.
Miałam z nią wyjść na lotnisku, zapomniałam! Na treningi w Takasaki przychodził japoński kibic, jak się okazało, były młociarz. Za każdym razem miał ze sobą baner - „Witam serdecznie. Daj spokój”. Dopiero ostatniego dnia mogłam do niego podejść z tłumaczką i zapytać, o co chodzi. Okazało się, że ten pan chciał napisać „do boju”, ale translator jakiś cudem wyrzucił mu: „daj spokój”. Później rozmawialiśmy z wolontariuszami, czemu tak mu wyszło, ale mimo kombinowania na różne sposoby, nie znaleźliśmy odpowiedzi. Tak czy inaczej było to bardzo miłe, dla mnie zawsze liczy się gest. Podpisałam baner temu kibicowi, zrobiliśmy wspólne zdjęcie. A po finale sama byłam zdziwiona. Gdy podbiegłam do trenera i fizjoterapeuty, nagle patrzę, a oni wyciągają prześcieradło z napisem „Daj spokój”. Trener zrobił je dla mnie w tajemnicy. To moje hasło tych igrzysk.

Ale nie jest prorocze i nie zamierza pani dać sobie spokoju ze sportem?
Nie, jeszcze nie. Dalej chcę trenować i startować.

Co z tych igrzysk najbardziej pani zapamięta?
Sukces, bo mimo że nie zaczęły się one dla nas dobrze i musieliśmy trochę czekać na medal, to zdobyliśmy ich aż 14, a dziewięć z nich zdobyli lekkoatleci. To świetny wynik. Nasz start oceniam na szóstkę. Przyznam, że nie spodziewałam się takiej liczby, zresztą myślę, że nikt się jej nie spodziewał. Było też kilka niespodzianek, co zawsze jest fajne. Z kolei faworyci, jak Wojtek Nowicki i ja, udźwignęliśmy rolę. Trzeba się z tych rzeczy cieszyć, odpocząć i za chwilę wrócić do treningów. Natomiast jeśli chodzi o starty Polaków, to tak naprawdę nie widziałam ich za dużo. Podczas pobytu w Takasaki w japońskiej telewizji rzadko transmitowano konkurencje z naszym udziałem. Chociaż śledziłam wszystko na portalach internetowych! Jak już wrócę do domu, postaram się nadrobić jak najwięcej.

W wolnym czasie ponoć pani haftuje, gra na pianinie lub serfuje na desce. W jaki sposób będzie relaksować się po tym sezonie?
Jeszcze nie wiem, na pewno będę chciała polecieć na krótkie wakacje. W najbliższym czasie chcę się spotkać z rodziną i przyjaciółmi. Przez ostatnie dziewięć miesięcy rzadko byłam w Polsce. Jak zaczęłam zgrupowanie w listopadzie, to do powrotu z igrzysk byłam w Warszawie 21 dni. Wysoka cena za sukces, ale wiedziałam, że muszę poświęcić wszystko, aby walczyć o medal. Warto było, a teraz cieszę się, że spędzę czas z tymi osobami, których mi brakowało.

Materiał oryginalny: Anita Włodarczyk: Hasło „daj spokój” nie jest prorocze. Myślę, że zobaczymy się w Paryżu - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie