Ania, Anna i malarka z Wrocławia

    Ania, Anna i malarka z Wrocławia

    Anna Szpakowska-Kujawska

    Gazeta Wrocławska

    Gazeta Wrocławska

    Znana wrocławska malarka i rzeźbiarka, autorka między innymi mozaiki ceramicznej na ścianie Instytutu Matematycznego Uniwersytetu Wrocławskiego, zastanawia się, czy jest Dolnoślązaczką.
    Jestem Dolnoślązaczką? Czy nie jestem? Nie jestem pewna. Moje odczucia przychodzą naprzemiennie, wraz z doświadczeniami samej siebie. Raz jestem Anną Kujawską, czasem po dawnemu Anią Szpakowską. A Szpakowska-Kujawska jest kimś trzecim, ustalonym, bardzo już dojrzałym, patronującym trochę z dystansem tym dwóm nieraz skłóconym, trochę chimerycznym istotom.

    Najwięcej zamieszania wprowadza Ania - ta najmłodsza Szpakowska, która usiłuje górować nad tymi późniejszymi, Kujawskimi, swoją pamięcią wojny, której czas przypadł na lata mieszkania w Otwocku pod Warszawą, konspiracji, domu pełnego akowców. Wspomnieniami siebie samej szykującej się z "pomocą Stolicy", jako członkiem Szarych Szeregów w akcji harcerskiej opieki nad rannymi "z tamtej strony Wisły", przeżywającej uniesienia patriotyczne związane z walczącą Warszawą.

    To wszystko istniejące z dystansu pozornego rodzinnego bezpieczeństwa dawało jej poczucie doświadczeń niebywałych. A życie prawdziwe okazało się dużo groźniejsze. Zagłada Żydów na oczach dziecka, którym jeszcze była, niesamowite pochody - najpierw jeńców radzieckich, potem niemieckich.

    Po ustaleniu frontu na linii Wisły brat Wojtek, akowiec, musiał się ukrywać w lesie, bo NKWD robiło co noc naloty na dom. Za niego więziony był Wacław Szpakowski, Ojciec.
    Rodzice postanowili przenieść się do Breslau - Wrocławia, by brat mógł wrócić i łatwiej ukryć się. Było to racjonalne, ale cel mijał się z życiem. Wojtek nigdy nie wrócił do domu rodzinnego. Gdy Szpakowscy 6 listopada 1945 roku jechali z Warszawy do przygotowanego wcześniej przez Ojca mieszkanka przy ul. Widok, nikt nie wiedział i przez lata całe nie przypuszczał, że Wojciech nie żyje. Zastrzelony został 9 października na granicy czesko-polskiej, w czasie ucieczki z kraju.

    6 listopada 2008 roku Anna przycinając wybujałe, posadzone przez męża Macieja róże, w ciepłym jesiennym słońcu myśli, jak bardzo jest uprzywilejowana, mogąc patrzeć na to, co istnieje wokół niej. Modrzewie, z resztką rudych igieł, kontrastujących z wiecznie zielonymi świerkami, połacie trawy, z upartymi kretowiskami, ogrodzenie z żerdzi, które tak lubi - i niebieszczący pas Gór Orlickich poza biegnącą w dole linią szosy, przy której w ścisłej symbiozie wije się rzeczka Dzika Orlica, będąca też granicą między Polską a Czechami.
    « 1 3 5 ... 7 »

    Czytaj treści premium w Gazecie Wrocławskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecane

    Wideo