Amerykanie o ważnych problemach współczesności

Małgorzata Matuszewska
Urszula Śniegowska: – Program AFF kształtują także gusty naszych widzów
Urszula Śniegowska: – Program AFF kształtują także gusty naszych widzów Łukasz Gawroński
Z Urszulą Śniegowską, dyrektorką artystyczną zaczynającego się dziś (20 października) we wrocławskim Kinie Nowe Horyzonty 6. American Film Festival, rozmawia Małgorzata Matuszewska.

Czym kieruje się selekcjoner filmów na festiwal filmów amerykańskich?
Przy wyborze najnowszych (bo przecież AFF pokazuje także klasykę) mam na uwadze dwa argumenty: czy film podobał się w Stanach, czy jest tam dostrzeżony przez krytykę, dobrze przyjęty na festiwalach, a jednocześnie, czy ma szansę przemówić do europejskiej, a w szczególności polskiej publiczności. Sprawdzają się festiwale takie jak Berlinale czy Cannes; staramy się jak najwięcej filmów, które pojawiły się tam, zapraszać na AFF. Oczywiście pewną rolę odgrywa prywatny gust, indywidualne sympatie – ale pozostając świadomą, że każda selekcja jest sprawą subiektywną, staram się słuchać sugestii z naszego internetowe-go forum, bądź domyślać, na które filmy – niezależnie od mojego zdania – mogą czekać nasi widzowie. Myślę tu zwłaszcza o filmach nagradzanych i wzbudzających pewne kontrowersje, stających się obiektem zainteresowania czasem wbrew ich artystycznym walorom. Dodatkowa motywacja przyświeca nam w przypadku filmów dokumentalnych – chcemy, żeby filmy z konkursu American Docs dotyczyły bieżących spraw Ameryki.

W programie znalazły się filmy czarnoskórych reżyserek. Co wyróżnia te filmy?
Dwa z filmów tego przeglądu to niepokazywane dotąd w Polsce klasyczne dzieła reżyserek aktywnych w latach osiemdziesiątych: Julie Dash i Kathleen Collins, feministek, dla których film stał się metodą walki o równouprawnienie kobiet i czarnoskórych w ogóle. Przecierały one szlaki dla takich artystek, jak nominowana w ubiegłym roku do Oscara Ava DuVernay, która także poza ekranem wspiera działalność Afroamerykanów w kinie: prowadzi firmę dystrybucyjno-promocyjną specjalizującą się w filmach czarnoskórych twórców. Filmy przeglądu nie mają wspólnego estetycznego mianownika, choć większość z nich – zwłaszcza dwa najstarsze, „Daughters of the Dust/ Córki pyłu” i „Losing Ground/ Grunt spod nóg”, ale i film Tanyi Hamilton „Night Catches Us/ Zapada noc” są estetycznie wysmakowanymi poetyckimi opowieściami o emancypacji, podczas gdy „Pariah/ Parias Dee Rees” to znacznie bardziej osobista, indywidualna historia o dorastaniu i tożsamości seksualnej. Wszystkie dotyczą tematów społecznie ważnych i bazują na prywatnych doświadczeniach czarnoskórych kobiet.

W niezależnych filmach grają gwiazdy Hollywood (Lily Tomlin w „Grandma” i Richard Gere we „Franny”). To znak czasów?
Tak, zdecydowanie jest to tendencja zauważalna w amerykańskim niezależnym kinie ostatnich lat. Zapewne dla nieco zapomnianych aktorów Hollywood to też jakaś szansa na przypomnienie o swoich umiejętnościach, a jednocześnie wsparcie promocyjne dla młodych reżyserów. Wymaga to zapewne większych budżetów, ale jednocześnie wiąże się z większymi szansami na sukces komercyjny. Niejako symbolicznie, oba wspomniane przez panią filmy, które pokazujemy na 6. AFF, dotyczą relacji rodzinnych i pomocy, jakiej udzielają starsze, lepiej sytuowane osoby, młodszym, wchodzącym w życie kuzynom i dzieciom. Inną odmianą tego zjawiska jest zatrudnianie aktorów serialowych w pełnometrażowych filmach niezależnych. Dobrym przykładem jest „Queen of Earth/ Królowa Ziemi” Alexa Rossa Perry’ego z Elisabeth Moss albo „Houses/ Domy” debiutanta Jennera Fursta ze znanymi z serialu „Sopranos” Michaelem Imperiolim i Nickiem Sandowem.

Ważną częścią AFF są dokumenty. Zobaczymy szczególne: „Ofiary proroka” i „Janis: Little Girl Blue”. Kiedy przygląda się Pani pracy dokumentalistów zza oceanu i europejskich, czy dostrzega Pani różnice ich pracy?
Owszem, dokumentaliści w Stanach (zresztą jak wszyscy filmowcy) pracują w trudnych warunkach, bez publicznego wsparcia na kreację. Tak więc ich producentami, inwestorami są często stacje telewizyjne i nadawcy. Dlatego wiele dokumentów nosi cechy materiałów telewizyjnych, wykorzystujących powtórzenia, wywiady do kamery i bardziej łopatologiczny sposób przekonywania. Nie dotyczy to jednak ani twórców z kręgu dokumentu obserwacyjnego, tuzów takich jak zmarły niedawno Albert Maysels (którego świetne In „Transit/ W podróży” pokazujemy), ani „In Jackson Heights/ Jackson Heights” Fredericka Wisemana, ani też Oscarowych twórców jak Amy Berg czy Alex Gibney (autor genialnego dokumentu o Stevie Jobsie).

Zobaczymy filmy z Jamesem Franco. Równie dobre, jak jego „Kiedy umieram”?
Trudno porównać filmy młodych reżyserów debiutantów, bo takimi są zarówno Justin Kelly, reżyser „I am Michael/ Kim jest Michael”, jak i Gabrielle Demesteere, autorka „Yosemite”, z kostiumową produkcją, nakręconą przez samego Franco. Jego kreacje w obu filmach pokazywanych na AFF są za to na pewno znacznie bliższe jego faktycznej pozaekranowej osobie, bo „Yosemite” powstało na podstawie jego opowiadań, a Kim jest Michael opowiada o dziwnych losach aktywisty gejowskiego.

Retrospektywę filmów Clinta Eastwooda wyznaczają jego 85. urodziny. Czy coś jeszcze, poza rocznicą?
Eastwood to jedna z kluczowych postaci amerykańskiego kina w ogóle. Wiele z filmów, które wyreżyserował (dziesięć z nich pokazujemy) to kanon i klasyka kina światowego: „Unforgiven/ Bez przebaczenia”, „Bird” czy obsypany Oscarami „Mystic River/ Rzeka zapomnienia”. Nasz przegląd przypomina twórczość reżyserską (10 filmów) tego kontrowersyjnego (głównie ze względu na konserwatywne poglądy) twórcy, którego prezydent Obama, odznaczając wyróżnieniem Ars and Humanities w 2009 roku, określił jako „wyrażającego sedno amerykańskiej tożsamości”.

Dlaczego Indie Star Award dostaną Hal Hartley i David Gordon Green?
Obaj reżyserzy to uznane i cenione postaci kina niezależnego. Hartley to ikona kina autorskiego, ulubieniec nowohoryzontowej publiczności co najmniej od 2007 roku. Od czasu tamtego przeglądu i tamtej wizyty we Wrocławiu nakręcił trzecią część trylogii o rodzinie Grimów, którą teraz chcemy w całości zaprezentować i wskazać na wyjątkowość Hartleya – osadzonego na wschodnim wybrzeżu, głównie w Nowym Jorku – realizującego filmy zwykle z podobną grupą współpracowników, piszącego własne scenariusze i ścieżki dźwiękowe, w jednym stałym stylu. Green to twórca nieco młodszy, związany z Teksasem, a pomysł na niezależność realizuje w odmienny sposób – czasami współpracuje z Hollywoodzkimi studiami, by potem zrealizować znacznie bardziej osobisty i „odlotowy” film. Pokaże u nas kilka takich typowo autorskich filmów ze swojej kariery, a dla kontrastu większą produkcję z Sandrą Bullock, „Our Brand is Crisis/ Kryzys to nasz pomysł”, prezentowaną u nas po raz pierwszy w Europie!
Rozmawiała Małgorzata Matuszewska

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie