Agnieszka Wolny-Hamkało, poetka, wydała bardzo ciekawą powieść pt. „Zaćmienie”

Małgorzata Matuszewska
Agnieszka Wolny-Hamkało na 22. Wrocławskich Targach Dobrych Książek chętnie spotykała się z czytelnikami swoich książek, także najnowszej powieści
Agnieszka Wolny-Hamkało na 22. Wrocławskich Targach Dobrych Książek chętnie spotykała się z czytelnikami swoich książek, także najnowszej powieści Janusz Wójtowicz
Agnieszka Wolny-Hamkało, pasjonatka nie tylko literatury, uważa, że podział kultury na wysoką i popkulturę nie istnieje.

Ewa, bohaterka „Zaćmienia”, jest byłą policjantką. Fascynują Panią policjantki?
Tak, właściwie fascynują mnie wszystkie zawody odległe od mojego. Chciałabym je zobaczyć od wewnątrz, opukać od środka. Pobyć w skórze człowieka, który robi coś zupełnie innego niż ja i widuje na co dzień zupełnie innerzeczy, ma inną wrażliwość, wchodzi w inne mechanizmy społeczne. Chcę przyjmować różne punkty widzenia, m.in. policjantki.

Miała Pani konsultantkę?
Nie, ale solidnie przejrzałam kilka sądowych książek medycznych. To jest dopiero horror! Trudno nie wpuścić tych obrazów do swojego snu. Ale wizerunek kobiety policjantki wydał mi się atrakcyjny – z tymi wszystkimi linkami do popkultury: naszkicowany przez kino braci Cohen i Smarzowskiego. Na starcie obciążony stereotypem: policjantka jako kontra wobec obrazu kobiety słabej, podległej, niesprawnej. Odchodząc od jednego stereotypu, natychmiast wpadamy w następny.

Bohaterka nie jest stereotypowa, zmienia swoje życie i zostaje łowczynią pomysłów dla wydawnictwa.
Pomyślałam, że taka bohaterka ma literacki potencjał. Była mi potrzebna do tego, żebym mogła spojrzeć z zewnątrz na świat, który jest mi bliski. Jest w tej książce pisarz, malarz, antropolog – Ewa patrzy na nich nieco ironicznie.

Ma podwójną osobowość, jak artyści?
Jest w niej jakaś podwójność i napięcie, które z niej wynika. Ma na przykład ambiwalentny stosunek do swojego ciała. Stara się je ignorować, niemusi robić z niego narzędzia na rynku seksualnym, może się definiować poprzez coś innego, inaczej. Na przykład: przez swój zawód. Ma podwójną tożsamość: kobiety(bo kobieta to rola społeczna) i policjantki, definiowanej przez inne cechy: to twardzielka, która jednak musi udowodnić swoją wartość. Musi być podwójnie silna,podwójnie inteligentna. A Ewa ma wiele słabości.

Po co policjantce podwójność?
To mi się wydało ciekawe: spiętrzenie trudności, fakt,że ona musi sprostać nowej roli, skonstruowana społecznie seksualność policjantki, kobiety ubranej w mundur. Mundur jako fetysz. Kobieta, która staje się wyzwaniem, może jakimś autozaprzeczeniem. Penetrowanie tych sfer wydało mi się interesujące, a najbardziej ciekawiło mnie to fabularnie. Kim jestta silna i słaba jednocześnie babka? Co o niej sądzą napotkani pisarze? Jakie ma znaczenie to, że była policjantką? Liże rany czy pije latte i idzie dalej, zrzucając z siebie przeszłość jak wąż starą skórę?

Fascynuje Panią popkultura?
Fascynuje mnie kultura w ogóle, skończyłam kulturoznawstwo. Relacje między kulturą a jednostką, między człowiekiem-ideą, a istotą fizjologiczną, nagą, wydają mi się fascynujące. To pierwszyzna, można powiedzieć: jacy jesteśmy w relacjach społecznych, jakie przybieramy maski, a jacy jesteśmy, kiedygasną światła, szukamy kluczyków do aut i wracamy do domu.

Kultura dzieli się na pop i wysoką?
Wydaje mi się groźne, że neguje się popkulturę w całości jako zjawisko negatywne i ustawia w kontrze do kultury wysokiej. Po pierwsze dlatego, że taki podział nie istnieje– ścieżki, nurty kultury nieustannie się przenikają. Świetnie zaprojektowana i dobrze narysowana książka artystyczna albo powieść graficzna to jeszcze popkultura, czy już kultura wysoka? Kto o tym decyduje, gdzie przebiega granica? Rozumiem, że to są pojęcia poręczne, które pomagają nam funkcjonować. Ale czy popkultura musi być miałka albo niemądra?

Popkultura jest po prostu fajna?
Bywa cudownie ironiczna i autorefleksyjna, czujna. Miewa do siebie dystans, ma poczucie humoru. Inspiruje mnie i mam wrażenie, że współcześnie awangarda zdarza się także w popkulturze: sztuka alternatywna wyłania się z popkultury. Zachowując ten sztuczny podział, tak zwana kultura wysoka bywaz kolei nadęta, skostniała, dystynktywna, czyli chętniebuduje podziały. Czasem to pomni pustym w środku, kaleką, unieruchomioną wydmuszką. Wszystko, co jest żywe, proletariackie, rewolucyjne, awangardowe – jest ciekawe.

Sięgnęła Pani po ikonę popkultury i wysłała Arnolda Schwarzeneggera do wrocławskiej synagogi. Lubi go Pani?
Wydał mi się dostatecznie kampowy, przerysowany, ale zależało mi na utrzymaniu realizmu tej książki, więc nie ma tu na przykład Elvisa, który też z pewnością byłby interesującym bohaterem. W momencie, kiedy pisałam wątek, Arnold Schwarzenegger wydał autobiografię, przetłumaczoną na język polski. W książce jest scena, w której Ewa otwiera paczkę, kolejne koperty i zastanawia się,co jest ukryte w ostatniej. Na końcu widzi szarą kopertę – otwiera, patrzy, a tam książka. Na okładce zaś Arnold.

Ikona popkultury pisze wiersze...
Pewnego dnia w Warszawie na ulicy Emilii Plater kolega spotkał Malkovicha. Zadzwonił do mnie i opowiada: "wychodzę o siódmej rano, patrzę – Malkovich! Z kubkiem kawy w ręce". Okazało się, że tego dnia Malkovich rzeczywiście był w Warszawie. Prosta rzecz: facet wyszedł sobie rano na spacer. Ale sytuacja wydała mi się surrealistyczna. Ale w końcu i Schwarzenegger, i Mick Jagger i nawet sam Franciszek mogą sobie jesienią o siódmej rano popijać na ulicy kawę. Na przykład w Warszawie.

To surrealizm obecny w życiu?
Są takie momenty – wystarczy, że się nie wyśpimy, zbliża się grypa żołądkowa i delikatnie tracimy świadomość, albo ona się zmienia. Wystarczy, że spadnie śnieg i świat wygląda inaczej, myślimy o mieście, jako o czymś obcym, odrealnionym. Jako dzieci nocą postrzegamy rzucone na poręcz krzesła bluzy jako istoty z piekła rodem. Drobne rzeczy, które wydają się fantastyczne, są częścią naszej potocznej, świeckiej rzeczywistości. Chciałam je znaleźć i pokazać w książce.

Częścią naszej rzeczywistości jest koniec świata?
Tak, nieustający koniec świata 24 godziny na dobę. Chybione końce świata, którymi karmią się media. Ale może to mechanizm oczyszczenia potrzebny kulturze. Poza tym wszyscy przeżywają swoje prywatne końce świata.

Lubię teorię, że koniec świata staje się cały czas...
Każdy ma inny Armagedon. Czasami wystarczy, że ktoś złamie nasze przyzwyczajenie, nie dostaniemy obiadu, że zetną drzewo, które widzieliśmy z okna przez całe życie. Wszelkie choroby, diagnozy, na które czekamy, dostajemy rentgen, idziemy na tomografię – odczytujemy jako symbole zbliżającego się końca. Patrząc na reklamy społeczne, przepracowujemy w sobielęki albo staramy się od tego uciec. Końce świata na ludzką miarę. Zależało mi na ich obecności w książce.

Dlatego Ewa ma problemy z własną cielesnością?
Niby to swoje ciało lubi, karmi, zajmuje się nim, pozwala sobie na małe przyjemności. Z drugiej strony uważa, że ciało to grób. Boi się. Nie wie, czy ciało to klęska, czy narzędzie przyjemności. Funkcjonuje w lęku przed swoim ciałem, a z drugiej strony uprawia seks, chce oddać się zmysłowości, pójść za tym w ciemno.

Bardzo współczesna kobieta?
Kobieta żyjąca w wielu tożsamościach, która musi się definiować w każdej społecznej roli na nowo: w nowej pracy, związku, kościele, ateizmie. Za każdym razem musi wykonać tego typu intelektualną, emocjonalną pracę.

Wycieczka bohaterów w góry jest wspomnieniem wycieczek we wczesnej młodości?
Wszyscy mamy wspomnienia górskich wycieczek. Jeździliśmy na nie całymi ekipami, w których były: klasowy grubas, śmieszek, nieudacznik, klasowa kujonka. To dziwne, że już jako dzieci chętnie przyjmujemy role. Czerpiemy z tego pewne profity. Osiągamy poczucie bezpieczeństwa. Czasem więcej nam wolno. Chciałam rozdać ludziom te role i sprawdzić, czy są prawdziwe, czy ludzie się w nich dobrze czują.

... i grają w grę.
Gra fabularna pozwala na wyjście ze swojej tożsamości, ucieczkę od siebie i przyjęcie tożsamości awatara.

Jak na forum internetowym?
I w rzeczywistym życiu. Kupujemy nowe spodnie i wydaje się nam, że będziemy kimś innym, dlatego wydajemy dwie stówy więcej. Bo widzimy to na reklamie promującej iluzję, za którą chcemy zapłacić te pięć stów, żeby się na chwilę lepiej poczuć.

Zbudowała Pani literacki świat, w którym jest dno, pod nim drugie, następne i jeszcze następne...
To pyszne zadanie: nabudowywanie kolejnych rzeczy. Tylko trzeba pilnować, żeby nie stracić z oczu fabuły, która jest podstawową radością czytelnika i pisarza, czyli frajdy toku powieści.

Książka przynosi rozrywkę i nie jest głupia. Czyli popkultura nie musi być głupia...
Tak. To mit, dziwne, że tak długo się utrzymał.

Opisała Pani prawdziwych ludzi i miejsca. W książce występują: Janusz Rudnicki, Karol Pęcherz, Ram Pam Pam Pam...
Karol Pęcherz występuje w swojej życiowej roli: filozofa literatury, animatora kultury, trochę punkowca, postaci Podwodnego Wrocławia. Ale przeniosłam go do Warszawy. Jest mityczną miejską postacią. Każde miasto ma swoje osobowości, zjawiska, upiory. A Janusz Rudnicki to postać tak malownicza, że nabrałam autentycznej ochoty, żeby go na chwilę przyszpilić, przyjrzeć mu się z bliska.

Wydawnictwo zamówiło powieść, czy to był Pani pomysł?
To była transakcja wiązana. Napisałam opowiadanie, Monika Sznajderman je przeczytała i zaproponowała wydanie powieści. Cała ta przygoda okazała się trudna i kosztowna, ale też bardzo intensywna. Jakby się trochę bardziej żyło.

Pisze Pani znów prozę?
Czarne wydaje wiosną słownik słów zaginionych. To słowa, które wspominamy z nostalgią, takie, które wypadły z obiegu. Żal ich i chcemy je jakoś przywrócić życiu. Podoba mi się słowo telegram, pederasta, VHS. Napisałam więc opowiadanie o VHS: filmach pornograficznych z końca lat 80. I o ekscytacji, którą wszyscy młodzi ludzie, przychodzący do wypożyczalni wideo, odczuwali na widok półki „tylko dla dorosłych”. Poprosiłam na Facebooku przyjaciół, żeby przypomnieli sobie tytuły takich filmów. Było wesoło: „Piesica”, „W pustyni i w paszczy”, „Dupa i kara” i tak dalej. Taka półka ukryta za zasłonką to kwintesencja dorastania.

Skąd się wzięła suczka prowadząca Ewę?
Mam psa Edwarda, to ważny element życia, mówiąc otwarcie: darzę go uczuciem. Ale suczka Ewy ma inny charakter niż mój pies. Była mi potrzebna, żeby wyprowadzić Ewę do lasu, żeby ją wypchnąć z domu, zmienić konteksty. Bo tak to jest z tymi psami: Edward wrzucił mnie w świat. Czasami siedziałam w domu całymi tygodniami - siedząc i pisząc, nie wychodząc, bo nie mam żadnej pracy poza pisaniem. Zmieniała się pora roku, spadły liście, przegapiłam niejeden zakwit parku. Pies w prosty sposób skojarzył mnie z naturą. To stworzenie boskie, kontaktuje mnie z fizjologią: swoją, innych psów, wciąga w społeczne tryby, pokazuje pory roku, ściółki, brud i zupełnie inną sferę, bardzo daleką od lirycznych historii. To kolejny kontrapunkt dla przesadnych liryzmów – poranna psia kupa pomaga odzyskać pion.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
solo

Obie panie dobrze wypadły. Czyta się z zapartym tchem. Pora przeczytać książkę AWH.

Dodaj ogłoszenie