A ogórki gdzie?

Aleksander Malak
Janusz Wójtowicz
Udostępnij:
Nie, to nie będzie tekst o ogórkach, tych zielonych, unijnie prostych, nadających się do jedzenia i na surowo, i po ukiszeniu, i w konserwie. Chociaż... właściwie dlaczego nie? Niech będzie. No, trochę.

Ogórki w tym roku wyjątkowo nieudane. Co zaprawię na małosolne, to już na trzeci, czwarty dzień lądują na śmietniku. Sparciałe, skapciałe, cuchnące, szkoda mi tylko potem chrzanu, czosnku, kopru i jalapeno. Bo, żeby je dodatkowo przyostrzyć, wkładam do słoiczka kawałek cudownej, ostrej papryki, właśnie jalapeno. Z pesteczkami, a jakże. Ale co z tego, tegoroczne ogórki do kiszenia się nie nadają. Są zwyczajnie do d...

Pewnie, jak kiedyś śpiewał niezapomniany Kazimierz Grześkowiak, "to bez te nawozy sztuczne", którymi uprawiacze ogórków wyrównują już to niedostatki słońca, już to nadmiar deszczówki. W każdym razie smacznego małosolnego jeszcze tego lata nie skosztowałem i pewnie nie skosztuję.
Ale takie to i lato. Nie dość, że zwyczajne ogórki kiepskie, to i te letnie, coroczne, te kleszczowe, barszczowe, wielorybie, bakteryjne i jakie tam jeszcze, też jakoż nie obrodziły AD 2010.

Z drugiej jednak strony zanadto się nie dziwię. W końcu najpierw jeszcze wiosną, potem tuż u progu lata dotknęły nas kataklizmy, które całkowicie i pewnie na długo pozbawiły nas ochoty na "klasyczne" ogórki. Tu i ówdzie wprawdzie błysnęła na chwilę jakaś asteroida i już, już miała unicestwić co najmniej połowę planety, ale sczezła szybciej niż się pojawiła. Któraś z gazet próbowała wprawdzie reanimować barszcz Sosnowskiego - jeżeli dobrze pamiętam, nawet we wrocławskich Bielanach - opublikowała jedno, czy dwa zdjęcia, ale widocznie barszcz albo nie smakował w tym roku, albo tak się przejadł, że zniknął z menu nazajutrz.

Na dobrą sprawę najlepsze letnie ogórki pojawiły się przy okazji snucia rozmaitych teorii dotyczących katastrofy tysiąclecia. Bodaj największy posmak ogórkowy, chociaż niewielu, przynajmniej oficjalnie, zechciało teorii dać właściwą, właśnie ogórkową ocenę, miała jedynie prawdziwa, aczkolwiek sensacyjna, chociaż przecież na miarę XXI wieku, wiadomość o zastosowaniu przez Rosjan broni elektromagnetycznej, która spowodowała katastrofę.

Dlaczego jednak miał ktoś tej akurat teorii dawać ocenę ogórkową, skoro okazała się ona prawdziwa? A wiem to... od samych Rosjan. Na łamach czasopisma "Sprawy Zagraniczne" - jego wydawcą jest rosyjskie MSZ - ukazała się wypowiedź rosyjskiego politologa Andrieja Areszewa, który twierdzi, że za pustoszące w ostatnich tygodniach Rosję pożary, za klęskę nieurodzaju, za nienotowaną liczbę zgonów winić należy nie co innego, jak broń elektromagnetyczną, która potrafi skupić energię na niewielkiej przestrzeni. Tyle że za stosowanie tej broni Areszew obwinia... USA, konkretnie program HAARP (skrót od ang. High Frequency Active Auroral Research), którego celem jest testowanie wpływu różnych czynników na jonosferę i badanie efektów ingerencji w tę warstwę atmosfery. Każdy głupi wie jednak, że to przykrywka dla nowej broni.

Chciałeś waść ogórków, masz waść ogórki. Dobrze, że lato właściwie się kończy.
Aleksander Malak

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

c
czytatesth
.no nie da.
Przejdź na stronę główną Gazeta Wrocławska
Dodaj ogłoszenie